Decyzję o zwolnieniu Polaka z aresztu podjął petersburski sąd, uznając że nasz rodak nie zagraża bezpieczeństwu publicznemu. Sam Dziemianczuk dodaje, że on i jego koledzy z Greenpeace starali się przekonać Rosjan, że protest przeciwko wydobyciu ropy w Arktyce nie jest wymierzony w ich państwo.

Chcieliśmy aby wszyscy zrozumieli, że to nie jest akcja polityczna a jedynie próba zwrócenia uwagi na ważne problemy, związane z ochroną środowiska - opowiadał po wyjściu z aresztu Dziemianczuk.

Ekolog z Gdańska nie wie czy będzie mógł wrócić do Polski przed zakończeniem śledztwa prowadzonego w Rosji. W jego opinii najprawdopodobniej przez jakiś czas pozostanie jeszcze w Sankt Petersburgu.

30 ekologów z Greenpeace, którzy brali udział w akcji na Morzu Barentsa podejrzanych jest o chuligaństwo. Za kilka tygodni Komitet Śledczy zdecyduje czy sprawę umorzy, czy też skieruje akt oskarżenia do sądu.