Gen. Koziej uważa atak na Iran za nieprawdopodobny, zwłaszcza tak wcześnie, bo już na początku kwietnia. "Rada Bezpieczeństwa ONZ nakłada właśnie sankcje na Teheran, więc trudno sobie wyobrazić, by przed zadziałaniem tych sankcji mógł nastąpić atak" - mówi generał. Jego zdaniem, informacje o konkretnej dacie i godzinie to element gry psychologicznej, a także forma nacisku na Iran. Może to mieć związek z zatrzymaniem przez Irańczyków 15 brytyjskich marynarzy.
Jednak generał Koziej zwraca uwagę na coś, czego dawno w rejonie Zatoki Perskiej nie było. Na początku kwietnia w rejonie tym będą aż trzy amerykańskie lotniskowce. Zazwyczaj jest jeden, góra dwa. Wraz z okrętami towarzyszącymi to wielka siła uderzeniowa. Być może ten fakt dał początek spekulacjom o możliwym ataku.
Gdyby jednak Amerykanie zaatakowali Iran to dla USA byłaby - zdaniem generała - tragedia. Nie jest możliwe, by za pomocą rakietowych i lotniczych uderzeń z powietrza osiągnąć znaczący sukces. Konieczna byłaby operacja lądowa. Wtedy należałoby oczekiwać reakcji Rosji i Chin, a pozycja Waszyngtonu bardzo by się pogorszyła.
Ze względów strategicznych atak na Iran też nie jest korzystny. Wojska USA nie radzą sobie w Iraku, więc otwieranie nowego frontu byłoby nierozważne. Już teraz Amerykanie mają, jak to określają "rozciągniętą armię", gdyż są zaangażowani w konflikty w różnych częściach świata, przede wszystkim w Iraku i Afganistanie. Zaczyna więc im brakować sił. Gen. Koziej uważa, że otwieranie nowego frontu nie leży więc w interesie Stanów Zjednoczonych.