Według kurdyjskich sił bezpieczeństwa w Iraku, rajd nie spowodował żadnych ofiar. Natomiast turecka armia poinformowała, że jest zbyt wcześnie, by podać bilans operacji.

Turcy twierdzą, że zaatakowali "ważne pozycje organizacji terrorystycznej". Tak określają Partię Pracujących Kurdystanu (PKK), która walczy o oderwanie od Turcji terenów, zamieszkanych przez Kurdów.

To trzecia potwierdzona turecka operacja w północnym Iraku w ciągu tygodnia. 16 grudnia lotnictwo zbombardowało cele w pobliżu masywu Kandil, gdzie ukrywają się bojownicy PKK. W poniedziałek na teren Iraku wkroczyło około 300 żołnierzy. Nie doszło wówczas do żadnych starć.

Waszyngton i Bagdad boją się, że w północnym Iraku może dojść do wojny i proszą Ankarę, by wstrzymała się z działaniami wojskowymi. To najspokojnieszy region w kraju, bo iraccy Kurdowie pilnują tam porządku.