Sąd uznał Erwina Arnadę, wydawcę indonezyjskiego "Playboya", winnego szerzenia pornografii i siania zgorszenia. Wyrok jeszcze nie jest znany, ale Arnada może spędzić za kratkami nawet dwa lata.
I tak ma szczęście, bo tłum islamistów skandował przed sądem "Śmierć, śmierć, powiesić go". Sędzia uznał racje prokuratora, który twierdził, że "Playboy" tylko powoduje zgorszenie i przez niego wybuchają w Indonezji protesty.
O dziwo, wersja wydawana w Dżakarcie w ogóle nie przypomina zachodnich edycji. Nie ma w nim żadnych nagich kobiet.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Andrzej Mężyński
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
Zobacz
|
