Szef ukraińskiej dyplomacji oświadczył, że w najtrudniejszym w historii niepodległej Ukrainy roku jego kraj dokonał tego, czego większość zachodnich partnerów się po nim nie spodziewała - był w stanie nie tylko przeciwstawić się agresji ze strony Rosji, ale także przeprowadzić udaną kontrofensywę i zacząć mówić o zakończeniu wojny wyłącznie na własnych warunkach.

Reklama

- "Pokój za wszelką cenę" jest obecnie nie do przyjęcia (...) Zachodni przywódcy nie mówią już tylko o "potrzebie pokojowego rozwiązania", lecz o "zwycięstwie Ukrainy" - mówił. Zdaniem Kułeby jest to w dużej mierze zasługa aktywnej, czasem wręcz agresywnej ukraińskiej dyplomacji. Kułeba dodał, że wykluczone są wszelkie ustępstwa terytorialne względem Rosji.

W opinii szefa ukraińskiej dyplomacji, są jeszcze na zachodzie politycy, którzy szczerze popierają Ukrainę i życzą jej zwycięstwa, jednak nie wyobrażają sobie porażki Rosji. - Mówię im: świat się nie rozpadnie, jeżeli rozpadnie się Rosja. Lecz to powoduje u nich dyskomfort - dodał.

"Ratowanie twarzy Putina". Czy to ma jeszcze sens?

Zapytany, czy idea "ratowania twarzy Putina" ma jeszcze jakichś wpływowych zwolenników, Kułeba odparł, że istnieje jedynie "sekta", która ma taki cel i że jest ona marginalna.

- Dla mnie najważniejsze jest teraz nie tyle pokonanie tej sekty, co ugruntowanie w partnerach zrozumienia, że bez względu na to, jaki będzie rząd w Rosji, w swojej istocie kraj ten się nie zmieni. (...) Istnieje znacznie szersze grono ludzi, którzy wierzą, że z Rosji można zrobić liberalne, demokratyczne państwo. I to właśnie jest dużo ważniejsze - pokonać ten pogląd. (...) Naszym zadaniem nie jest przerobienie orka na elfa, tylko wyeliminowanie agresji oraz stworzenie takich warunków, w których ekspansja Rosji stanie się niemożliwa. (...) Powinno się ich wtłoczyć w ich granice i zamknąć. Niech żyją w swojej autarkii, pod rządami swojego cara-batiuszki, ale niech nikogo nie atakują - mówił.

Kułeba zaznaczył, że widzi różnicę pomiędzy stanowiskiem prezydenta Francji Emmanuela Macrona a innymi znaczącymi politykami. - Jeśli chodzi o ideologiczne podejście dotyczące Rosji, to jest polityka europejska i jest prezydent Macron - powiedział.

Reklama

- Zaskoczyła mnie Unia Europejska jako jedność. Po raz pierwszy kraje UE zaczęły finansować dostawy broni do kraju trzeciego. UE powstała po to, by w Europie nigdy nie było wojny, a pieniądze zamiast na finansowanie obronności szły na finansowanie handlu, ubezpieczeń społecznych, infrastruktury. To, co UE zrobiła w tym roku, to nawet nie rewolucja, to przewrót do góry nogami. (...) Wiele krajów mnie czymś zaskoczyło i to nie tylko w Europie. Byłoby jednak niesprawiedliwe mówić, kto dokładnie i nie wspominać o innych - podkreślił szef ukraińskiej dyplomacji.

"A potem nastąpi etap akceptacji"...

Negatywnie wypowiedział się jedynie o Węgrzech. - Wcale się nie zdziwiłem. Dziwią mnie tylko niektóre wypowiedzi, jak ostatnia wypowiedź Orbana: "przestańcie dostarczać broń, a wojna się skończy" - mówił.

- Musimy zniszczyć rosyjski kompleks obronny, jego machinę wojskową, a celem numer jeden w niej jest przemysł rakietowy i dronowy. Musimy odciąć im tlen, aby nie mogli produkować rakiet, nie mogli uruchomić masowej produkcji dronów i tym samym nie mogli już terroryzować całego terytorium Ukrainy - powiedział, zapytany o cele strategiczne w nadchodzącym roku.

Pytany z kolei o to, czy realne jest pozbawienie Rosji statusu stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ i wykluczenia jej z ONZ w ogóle, Kułeba odpowiedział, że Ukraina stara się nie tylko wykluczyć Rosję z ONZ, ale "delegitymizować" ją jako kraj, choć jakiś czas temu, gdy mówił szefom dyplomacji innych państw, że chce złożyć wniosek o wykluczenie Rosji z Rady Bezpieczeństwa, to "stukali się palcem w czoło".

- To jest pierwszy krok, drugi krokiem będzie to, że wszyscy powiedzą: "Ukraińcy naprawdę mają rację". Trzecim krokiem będzie etap złości - co z tym zrobić?. A potem nastąpi etap akceptacji - powiedział Kułeba.