Tari i 6 tys. jego wyznawców porywało i gwałciło kobiety z całej wyspy. Swe ofiary składali bogom w ofierze, a ich ciała zjadali. Krwawa kariera Tariego skończyła się w małej wiosce Matepi. Próbował zwabić nowych ludzi do sekty. Jednak mieszkańcy szybko się na nim poznali. Najpierw go mocno pobili, a potem, ledwo żywego, przekazali policji.
Władze mają już zeznania kilku członków sekty. Tari zmuszał ich do picia krwi ofiar, które sam poświęcał na ołtarzach. Teraz grozi mu szubienica. Może być pierwszym przestępcą, na którym - po 50 latach przerwy - na Papui-Nowej Gwinei znów będzie wykonana kara śmierci.
Dziennikarz. Zaczynał w „Super Expressie”, w Dziennik.pl od samego początku istnienia portalu, czyli kwietnia 2006. Obecnie jest wydawcą i redaktorem Newsroomu, zajmuje się także działem Technologie. W czasie wolnym gra w gry komputerowe oraz maluje figurki do Warhammera. Uwielbia koty.
