Parlament Chińskiej Republiki Ludowej przyjął wczoraj historyczną ustawę o ochronie własności prywatnej. Z nowego prawa ucieszyli się przedsiębiorcy i właściciele mieszkań, a partyjny beton ostrzega, że to już koniec socjalizmu - pisze DZIENNIK.
Ustawa niewiele zmieni w życiu 750 mln chińskich chłopów, których władze nadal będą mogły wywłaszczyć z ziemi. Bo pozostanie ona własnością państwa.
"Prawdziwym przełomem w Chinach byłaby dopiero prywatyzacja gruntów" - mówi DZIENNIKOWI Yiyi Lu z londyńskiego Chatham House. "Przegłosowana wczoraj ustawa
najbardziej wzmocni jednak klasę średnią, głównie w miastach".
Współautor ustawy, pekiński prawnik Yin Tian obiecuje za to, że wprowadzi ona "zdrowe reguły" w obrocie nieruchomościami. Stało się to niezbędne odkąd Chiny zaczęły się na potęgę rozbudowywać. Jak kraj długi i szeroki, sojusz chciwych deweloperów i skorumpowanych urzędników zaczął wysiedla mieszkańców starych osiedli, oferując im niskie rekompensaty. Teraz prawo do godziwego odszkodowania zapisano w ustawie. Łatwiej będzie przekazać nieruchomość potomkom, a także zaciągnąć na nią kredyt hipoteczny. Własność prywatna zyska ochronę dorównującą własności państwowej.
Trudniej przedstawia się jednak sytuacja niewykształconych chińskich chłopów, gorzej zorganizowanych i mniej świadomych swoich praw. "Jedyne, co realnie zyskają, to prawo do rekompensaty za utracone grunty" - przewiduje Yiyi Lu.
Tymczasem brutalne wywłaszczenia chłopów, a także lokowanie w pobliżu ich domostw fabryk to w dzisiejszych Chinach narastający problemem społeczny. Władze w Pekinie szacują, że każdego dnia dochodzi do około dwustu „masowych incydentów”. Wiele z nich to zamieszki po odebraniu chłopom ziemi. Tak było m.in. w listopadzie ub. roku, gdy 5 tys. rolników w prowincji Guangdong okupowało magazyn, który powstał na zabranych im polach. Policja rozpędziła protest przy użyciu gazów łzawiącego. Nierzadko w podobnych przypadkach są też ofiary śmiertelne.
Współautor ustawy, pekiński prawnik Yin Tian obiecuje za to, że wprowadzi ona "zdrowe reguły" w obrocie nieruchomościami. Stało się to niezbędne odkąd Chiny zaczęły się na potęgę rozbudowywać. Jak kraj długi i szeroki, sojusz chciwych deweloperów i skorumpowanych urzędników zaczął wysiedla mieszkańców starych osiedli, oferując im niskie rekompensaty. Teraz prawo do godziwego odszkodowania zapisano w ustawie. Łatwiej będzie przekazać nieruchomość potomkom, a także zaciągnąć na nią kredyt hipoteczny. Własność prywatna zyska ochronę dorównującą własności państwowej.
Trudniej przedstawia się jednak sytuacja niewykształconych chińskich chłopów, gorzej zorganizowanych i mniej świadomych swoich praw. "Jedyne, co realnie zyskają, to prawo do rekompensaty za utracone grunty" - przewiduje Yiyi Lu.
Tymczasem brutalne wywłaszczenia chłopów, a także lokowanie w pobliżu ich domostw fabryk to w dzisiejszych Chinach narastający problemem społeczny. Władze w Pekinie szacują, że każdego dnia dochodzi do około dwustu „masowych incydentów”. Wiele z nich to zamieszki po odebraniu chłopom ziemi. Tak było m.in. w listopadzie ub. roku, gdy 5 tys. rolników w prowincji Guangdong okupowało magazyn, który powstał na zabranych im polach. Policja rozpędziła protest przy użyciu gazów łzawiącego. Nierzadko w podobnych przypadkach są też ofiary śmiertelne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl