Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy modernizacja jest Polakom potrzebna

5 listopada 2007, 12:15
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Kilka tygodni temu Cezary Michalski postawił diagnozę, że krytyka błędów polskiej modernizacji zaprowadziła jej czołowych przedstawicieli - Krasnodębskiego, Legutkę, Staniszkis i Rymkiewicza - na pozycje otwarcie antynowoczesne. W dzisiejszej "Europie" odpowiada Zdzisław Krasnodębski. O ile rozumiem, ma on do Michalskiego pretensję głównie o to, że ten nie przyznał mu statusu chłodnego analityka cudzych błędów, lecz uznał za stronę sporu - za intelektualistę zaangażowanego, o wyrazistych antynowoczesnych poglądach. Nawet jeśli sam Michalski sformułował jedynie prowokacyjną hipotezę, to swym tekstem Krasnodębski ją potwierdza. Jest to bowiem kolejny przegląd usterek teorii nowoczesności, który kończy się krytyką samego ich przedmiotu. Z taką oto zjadliwą konkluzją: "I co w zasadzie mielibyśmy naśladować - politykę imigracyjną Francji, niemiecką potulność i solidność czy amerykańską religijność?".

Każdy autor ma prawo, by traktować go expressis verbis. Więc skoro Krasnodębski stwierdza, że nie dokonała się u niego żadna antynowoczesna konwersja, rzecz wydawałaby się zamknięta. Kłopot jednak w tym, że jego teksty mówią coś innego. Być może ich autor tak alergicznie reaguje na etykietę wroga nowoczesności, bo jeszcze kilka lat temu miałaby ona status donosu. Jednak powinien mieć świadomość, że również życzliwi mu czytelnicy mogą w ten sposób postrzegać jego poglądy. Sam mam podobne wrażenie. Tyle że konwersję Krasnodębskiego interpretuję jako szersze zjawisko intelektualne - jako renesans dawnej, arystokratycznej niechęci wobec nowoczesności. Nie tej siermiężnej, elpeerowskiej, prowincjonalnej, ale tej wytwornej, inspirowanej de Maistrem, Tocquevillem, Schmittem i Straussem. Oddają się dziś tej niechęci intelektualiści, którzy po 1989 roku też chcieli budować w Polsce Zachód (wystarczy sięgnąć do tekstów Legutki i Krasnodębskiego sprzed dekady), ale zrażeni mentalnością modernizatorów - poczciwością ich wyobrażeń oraz agresywnością zachowań - przeszli na pozycje sceptyczne wobec całego nowoczesnego świata. Nie nazywają swych pozycji kontestacją - są na to zbyt inteligentni, poza tym nie mają ochoty na męczący akt realnego buntu - jednak o współczesności nie mają nic ciepłego do powiedzenia. Choć z pasją uczestniczą w życiu publicznym, a nawet - jak Legutko - potrafią zajmować ważne stanowiska polityczne - w istocie żyją na wewnętrznej intelektualnej emigracji, oddając się temu, co zwie się splendid isolation.

Politycznie rzecz biorąc, zajęte przez nich pozycje są zupełnie jałowe. Jednak dla polskiego życia umysłowego pojawienie się tej formacji może się okazać inspirujące. Tyle że ich generalna wizja - odetnijmy się od wzorów z Zachodu, bo mamy w Polsce silne wewnętrzne mechanizmy rozwoju i własny, wyznaczony tradycją I RP oraz "Solidarności" szlak osiągania cywilizacyjnego sukcesu - wydaje się raczej ekspresją charakterów niż racjonalną diagnozą realiów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj