To ta figura woskowa jest odpowiedzialna za zakaz lania ołowiu - tak niemiecka gazeta zatytułowała tekst o komisarz Bieńkowskiej. To przez nią musieliśmy się obejść bez tradycyjnego lania ołowiu w noc sylwestrową - obwinia "Bild" Polkę, nazywając ją przy okazji "największą głową w brukselskim gabinecie figur woskowych".

Atak gazety sprowokowały przepisy, których pomysłodawczynią była właśnie Bieńkowska. W 2017 roku przeforsowała ona unijną dyrektywę, ustalającą górną granicę zawartości ołowiu we wszystkich produktach sprzedawanych na terytorium UE na 0,3 proc. Zatem 0,3 grama na 100 gramów - doprecyzowuje "Bild". Dyrektywie przyświecał cel ochrony dzieci przed szkodliwym działaniem toksycznego metalu.

Rykoszetem uderzyła jednak w jedną z niemieckich świętości. Nad Renem w noc sylwestrową leje się - a właściwie lało się od setek lat do 2019 r. - ołów i na podstawie zastygłych kształtów wróżyło się przyszłość. Specjalne zestawy wróżbiarskie cieszyły się ogromną popularnością. Zawierały one jednak średnio około 70 proc. ołowiu. Tradycja, analogiczna do polskiego lania wosku w Andrzejki, została zatem automatycznie uśmiercona przez unijną dyrektywę.

Rozżalenie niemieckiej gazety potęguje fakt, że żadna niemiecka instytucja nie sprzeciwiła się Bieńkowskiej. Za zakazem ołowiu był zarówno rząd, jak i Bundestag.

Wbrew pozorom sprawa jest poważna. Badania przeprowadzone przez socjologa z Hamburga Horsta Opaschowskiego wskazują, że jedynie 17 proc. Niemców z optymizmem spogląda na nadchodzący rok. Cała reszta - mimo dobrej sytuacji gospodarczej Niemiec - obawia się pogorszenia swojej sytuacji materialnej.