Marek, 55-letni pracownik mediów z Warszawy, wstrzykuje sobie botoks regularnie od trzech lat. Twierdzi, że traktuje ten zabieg równie naturalnie jak comiesięczną wizytę u fryzjera. Do zastrzyków z botoksu zachęcila go żona. "Zrobiła sobie zabieg, efekt był wspaniały, więc postanowiłem potraktować botoksem moje czoło. Miałem głębokie zmarszczki, które mnie postarzały. Teraz zniknęły" - przekonuje. Właśnie planuje kolejny zabieg, bo zbliżają się wakacje, a - jak mówi - na gładkiej skórze doskonale prezentuje się opalenizna.

Reklama

Również 60-letni Waldemar na pierwszy zabieg poszedł razem z mażonką. Był zachwycony. "Widząc gładką twarz w lustrze od razu lepiej się czuję, lepiej pracuję" - opowiada. Mężczyzna nie chce zdradzić żadnych szczegółów na swój temat, bo boi się, że zostanie rozpoznany. "Nie chciałbym, aby ktokolwiek dowiedział się, że poprawiam sobie urodę. To prywatna sprawa" - dodaje.

Rzeczywiście, wszelkie zabiegi upiększające to w Polsce nadal temat tabu. "Ludzie z pewnych środowisk, zwłaszcza artystycznych, za żadne skarby nie przyznają się do tego, że to robią. Coraz częściej za to mówią o tym osoby spoza medialnego światka" - twierdzi dr Andrzej Ignaciuk, jeden z najbardziej znanych w Polsce lekarzy medycyny estetycznej.

Do regularnego korzystania z botoksu przyznał się już rok temu znany stylista Tomasz Jacyków. "Uznałem, że bez robienia wokól tego wielkiej sensacji mogę ponieść kaganek oświaty. Skończyłem już czterdziestkę i to widać. O ile w ciągu dnia wyglądam dobrze, to wieczorem po prostu twarz mi siada. A botoks usuwa te objawy" - mówi. Jego zdaniem już niedługo poprawianie wyglądu przy pomocy jadu kiełbasianego stanie się równie naturalne, jak codzienne zmienianie bielizny.

>>>Jacyków: "Ibisz nie może latać z pomarszczonym ryjem"

Zupełnie inne zdanie ma na ten temat socjolog Krzysztof Łęcki. "Bardzo długo w naszej cywilizacji to kobiety zabiegały o względy mężczyzn urodą, a mężczyźni musieli wykazać się innymi zaletami. Dzisiejszy nadmiernie wypięlegnowany, metroseksualny mężczyzna, to efekt ogólnej infantylizacji cywilizacji zachodu" - mówi. I dodaje, że taka sytuacja doprowadzi w końcu do tego, że każdy mężczyzna będzie wyglądał jak Michael Jackson.

Tymczasem mężczyzn, którzy decydują się na likwidację zmarszczek, systematycznie w Polsce przybywa. "Kiedy otwierałam salon w 1997 r., miałam głównie klientki. Przychodziły chyłkiem, żeby broń Boże nikt ich nie zobaczył. Jeśli w ogóle pojawiali się jacyś panowie, to byli to zwykle homoseksualiści" - mówi Erika Kowalik, szefowa warszawskiej kliniki Collagena. - "Po jakimś czasie zaczęli przychodzić biznesmeni, ludzie obyci, bywający na Zachodzie. A teraz zastrzyki z botoksu robi sobie także zwykły Kowalski" - mówi. A doktor Andrzej Ignaciuk szacuje, że nawet co 20. pacjent, który przychodzi do jego gabinetu to mężczyzna. "Panowie zaczynają dostrzegać, że nie wystarczy gruby portfel i zgrywanie macho, ale ważna jest również ładna cera" - mówi.

>>>Kaczyński na botoksie

Mężczyzm korzystających z dobrodziejstw botoksu lekarze dzielą na dwie kategorie. "Pierwsza to młodzi, ambitni biznesmeni i robiący kariery w dużych firmach panowie, którzy nie chcą być postrzegani jako surowi i niedostępni. A takie wrażenie może sprawiać osoba, która ma pionowe bruzdy między brwiami. Druga grupa to z kolei mężczyźni po 40-tce, którzy postanowili coś w swoim życiu zmienić. Najczęściej wiąże się to z tym, że mają dużo młodsze od siebie partnerki i zależy im na atrakcyjnym wyglądzie" - mówi Joanna Buchowicz, wiceprezes Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych. Jeszcze inne spostrzeżenia ma asystentka w jednej z warszawskich klinik deramtoligicznych. Jej zdaniem na zabiegi przychodzą przede wszystkim mężczyźni majętni. Tacy, których stać na to, by kilka razy w roku wydać na poprawiający wygląd zastrzyk od 800 do 1200.