Obłąkana z miłości Argentynka doprowadziła do oskarżenia polskiego psychiatry o gwałt i groziła śmiercią jego narzeczonej. To uosobienie zła, przekonuje policjant, który aresztował kobietę.
Jan Falkowski od wielu lat mieszka w Londynie. Był cenionym psychiatrą, pracował w jednej z najlepszych stołecznych klinik, prowadził także prywatną praktykę.
Sprawy osobiste również układały mu się świetnie, poważnie myślał o ślubie. W październiku 2002 r. w jego gabinecie pojawiła się Argentynka Maria Marchese. Jak dowiedział się
"Fakt", problemy zaczęły się, gdy kobieta stwierdziła, że go kocha.
Niestety, jej miłość miała u podstaw psychiczne schorzenie. Gdy Falkowski pozostawał obojętny na jej obsesyjne zaloty, Marchese postanowiła go zniszczyć. Zaczęły się głuche telefony, anonimowe listy i SMS-y z groźbami, głównie do narzeczonej Polaka. „Spalę cię, suko, jeśli wyjdziesz za niego”, „Zabiję wasze dziecko” - Polak czytał w swoim telefonie. Po części, chora kobieta osiągnęła sukces, bo para odwołała ślub.
Towarzyszka życia polskiego lekarza znalazła się na krawędzi załamania nerwowego i sama w końcu wylądowała w klinice psychiatrycznej. Maria Marchese, niezmordowana, kontynuowała swoją wendettę. Jesienią 2004 roku oskarżyła Falkowskiego o gwałt. Podczas jednej z wizyt w domowym gabinecie udało jej się wygrzebać z kosza prezerwatywę z nasieniem lekarza. Później, ubrudziła nim swoją bieliznę.
Dla sądu był to wystarczający dowód, by szanowanego psychiatrę wysłać na cztery lata do więzienia. Polak stracił narzeczoną, pracę i pacjentów. Z czterech lat, w celi spędził półtora roku. Odzyskał wolność, bo policja w końcu odkryła intrygę Marchese. "To diablica w ludzkiej skórze" – przyznaje Malcolm Davies, policjant, który prowadził sprawę. Marchese trafiła za kratki na 9 lat, jej ofiara z trudem odbudowuje swoje życie.
Niestety, jej miłość miała u podstaw psychiczne schorzenie. Gdy Falkowski pozostawał obojętny na jej obsesyjne zaloty, Marchese postanowiła go zniszczyć. Zaczęły się głuche telefony, anonimowe listy i SMS-y z groźbami, głównie do narzeczonej Polaka. „Spalę cię, suko, jeśli wyjdziesz za niego”, „Zabiję wasze dziecko” - Polak czytał w swoim telefonie. Po części, chora kobieta osiągnęła sukces, bo para odwołała ślub.
Towarzyszka życia polskiego lekarza znalazła się na krawędzi załamania nerwowego i sama w końcu wylądowała w klinice psychiatrycznej. Maria Marchese, niezmordowana, kontynuowała swoją wendettę. Jesienią 2004 roku oskarżyła Falkowskiego o gwałt. Podczas jednej z wizyt w domowym gabinecie udało jej się wygrzebać z kosza prezerwatywę z nasieniem lekarza. Później, ubrudziła nim swoją bieliznę.
Dla sądu był to wystarczający dowód, by szanowanego psychiatrę wysłać na cztery lata do więzienia. Polak stracił narzeczoną, pracę i pacjentów. Z czterech lat, w celi spędził półtora roku. Odzyskał wolność, bo policja w końcu odkryła intrygę Marchese. "To diablica w ludzkiej skórze" – przyznaje Malcolm Davies, policjant, który prowadził sprawę. Marchese trafiła za kratki na 9 lat, jej ofiara z trudem odbudowuje swoje życie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|