240 świadków, setki teczek z dowodami. Z takim wyzwaniem musi się zmierzyć ława przysięgłych i sędzia James Williams. Dlatego proces podzielono na dwie części. Jedna dotyczy morderstwa sześciu kobiet, a druga reszty.
Hodowca świń to przerażający morderca, który z zimną krwią planował zabójstwo każdej swej ofiary. Od 1983 roku polował na prostytutki i narkomanki. Zaginięcia tych osób nie zwracały uwagi policji.
Kanadyjska policja zainteresowała się mordercą dopiero w 2001 roku. Po sprawdzeniu statystyk okazało się, że przez sześć lat zaginęło więcej kobiet niż zazwyczaj. Dlatego specjalna grupa śledcza zaczęła sprawdzać wszystkie ślady. Jednak funkcjonariusze błądzili we mgle. Rozpaczliwie czekali na cud, który pozwoliłby im znaleźć zabójcę. I doczekali się. Pickton popełnił błąd.
Chciał porwać i zamordować kolejną kobietę. Ta jednak wyskoczyła z pędzącego samochodu i uciekła. Natychmiast poszła na policję. Funkcjonariusze mieli już rysopis porywacza i jego samochodu. Śledczy zidentyfikowali potwora z Vancouver.
Policyjni specjaliści przeszukali świńską farmę centymetr po centymetrze. Znaleźli tam szczątki ludzi. Śledczy mówią, że Pickton zwłok nie zakopywał - karmił nimi świnie. A te wszystkożerne zwierzęta usuwały dowody zbrodni. A przynajmniej tak się mordercy wydawało.
Teraz czeka go proces za 26 zabójstw. Bo tylko tyle szczątków udało się odnaleźć. Policja twierdzi, że na liście Picktona jest aż 61 kobiet - nikt w historii Kanady nie zamordował tylu osób.