Ługowoj czuje się od samego początku bezkarny i wciąż zaprzecza, by miał cokolwiek wspólnego ze śmiercią Litwinienki. Teraz, gdy śledczy mają coraz większą pewność, że to on zabił, pojechał sobie na narty. Możliwe nawet, że szusuje w Polsce - bo jak mówi - bawi się w jednym z krajów europejskich. Najwyraźniej dochodzenie nie robi na nim żadnego wrażenia albo ktoś wysoko postawiony w Rosji obiecał mu bezkarność. To możliwe, bo tropy do zleceniodawców zabójstwa Litwinienki wiodą właśnie na Kreml. I trudno przypuszczać, żeby Rosjanie wydali Brytyjczykom Ługowoja, nawet gdyby ci przynieśli im dowody jego winy na srebrnej tacy.
Od kilku dni mówi się, że brytyjska policja ma już gotowy wniosek o aresztowanie Andrieja Ługowoja, który miał podać Aleksandrowi Litwinience śmiertelny polon. To właśnie Ługowoj i Dmitrij Kowtun spotkali się z byłym agentem FSB, mieszkającym w Londynie. Litwinienko po rozmowie z nimi źle się poczuł, trafił do szpitala i trzy tygodnie później zmarł.
Ługowoj i Kowtun - podobnie jak Litwinienko - byli agentami FSB. On jednak wyjechał do Londynu i ostro krytykował Kreml m.in. za politykę wobec Czeczenii. Oni po odejściu ze służby zajęli się biznesem. Znawcy jednak mówią, że to tylko przykrywka i wciąż są na usługach rosyjskich tajnych służb.