Podróżni, którzy od wielu godzin koczowali na lotnisku w Buenos Aires, rzucili się z pięściami na obsługę argentyńskiego lotniska. Okładając pracowników portu, żądali informacji o losach ich zawieszonych lotów. Okazało się, że odloty wstrzymano, bo sprzedano więcej biletów, niż jest miejsc w samolotach.
Chwile grozy przeżyli Bogu ducha winni pracownicy międzynarodowego lotniska Ezeiza w stolicy Argentyny, Buenos Aires. Po wielu godzinach siedzenia na walizkach, pasażerowie stracili cierpliwość i rzucili się na obsługę lotniska.
"Zapłaciliśmy za te bilety! Chcemy stąd wylecieć!" - wykrzykiwali wściekli ludzie. Domagali się wyjaśnienia, dlaczego ich samoloty wstrzymano. "To przez strajk bagażowych i pracowników odpraw" - tłumaczyły nerwowo władze linii lotniczych Aerolineas Argentinas. To tylko rozsierdziło pasażerów.
Okazało się, że loty wstrzymano z zupełnie innego powodu. Według związków zawodowych, przyczyną są karygodne błędy przy sprzedaży biletów lotniczych. Rozprowadzono ich bowiem więcej, niż jest miejsc w samolotach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl