Marines ostrzeliwują kilku Irakijczyków kryjących się za samochodem i straganem z owocami. Nagle podjeżdżają dwa cywilne auta, przerażeni kierowcy wyskakują z samochodów. Jeden z nich nie zdążył się ukryć. Ginie od amerykańskiej kuli. Bo Amerykanie zasypują przeciwników gradem ognia - cały balkon, na którym stoją jest pokryty łuskami pocisków.
Żołnierze traktują strzelaninę jak świetną zabawę, prawie jak grę komputerową. "Użyj tej wielkiej suki. Mamy do niej aż 30 pocisków" - krzyczy jeden z nich do swego kolegi przygotowującego bazukę do strzału. Cieszą się, gdy broń jest wreszcie gotowa do użycia. Ale wtedy pada rozkaz "Przerwać ogień". Marines wybuchają radością. "Zobacz, zobacz, to ja rozwaliłem tego tam" - krzyczy jeden, wskazując na martwego Irakijczyka.