Prof. Hertog jest autorem konceptu reżimów historycznych, czyli różnorodności spojrzenia na pojęcie czasu, na stosunek do teraźniejszości, przeszłości i przyszłości w różnych epokach historii.

Reklama

Od końca XVIII w. społeczeństwa zachodnioeuropejskie, wierząc w postęp, wzrok zwrócony miały ku przyszłości – stwierdził profesor, który koniec tego "futuryzmu” sytuuje w latach 60. XX w., kiedy uznano, że postęp techniczny i postęp ludzkości to bynajmniej nie to samo. Bardzo pomocna było w tym zdemaskowanie komunizmu, gdy "promienna przyszłość” okazała się szatami Andersenowego cesarza i "przestała zasłaniać nędzną teraźniejszość”.

Upadek "mitu socjalistycznego” spowodował, że społeczeństwa zachodnie z "futuryzmu” przestawiły się na "prezentyzm”, czyli że "teraźniejszość stała się ich jedynym horyzontem”.

Na pytanie, czy czas pandemii i zamknięcia nie zmienił tego "reżimu historyczności”, profesor odpowiedział, że od pewnego czasu, który ocenia na 10-lecie, świadomość zmian klimatycznych i zniszczeń środowiska, "zakłóciły naszą wizję życia z dnia na dzień”, gdyż doszło do nas, że "ślady antropocenu trwać będą miliony lat”.

Nadejście epidemii przede wszystkim zatrzymało zwyczajny czas, rytmizowany codziennymi, powtarzającymi się czynnościami. Zamknięcie w domostwach zmusza do życia w teraźniejszości, którą każdy musi sobie ułożyć i oswoić – stwierdził prof. Hartog i zauważył, że "rzucane na wszystkich antenach rady, jak organizować czas, jak zmieniać jadłospis, to pomoc w odbudowywaniu czasu społecznego”.

Jest to, jego zdaniem, "inna forma prezentyzmu”, wzmacniana przez to, że "dzięki telefonom, tabletom itp. większość z nas może >spotykać się< z innymi i >wszędzie się poruszać<. Jednak osią tego prezentyzmu jest choroba”.

Nadzieja na znalezienie leku leczącego tę chorobę i szczepionki jej zapobiegającej, może stanowić nowy "horyzont oczekiwań” społecznych - nie wykluczył historyk, ale ostrzegł, że nie da się znaleźć "wspólnego mianownika dla czasu wirusa i czasu medycyny”.

Profesor nie jest pewny, czy pandemia może otworzyć nowe perspektywy i położyć kres prezentyzmowi. A to dlatego, że nie wiadomo, czy "zglobalizowana gospodarka odgrywać będzie tę samą rolę co przedtem”. Nie wykluczył możliwości "światowego wybuchu społecznego”, na jaki – jak stwierdził – "oczekują ruchy populistyczne wszelkich przekonań”.

Dziś nie zostawia się suchej nitki na prezentyzmie, ale "prezentystyczne z natury technologie cyfrowe, zajmują coraz więcej miejsca w naszym życiu. Telepraca, telenauczanie, telebadania lekarskie przyspieszają cyfrową transformację naszego życia” – ocenił uczony.

Profesor zastanawiał się, czy "doprowadzi to do telespołeczeństwa", odrzucił pytanie, gdyż, jak powiedział, "kwestią jest to, co potrafimy zrobić z cyfrowym prezentyzmem, tak, by życie nasze nie ograniczało się wyłącznie do chwili obecnej”.