Próby oszukania znienawidzonych maszyn Clarkson i spółka podjęli dwukrotnie. Za pierwszym razem odkryli, że fotoradar jest bezradny, gdy ma sfotografować auto pędzące 270 km/h. Innym razem znaleźli sposób znacznie prostszy. Okazało się, że obiektyw fotoradaru wystarczy zakleić przezroczystą folią samoprzylepną, żeby robione przez maszynę zdjęcia były niewyraźne.
Ale zastrzeżenia do fotoradarów mieli nie tylko niesforni dziennikarze. Przeprowadzone na Wyspach badania pokazały, że najeżenie dróg fotoradarami tylko w niewielkim stopniu zmniejszyło liczbę wypadków. A to dlatego, że nadmierna prędkość to przyczyna zaledwie 5 proc. wszystkich kolizji.
Zasługą fotoradarów było jednak to, że zarejestrowały prawdziwą przyczynę wypadków. Okazało się, że największe zagrożenie powodują kierowcy nieuważni: zajęci telefonowaniem, pisaniem SMS-ów, zmienianiem stacji radiowej itp.