Mieszkańcy Papui-Nowej Gwinei mogą odetchnąć z ulgą. Steven Tari, przywódca krwawej sekty kanibali, która terroryzowała kraj, wpadł w ręce policji. Grozi mu nawet kara śmierci.
Tari i 6 tys. jego wyznawców porywało i gwałciło kobiety z całej wyspy. Swe ofiary składali bogom w ofierze, a ich ciała zjadali. Krwawa kariera Tariego skończyła się w małej wiosce Matepi. Próbował zwabić nowych ludzi do sekty. Jednak mieszkańcy szybko się na nim poznali. Najpierw go mocno pobili, a potem, ledwo żywego, przekazali policji.
Władze mają już zeznania kilku członków sekty. Tari zmuszał ich do picia krwi ofiar, które sam poświęcał na ołtarzach. Teraz grozi mu szubienica. Może być pierwszym przestępcą, na którym - po 50 latach przerwy - na Papui-Nowej Gwinei znów będzie wykonana kara śmierci.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl