ARTUR GRABARCZYK: Przyjechał pan, by zabrać córkę do domu? Co pan czuje?
OJCIEC
: Radość, tylko radość. Chcę, żeby już dziś pojechała ze mną do domu.

Jaka jest pańska córka?
Rozsądna. Myślę, że to, co one wszystkie przeżyły, skutecznie zniechęciło je do Kościoła. One odmówiły posłuszeństwa, bo nie chciały dłużej takiej formy służby, chciały reformy Kościoła, zbuntowały się przeciw roli służących księży.

Wie to pan od córki? Rozmawiał pan z nią o tym?

Nie, ale tak mi się wydaje.

A kiedy ostatni raz widział pan córkę?
W lutym tego roku, a miesiąc temu rozmawiałem z nią przez telefon. Przyjechałem tutaj i wszedłem za bramę, ale ona zadzwoniła wtedy i poprosiła, żebym nie wchodził, żebym się wycofał.

Dlaczego?
Nie wiem.

Myśli pan, że córka poradzi sobie w życiu poza klasztorem?
Jestem tego pewien. Tuż przed wstąpieniem do betanek skończyła studia ekonomiczne. Teraz nawet będzie miała większe szanse znaleźć pracę, bo przecież brakuje specjalistów. Jedyne, co w niej pozostanie na dłużej, to uraz do Kościoła.