Mimo napiętej sytuacji było w miarę spokojnie. Dwa wejścia do kancelarii prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki zablokowało około tysiąca zwolenników prorosyjskiej koalicji Partii Regionów Ukrainy, socjalistów i komunistów. Kiedy zwolennicy koalicji wykrzykiwali "Juszczenko zdrajca", broniący kancelarii ludzie z Pory odpowiadali im "Juszczenko z narodem".
Po godzinnym pikietowaniu kancelarii Juszczenki część zwolenników koalicji powróciła na centralny plac Kijowa, Majdan Niepodległości, gdzie od rana trwa wiec partii, tworzących koalicję rządową. Na miejscu pozostała ok. 300-osobowa grupa sympatyków koalicji. Zagrozili, że jeśli Juszczenko nie odwoła dekretu, jutro zablokują rodzinną wieś prezydenta i elitarną dzielnicę pod Kijowem, gdzie mieszka Juszczenko.
Dziś również 20-osobowa grupa deputowanych koalicji wdarła się do siedziby Centralnej Komisji Wyborczej i zajęła gabinet jej szefa. Kiedy media zaczęły mówić o okupacji gabinetu, deputowani wyjaśnili, że... przyszli jedynie porozmawiać.
Kryzys na Ukrainie wybuchł po wydaniu przez prezydenta Juszczenkę dekretu o rozwiązaniu parlamentu i przeprowadzeniu 27 maja przedterminowych wyborów. Rząd Janukowycza i większość parlamentarna odmówiły wykonania tego dekretu, argumentując, że prezydent naruszył prawo. Juszczenko twierdzi, że koalicja zmusza, także przekupstwem, do przechodzenia opozycyjnych deputowanych do prorządowych frakcji, co zagraża demokracji na Ukrainie.