Kierowca pędzącego z prędkością 160 km/h bugatti, jednego z 12 takich samochodów na Wyspach, stracił panowanie nad samochodem podczas wyprzedzania. Auto trzy razy obróciło się wokół własnej osi, uderzyło w opla astrę, wyleciało na pobocze i wpadło w krzaki. A wszystko to w silnym deszczu.

Gdy auto wreszcie zatrzymało się, ze środka wyszedł kierowca i... dziecko. Zniszczone auto zabrała do warsztatu ta sama laweta, która przywiozła je tydzień wcześniej uszczęśliwionemu właścicielowi.

Na razie nie wiadomo, ile będzie kosztowała naprawa. Straty wyceniają specjaliści. Przedstawiciel firmy Bugatti już zapowiedział, że jeśli samochód uda się uratować, inżynierowie będą się starali naprawić go jak najszybciej. Ale właściciel musi sobie przyszykować czek na sporą sumę.