Postanowili, że przeznaczą aż 2 mld dolarów na inwestycje w krajach rozwijających się. Pod tym pojęciem zapewne kryją się państwa, które - tak jak Wenezuela i Iran - widzą w USA uosobienie zła. Jednym z nich jest np. Boliwia, gdzie rządzi Evo Morales, populista i wierny uczeń Fidela Castro. Zresztą kubański dyktator jest też duchowym i politycznym przewodnikiem prezydenta Wenezueli. I kółko się zamyka.
Ale przywódców Wenezueli i Iranu łączy nie tylko nienawiść do USA. Oba kraje są liczącymi się producentami ropy naftowej. I oba należą do kartelu OPEC. Mahmudowi Ahmadineżadowi i Hugo Chavezowi nie podobają się obecne ceny tego surowca na świecie. I zapowiedzieli, że będą namawiać tę organizację do ograniczenia wydobycia ropy, żeby wzrosły ceny.