Dziennik Gazeta Prawana logo

Małe płomyki piekieł

5 listopada 2007, 12:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Uznana za jedną z największych, jeśli nie największą poetkę XX wieku - urodziła się w Bostonie. Jej ojciec, Niemiec z pochodzenia, urodzony w Grabowie na północy Polski, w wieku 16 lat wyemigrował do Ameryki. Absolwent Harvardu, zyskał uznanie jako wybitny entomolog, badacz życia pszczół. Osierocił ją, gdy miała 8 lat.

Od wczesnej młodości jej wybitne uzdolnienia szły w parze z psychicznymi zaburzeniami, zakończonymi w roku 1953 próbą samobójstwa i następującą po niej terapią elektrowstrząsową. Wszechstronnie utalentowana, w roku 1955 ukończyła z najwyższą oceną Smith College, publikując w prestiżowych amerykańskich pismach wiersze, poematy i opowiadania. Jej błyskotliwa kariera uwieńczona została stypendium Fulbrighta i wyjazdem do Anglii, gdzie kontynuowała studia w Newham College w Cambridge. W roku 1956 poślubiła wybitnego poetę angielskiego Teda Hughesa.

W roku 1960 w Londynie przyszła na świat ich córka, Frieda i ukazał się pierwszy tomik wierszy Plath "Kolos". Dwa lata później - gdy Sylvia i Ted osiągnęli długo oczekiwaną stabilizację życiową i urodził im się syn - spadło na nią nieszczęście: ukochany mąż związał się z inną kobietą. Plath i Hughes rozstali się w październiku 1962 roku. Silny wstrząs psychiczny spowodował nawrót choroby umysłowej, zakończony samobójstwem, które popełniła w swym londyńskim mieszkaniu w lutym 1963 roku.

W roku jej śmierci, w styczniu, ukazało się pierwsze wydanie jej autobiograficznej powieści "Szklany klosz".

p

Nawet słoneczne chmury tego ranka nie mogą zapanować nad tymi spódniczkami.
Ani kobieta w ambulansie
Której czerwone serce rozkwita przez płaszcz tak zdumiewająco...

Dar, dar miłości
Prawie niechciany
Przez niebiosa

Bladawo i płomieniście
Zapalają swój dwutlenek węgla, oczyma
Otępiałymi do znieruchomienia pod melonikami.

O mój Boże, kim jestem
Że te spóźnione usta muszą otwierać się krzykiem
W lesie mrozu, w brzasku bławatków.

Małe maki, małe płomyki piekieł,
Czy nic was nie trapi?

Błyskacie. Nie mogę Was dotknąć,
Wkładam moje dłonie między płomyki. Nie parzą.

I wyczerpuje mnie patrzenie na was
Błyskające w ten sposób, pomarszczone i jasnoczerwone jak skóra warg.

Usta ociekające teraz krwią
Małe krwawiące spódniczki!

To są opary, których nie mogę dotknąć.
Gdzie są wasze odurzające właściwości, wasze obrzydliwe kapsułki?

Gdybym mogła krwawić lub zasnąć! - - -
Gdyby moje usta mogły poślubić ranę taką jak ta!

Lub gdyby wasze likwory wypłynęły we mnie, w tej szklanej kapsułce,
Otępiające i uciszające.

Ale pozbawione kolorów. Pozbawione kolorów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj