Sąd uznał Erwina Arnadę, wydawcę indonezyjskiego "Playboya", winnego szerzenia pornografii i siania zgorszenia. Wyrok jeszcze nie jest znany, ale Arnada może spędzić za kratkami nawet dwa lata.
I tak ma szczęście, bo tłum islamistów skandował przed sądem "Śmierć, śmierć, powiesić go". Sędzia uznał racje prokuratora, który twierdził, że "Playboy" tylko powoduje zgorszenie i przez niego wybuchają w Indonezji protesty.
O dziwo, wersja wydawana w Dżakarcie w ogóle nie przypomina zachodnich edycji. Nie ma w nim żadnych nagich kobiet.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|