Raport o wynagrodzeniach lobbystów w stolicy UE opublikowała firma headhunterska Ellwood & Atfield. Tendencja jest wyraźna: w miarę jak w Brukseli zapada coraz więcej kluczowych decyzji, firmy zaczynają inwestować coraz więcej w specjalistów od wywierania wpływu. Ma to swoje przełożenie na pensje w branży lobbistycznej.
Z badań przeprowadzonych głównie na podstawie wywiadów z samymi zainteresowanymi wynika, że dyrektor działającej w Brukseli firmy konsultingowej lub izby handlowej może zarobić od 180 do 400 tys. euro rocznie. Dla porównania pobory unijnych komisarzy sięgają ok. 240, a przewodniczącego KE Jose Manuela Barroso prawie 300 tys. euro. Siłę lobbystów widać jeszcze wyraźniej, zestawiając ich płace z wynagrodzeniem szeregowych europosłów, którzy od czasu zeszłorocznej reformy dostają ok. 126 tys. euro rocznie.

Osaczony europoseł

To ostatnie porównanie ma szczególne znaczenie z powodu wzrastającej od kilku lat roli Parlamentu Europejskiego w procesie stanowienia unijnego prawa, co przyspieszył jeszcze traktat lizboński. – Tu w Brukseli każdy z nas jest wręcz osaczany przez lobbystów – mówi „DGP” niemiecki europoseł Zielonych Sven Giegold, który regularnie protestuje przeciwko rosnącym wpływom grup nacisku.
Reklama
– Istnieją na przykład specjalne gremia, choćby Europejskie Forum Usług Finansowych, gdzie dochodzi do regularnego przenikania światów polityki i biznesu. Oczywiście są też bardzo prozaiczne sposoby wywierania wpływu: wieczory, koncerty, kolacje w luksusowych restauracjach. Nie tylko zresztą dla samych posłów, ale także ich współpracowników, z których radą parlamentarzyści nieraz bardzo się liczą – mówi nam Giegold.

Tysiąc rad ds. opiniowania

Lobbyści polują jednak nie tylko na posłów czy komisarzy. Dyrektor jednego z wielu brukselskich think tanków zarabia od 60 do 120 tys. euro. A zależy od niego bardzo wiele. – W Brukseli jest około tysiąca instytutów, rad i gremiów, które specjalizują się w opiniowaniu unijnej legislacji na wniosek komisji czy parlamentu. Lobbyści uderzają również tam – dowodzi Corporate Europe Observatory, organizacja monitorująca procesy podejmowania decyzji w unijnej stolicy. Obrazu dopełniają coraz częstsze przypadki przechodzenia do branży lobbistycznej przez wpływowych do niedawna eurokratów: ostatnio postąpił tak długoletni niemiecki komisarz Guenter Verheugen.



Z Brukseli do biznesu, czyli najgłośniejsze transfery eurokratów
GUENTER VERHEUGEN - Kilka miesięcy po odejściu ze stanowiska założył European Experience Company, która oferuje „doświadczenie i kontakty” na brukselskich salonach. Socjaldemokrata podjął też współpracę z amerykańską firma lobbingową Fleishmann-Hillard, Royal Bank of Scotland i niemiecką federacją banków spółdzielczych.
CHARLIE McCREEVY - W latach 2004 – 2010 był jedną z najbardziej wpływowych osób KE. W maju wszedł do zarządu irlandzkich tani linii lotniczych Ryanair. Przez najbliższe trzy lata jego wynagrodzenie musi być ograniczone do 9,5 tys. euro miesięcznie. Ma też prawo do 55 proc. swojego poprzedniego unijnego wynagrodzenia.
JEAN-PAUL MINGASSON - Gdy na początku dekady KE próbowała nałożyć ograniczenia na unijny przemysł chemiczny, duża część prac spoczywała na jego barkach. Pierwotnie uchodził za zwolennika ograniczeń, potem zmienił jednak zdanie. Wkrótce po uchwaleniu nowego prawa odszedł z KE i został... doradcą w sektorze chemicznym.