"Zwalniając Litwinienkę, Putin wiedział, że było wiele pretensji o to, że łamie on (Litwinienko) prawo" - dodał Iwanow. Po wypowiedzi ministra wyjaśniono, że to nie Putin osobiście zwalniał Litwinienkę, a bezpośredni przełożony zamordowanego byłego agenta FSB. Putin był szefem agencji wywiadu od lipca 1998 do sierpnia 1999 r.
"Dla nas Litwinienko był nikim. Nie obchodziło nas, co mówi, ani co pisze na łożu śmierci" - oznajmił Iwanow. Dodał, że Litwinienko pracował w specjalnym zespole MSW ds. eskortowania więźniów. Wtedy miały się właśnie pojawiać zastrzeżenia co do jego uczciwości.
"Nie miał przygotowania ani zbytniej inteligencji, za to skłonność do prowokowania. Miał nieodpowiedni charakter" - ocenił minister.
Sprawa otrucia Aleksandra Litwinienki radioaktywnym polonem wciąż nie jest wyjaśniona. W jej wyjaśnienie zaangażowane są już służby kilku państw.