Jak poinformował kanał, w Moskwie zorganizowano nocną obławę na budowlańców. Do jednej z firm przyjechała policja; funkcjonariusze zabierali z hotelu robotniczego i wpychali do autobusów wszystkich mężczyzn po kolei. Wywieźli ponad 250 osób, 80 spośród nich nie wróciło do domów. Nie ma z tymi ludźmi kontaktu, ich los pozostaje nieznany. Mężczyznom zarekwirowano paszporty - poinformowali niezależni dziennikarze.

Reklama

"Doniesienia o obławach napływają z wielu dzielnic Moskwy, zwłaszcza z tzw. sypialnych (oddalonych od centrum, w których znajdują się głównie bloki mieszkalne): Butowa, Pierowa, Nowokosina, Marjinej Roszczy. Policjanci albo polują na ludzi przy stacjach metra, albo chodzą po mieszkaniach i walą w każde drzwi, poszukując mężczyzn w wieku poborowym. Turyści, którzy przyjechali do stolicy na weekend, powiadomili, że obławy trwają też w hostelach" - przekazano na łamach Możem Objasnit'.

"Zatrzymywali wszystkich"

Kirił Kabanow, urzędnik zasiadający w Radzie ds. Praw Człowieka poinformował, że przy stacji metra na północnym wschodzie Moskwy funkcjonariusze "zatrzymywali wszystkich i twierdzili, że należy mieć ze sobą zaświadczenie o odroczeniu" od mobilizacji.

Reklama

O podobnych "obławach" w Petersburgu informuje też w piątek radio Swoboda, powołując się na doniesienia opublikowane przez mieszkańców na mediach społecznościowych i rozpowszechniane przez media niezależne. Jak podał portal Fontanka, policjanci i ludzie w cywilu czatowali przed domami mieszkalnymi na dwóch osiedlach: Kalina Park i Polustrowo Park. W innej dzielnicy Petersburga, rejonie Newskim, mieszkańcy osiedla Ładożski Park powiadomili, że policjanci dzwonią do wszystkich mieszkań w poszukiwaniu rezerwistów. Portal Sota poinformował, że policja przyszła do jednego z domów w rejonie (dzielnicy) Kalinińskim, gdzie funkcjonariusze usiłowali wręczać wezwania mieszkańcom na klatce schodowej. Administracja dzielnicy oświadczyła, że celem wezwań jest "uściślenie danych".

Reklama

Moskwa i Petersburg to wielomilionowe metropolie - na stolicę przypada prawie 9 proc. ludności Rosji - które dotąd niemal nie odczuwały trwającej od ośmiu miesięcy wojny. Jeszcze bardziej desperackie działania na rzecz mobilizacji podejmowane są na rosyjskiej prowincji. Jak podały niezależne media, we wsi Czur w republice Udmurcji, regionie na Przeduralu, rozdano 17 wezwań do wojska podczas pogrzebu jednego z lokalnych mieszkańców, który zginął w wypadku samochodowym.

"Częściowa" mobilizacja

Prezydent Władimir Putin wydał 21 września dekret o częściowej mobilizacji na wojnę z Ukrainą oraz zagroził "użyciem wszelkich środków", by bronić Rosji przed rzekomym zagrożeniem ze strony Zachodu. Według oficjalnych przekazów Kremla pod broń ma zostać powołanych około 300 tys. rezerwistów, lecz w ocenie niezależnego portalu Meduza mobilizacja może objąć nawet 1,2 mln mężczyzn, głównie spoza dużych miast.

Tuż po decyzji Putina pojawiło się wiele doniesień o chaosie organizacyjnym podczas mobilizacji. Do wojska powoływano m.in. osoby niepełnosprawne i bez doświadczenia w armii. Odnotowywano liczne przypadki pijaństwa wśród poborowych, alarmowano też o fatalnych warunkach zakwaterowania rezerwistów i niskiej jakości wydawanej im broni.

Po zarządzeniu branki setki tysięcy Rosjan próbują opuścić kraj i uniknąć wysłania na front. Osoby uciekające przed służbą w armii starają się przedostać m.in. do Finlandii, Kazachstanu, Mongolii i Gruzji. Pod koniec września niezależne media powiadomiły, że na granicach z Finlandią, Gruzją i Kazachstanem powstają punkty mobilizacyjne, w których mężczyźni otrzymują wezwania do wojska.