Neonazistowska impreza odbyła się w ubiegłym roku we wsi niedaleko Magdeburga - informuje radio Svoboda. Zaczęło się niewinnie - od rozpalenia ogniska. Potem uczestnicy zabawy wspominali starogermańskie pogańskie obyczaje, potem przeszli do haseł neonazistowskich. Skończyło się na spaleniu amerykańskiej flagi i książek zamordowanej przez hitlerowców Żydówki.
Policja zatrzymała młodych ludzi pod zarzutem naruszania porządku. A to dlatego, że jeden z funkcjonariuszy, który uspokajał imprezowiczów, nie czytał pamiętników Anny Frank i nie znał tej postaci. Jednak po kilku dniach, kiedy okazało się, jakie książki spalili, oskarżenia rozszerzono. A sprawa stała się głośna w Niemczech.
Niemców oburzyło nie tylko zachowanie neonazistów, którzy bezcześcili pamięć zamęczonej w obozie koncentracyjnym Żydówki. Komentarze wywołała także informacja o policjancie, który nie słyszał o Annie Frank. Pojawiły się sugestie, że niemiecka policja może mieć problem z odróżnieniem, co jest chuligaństwem, a co nazistowskim wybrykiem.
Pamiętniki Anny Frank zostały przetłumaczone na dziesiątki języków. Na całym świecie sprzedano 75 milionów egzemplarzy tej książki.