Nie minęły jeszcze dwa miesiące od śmierci Litwinienki, a w Hollywood już rozdzielane są role w filmach o nim. Tempo ekspresowe, bo na film o zamachach z 11 września 2001 roku trzeba było czekać aż trzy lata. Mówiło się, że Amerykanie potrzebują czasu, by się z tym dramatem oswoić.
Jednak z Litwinienką jest trochę inaczej - to były rosyjski szpieg, skłócony z Kremlem. A każdy przeciwnik Kremla w USA wciąż traktowany jest jak przyjaciel. Poza tym historia Litwinienki przypomina scenariusz filmu. Właśnie dlatego wytwórnie rzuciły się na historię jego życia i śmierci i teraz na wyścigi chcą ją przenosić na wielki ekran.
Największe szanse na zwycięstwo w tej pogoni ma wytwórnia Braun Entertainment Group, która należy do kolegi Litwinienki. Panowie wspólnie napisali słynną książkę "FSB wysadza Rosję" o zamachach organizowanych przez rosyjskie służby specjalne, za które winę zrzucano na Czeczeńców. Mówi się, że Litwinienkę zagra albo Daniel Craig, albo John Malkovich.
Do wyścigu stanęła także wytwórnia Warner Bros, która chce zekranizować książkę "Historia Saszy: życie i śmierć rosyjskiego szpiega". Tu główną rolę ma grać Johnny Depp. Co ciekawe, książki jeszcze nie ma w księgarniach. Podobna sytuacja dotyczy opowieści wdowy po Litwinience. Marina razem z wiceszefem międzynarodowej fundacji obrony praw człowieka niemal na bieżąco notuje postępy śledztwa w sprawie śmierci swojego męża. Tę historię chce z kolei sfilmować Columbia Pictures.
Jednak wielu znajomych zmarłego szpiega uważa, że twórcy zwyczajnie się pospieszyli. Bo wkrótce ma wyjść na jaw wiele faktów, o których nikt na razie nie ma pojęcia, a które wstrząsną światem.