"Fakt" długo walczył, aby mundurowi nie chowali się w krzakach. Wreszcie w zarządzeniu 609 komendanta głównego policji znalazł się zapis "podczas pełnienia służby radiowóz powinien być ustawiony w miejscu bezpiecznym i widocznym".

Ale okazuje się, że policjanci z drogówki zapomnieli o tym nakazie. Na jednej z łódzkich ulic reporterzy "Faktu" wypatrzyli patrol, który uparcie wlepiał mandaty na bocznej, podziurawionej uliczce. Stróże prawa chowali się za krzakami. W ciągu 15 minut zatrzymali dwóch kierowców. Pierwszy jechał aż 50 km/h, drugi o dwa kilometry więcej.

Gdy dziennikarze postanowili spytać policjantów, dlaczego czają się w zaroślach, ci najpierw zagrozili im mandatem, a potem czym prędzej odjechali. W komendzie miejskiej zakomunikowano natomiast, że policjanci mogą... stawać gdzie chcą, bo stałe punkty pomiary prędkości zostały zniesione.

Czy to oznacza powrót policji krzakowej? - pyta "Fakt". "Obowiązek stałych punktów pomiaru został faktycznie zniesiony przez komendanta głównego policji. Ale to nie oznacza, że mundurowi mogą chować się w krzakach. Muszą być dla kierowców widoczni" - tłumaczy nadkomisarz Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji.

To już fakt: łódzcy mundurowi złamali przepisy. Ale nie tylko oni. Reporterzy "Faktu" natknęli się kilkanaście minut później w Łodzi na policjantów z drogówki, którzy w miejscu, gdzie było ograniczenie do 50 km/h, gnali 95 km/h. Kierowca tego wozu jechał tak szybko, że aby utrzymać tor jazdy, przeciął linię ciągłą. Nie wspominając o slalomie między samochodami i zmianie pasa bez kierunkowskazu. Czy oni też zapomnieli o obowiązujących przepisach?