Dziennik Gazeta Prawana logo

Sierżant Azowa ujawnia zbrodnie Rosjan. "Grady miały odwrócić uwagę"

16 maja 2023, 15:03
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Arsenij Fedosiuk z żoną Julią
Arsenij Fedosiuk z żoną Julią/Telegram
Arsenij Fedosiuk, sierżant pułku Azow, został zwolniony z rosyjskiej niewoli w Sylwestra 2022 roku. Obecnie przebywa w Wenecji, gdzie razem z żoną Julią zbiera pieniądze na wyposażenie ukraińskiej armii – informuje "Corriere della Sera". Żołnierz opowiada o walkach w Azowstalu, ostrzelaniu obozu jenieckiego w Ołeniwce, torturach i rażeniu prądem przez Rosjan.

Cały świat zobaczył Julię 11 maja ub. roku, kiedy razem z innymi żonami żołnierzy pułku Azow Kateryną Prokopenko i Olgą Andrianową prosiły w Watykanie papieża Franciszka o pomoc w wydostaniu mężów z oblężonego przez Rosjan kombinatu metalurgicznego Azowstal. Od 16 maja Ukraińcy rozpoczęli poddawanie huty. Do rosyjskiej niewoli trafiło 2439 żołnierzy okrążonych w Azowstalu.

Chęć powrotu na front

Gdy tylko zostałem zwolniony, przeszedłem operację przepukliny – powiedział Fedosiuk "Corriere della sera". Byliśmy w Izraelu dwa miesiące na operacji i fizjoterapii. Ale jego zmartwieniem jest to, że nie będzie mógł ponownie walczyć – dopowiada Julia, absolwentka filozofii, która pracuje obecnie jako asystentka deputowanego partii Zełenskiego.

Arsenij nie zgadza się z żoną: Wrócę na front, chciałbym dołączyć do mojej grupy. Było nas czterdziestu pięciu zwiadowców, niektórzy nadal są więźniami. Już od roku.

Przygotowanie do kontrofensywy

Małżeństwo spotyka się z ludźmi, by zbierać fundusze: Przygotowujemy się do kontrofensywy. Sprzęt w Mariupolu był najnowocześniejszy, ale musieliśmy go zostawić w hucie. Na przykład dobry noktowizor termowizyjny kosztuje 5 tysięcy dolarów.

Arsenij został zwolniony w Sylwestra. Traciłam nadzieję. Wtedy rankiem 31 grudnia zadzwonił telefon, który zmienił moje życie - wspomina Julia. Arsenij kiwa głową: Ja też byłem zaskoczony, nie wyobrażałem sobie wymiany więźniów w Sylwestra. W drodze do domu od razu zadzwoniłem do mamy. "Jestem prezentem noworocznym", powiedziałem jej.

Misja "prawie niemożliwa"

Fedosiuk opowiada o tym, jak w kwietniu ub. roku razem z kolegami podjął się prawie niemożliwej misji dotarcia do huty przez rzekę Kalmius. Byliśmy otoczeni na prawym brzegu rzeki, chcieliśmy dotrzeć do innych, zabarykadowanych w hucie, na lewym brzegu. Dwustuosobowa kolumna pieszo przedarła się nocą przez pozycje Rosjan na brzeg. Inni jechali za nami samochodami z rannymi. Pod ostrzałem artyleryjskim przeprawiliśmy się łodziami przez rzekę. Temperatura wody miała ok 5 stopni Celsjusza. Wielu naszych ludzi zginęło podczas tej przeprawy.

W hucie, gdy kończyła się nawet woda z maszynerii ("Możesz mi znaleźć artykuł o tym, jak przeżyć bez wody pitnej?" – pisał wówczas do żony), nadeszła wynegocjowana kapitulacja. Arsenija wywieziono do Ołeniwki pod Donieckiem, gdzie pod koniec lipca doszło do masakry jeńców wojennych. Byłem właśnie tam, w kolonii karnej nr 52 (...). Pewnego ranka przenieśli 151 z nas do dawnego laboratorium na drugim końcu kompleksu. Trzy dni później nastąpił wybuch. Była godzina 23.30, kiedy zaczęły wystrzeliwać rakiety Grad. Umieścili je kilka dni wcześniej wzdłuż ogrodzenia więzienia – wspomina Fedosiuk.

Grady jako przykrywka

Po hałasie mogę stwierdzić, z jakiej odległości coś jest wystrzeliwane - kontynuuje Arsenij. Tego wieczoru, po kilkunastu strzałach, nastąpiła pierwsza eksplozja, na zewnątrz, jakieś piętnaście metrów od mojego pokoju. Po krótkiej przerwie Grady znów zaczęły strzelać. Po sześciu strzałach doszło do drugiego wybuchu wewnątrz dawnego laboratorium. Ale to nie był pocisk Grad. To była eksplozja, w środku podłożyli bombę.

Te pociski (Grady) miały odwrócić uwagę (od eksplozji podłożonych przez Rosjan ładunków wybuchowych - red.) — zauważa Julia.

Co najmniej 54 ludzi zginęło. Kiedy Rosjanie opublikowali nagranie z ciałami leżącymi na ziemi, myśleliśmy, że to podróbka. Wtedy niektóre kobiety rozpoznały swoich mężów. Pamiętacie Olgę Andrianową? Była ze mną i Kateriną w Rzymie. To jej mąż tam wtedy zginął – wspomina Julia.

Najgorsze dni w życiu

Moje najgorsze dni w Mariupolu były lepsze niż te spędzone jako więzień. Torturowali mnie, razili prądem, żeby wydobyć zeznania. Miałem silne bóle pleców i zawroty głowy z głodu: przynosili nam skromne porcje owsianki na śniadanie, a na obiad zupę.

Sytuacja pogorszyła się po 27 września, wraz z przeniesieniem do ciężkiego więzienia w Taganrog w Rosji. Kiedy go zwolniono, jadł o każdej porze, nawet w nocy – mówi Julia.

Miłosz Marczuk z Pescary

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj