p
Piotr Wróbel*
Żydowski wiek dwudziesty
Nieczęsto się zdarza, by antysemici, rasiścii przedstawiciele skrajnej prawicy cytowali z zachwytem książkę profesora liberalnego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, szczególnie jeśli ów profesor jest lewicowych poglądówi żydowskiego pochodzenia. Jakby tego było mało, książkę wychwalają liberalni naukowcy zaangażowaniw walkę z antysemityzmem oraz recenzenci z najważniejszych żydowskich gazet w Izraelui na świecie. Mowa o książce "Żydowski wiek"("The Jewish Century"), opublikowanej w 2004 roku przez renomowane wydawnictwo Uniwersytetu Princeton. Jej autor, Yuri Slezkine, urodził się w 1956 roku w inteligenckiej rodzinie żydowsko-rosyjskiej w Moskwie. Tam ukończył elitarną szkołę średnią, studiował językoznawstwo i literaturę. Pod koniec lat 70. został wysłany jako tłumacz do Mozambiku, a następnie,w 1982 roku, do Lizbony. Do Związku Sowieckiego nie wrócił. Wyjechał do USA, gdzie w 1989 rokuna Uniwersytecie Teksaskim w Austin obronił błyskotliwą pracę doktorską poświęconą koczowniczym ludom rosyjskiej północy. W 1992 roku, po kilku latach pracy na małym uniwersytecie w Północnej Karolinie, przeniósł się do Berkeley, gdzie jest obecnie profesorem historii i dyrektorem Instytutu Studiów Słowiańskich, Wschodnioeuropejskich i Eurazjatyckich.
"Żydowski wiek" to trzecia książka Slezkine'a. Według pierwotnego założenia miała to być praca poświęcona wczesnym elitom sowieckim, oparta o socjologiczne studium lokatorów wielkiego domu mieszkalnego w centrum Moskwy. Książkę otwiera dedykacja, którą warto przytoczyć w całości: "Dorastając w Związku Sowieckim, byłem blisko związany z moimi obiema babkami. Jedna, Andżelina Iwanowna Żdanowicz, urodziła się w rodzinie szlacheckiej, uczęszczała do szkoły dla dobrze urodzonych panien, ukończyła szkołę aktorskąprzy Małym Teatrze w Moskwie, a w 1920 roku została zgarnięta przez Armię Czerwoną z Władykaukazu. Dumna ze swych kozackich przodków straciłaza rewolucji wszystko. Pod koniec życia była lojalną sowiecką obywatelką, pogodziła się z przeszłością i czuła się dobrze w swoim kraju. Druga babka, Berta (Broche) Josifowna Kostrinskaja, urodziła się w Strefie Osiedlenia [żydowskiej], nigdy nie chodziła do szkoły, trafiła do więzienia jako komunistka, wyemigrowała do Argentyny i wróciła w 1931 roku, by uczestniczyć w budowie socjalizmu. Na starość była bardzo dumnaze swoich żydowskich przodków, a większość swego życia uważała za pomyłkę. Ta książka jest poświęconajej pamięci".
Równie interesujące jest pierwsze zdanie wstępu,a zarazem całej książki: "Era nowożytna jest erą żydowską, a zwłaszcza wiek XX jest wiekiem żydowskim". Dalej we wstępie Slezkine szkicuje jedną ze swych tez: cechy i umiejętności, które Żydzi wykształcili w starożytności i średniowieczu (znajomość zasad przedsiębiorczości, prawa, medycyny, umiejętność interpretacji tekstów i twórczych rozważań nad kulturą), dały im pewną przewagę w okresie modernizacji, gdy zdolności te stały się szczególnie potrzebne i gdy, w pewnym sensie, wszyscy stawali się Żydami.
Ale nowożytność to także era nacjonalizmui antysemityzmu. W odpowiedzi na te zjawiska Żydziz rosyjskiej Strefy Osiedlenia (mieściła się na terenie dawnych wschodnich prowincji Rzeczypospolitej i była jedyną częścią imperium carskiego, gdzie Żydzi mogli mieszkać bez specjalnego pozwolenia) podjęli wędrówkę do trzech krain, które symbolizują trzy żydowskie odpowiedzi na modernizację: do USA, Palestyny i Rosji, która do 1917 roku była dla nich zamknięta, szczególnie zaś do Moskwy i Leningradu. Slezkine, erudycyjny znawca literatury i mistrz metafory, przywołuje postaci córek Tewje Mleczarza z powieści Szolema Alejchema spopularyzowanej przez musical "Skrzypek na dachu". Jedna z dziewcząt, według interpretacji Slezkine'a, pozostała na Ukrainie, druga wyjechała do Ameryki, trzecia do Palestyny, a czwarta do Rosji. Ta ostatnia,wraz dziećmi i wnukami, interesuje Slezkine'a najbardziej. Jego książka wykracza jednak daleko poza historię sowieckich Żydów, a jej cztery rozdziały stanowią odrębne całości, które można oddzielnie czytaći oceniać.
"Sandały Merkurego: Żydzi i inni nomadzi" to tytuł pierwszego rozdziału, który także zaczyna się od interesującego spostrzeżenia: "Nie było nic szczególnie niezwykłego w społecznym i ekonomicznym położeniu Żydów w średniowiecznej i wczesnonowożytnej Europie. Wiele rolniczych społeczeństw obejmowało grupy "wiecznie obcych", wykonujących zadania, których rdzenna ludnośćnie umiała lub nie chciała wykonywać" (s. 4). Dalej Slezkine porównuje Żydów do kilkunastu grup "wyspecjalizowanych obcokrajowców" z krajów niekiedy tak odległych jak Korea, Japonia, Afganistan, Malawi, Indie i Wyspy Karaibskie. Szczególnie uderzające jest podobieństwo między społeczną pozycją Żydóww przedwojennej Europie Wschodniej a sytuacją Chińczyków w Azji Południowo-Wschodniej, Parsów w Indiach i Hindusów w Zachodniej i Południowej Afryce, choć również Ormianie, Grecy, Libańczycy, bałtyccy Niemcy czy syryjscy chrześcijanie byli lub są do nich podobni. Także oni padają (lub padali) ofiarą prześladowań z rąk lokalnej ludności, od której różnią się językiem, religią, kulturą, tradycją i wyglądem. Także oni należą do lokalnych elit, odnoszą wielkie sukcesy gospodarcze i dominują wśród najbogatszych ludzi swych regionów.
Na podstawie tej obserwacji Slezkine wprowadza podział społeczeństw na "potomków" Merkurego (Hermesa), boga podróżnych, kupców, artystów i rzemieślników, oraz "potomków" Apollina, patrona rolników. Merkurianie, nielubiani, ale zarazem podziwiani przez lokalnych producentów żywności - Apollińczyków - zawsze uważali się za wygnańców i wędrowców, przywiązanych nie do ziemi, lecz do własnej tradycji i genealogii.
W rzeczywistości bywało, że mieszkali w jednym rejonie przez długie wieki, ale zachowywali charakter "nomadów usługowych" ("service nomads"), "ponieważ tylko obcy mogli robić pewne niebezpieczne, wspaniałe i obrzydliwe rzeczy, a przetrwanie ludzi specjalizujących się w tych sprawach zależało od ich powodzenia w byciu obcymi" (s. 9). Merkurianie, pokojowo nastawieni i słabi fizycznie, często zachowywali się nieobyczajnie, a ich nieczyste, lecz powabne kobiety były znacznie bardziej wyemancypowane niż słaba płeć Apollińczyków. Trzymający się na uboczu nomadzi zachowywali lub tworzyli własne, niezrozumiałe dla otoczenia języki i byli z reguły wielojęzyczni. Przestrzegali własnych religijnych zasad czystości i uważali się za narody wybrane.
Nie produkowali żywności, lecz idee. Nie brali udziałuw wojnach. Obcość i klanowość były ich "zawodem". Byliw pełni zależni od "goszczących" ich Apollińczyków, którzy produkowali żywność, byli wojownikami, tworzyli państwa, pogardzali zniewieściałymi, chciwymi, egoistycznymi i wyniosłymi Merkurianami, ale nie mogli się bez nich obejść, gdyż sami bywali niekiedy niepiśmienni i mało pomysłowi.
Ten wielowiekowy podział ról i symbioza obu grup uległy erozji wraz z pojawieniem się modernizacji. Narodziły się nowe zjawiska, a wśród nichna wskroś apoliński nacjonalizm i komunizm. Mniejszości narodowe - "wewnętrzni obcy" - stały się potencjalnymi zdrajcami. Wielu Merkurian zmieniło sięw Apollińczyków. Nie wszystkim jednak ta asymilacja się powiodła i wiele mniejszości uległo zagładzie. Ostatni wielki pogrom antychiński miał miejsce w Dżakarciew maju 1998 roku. Jednocześnie Apollińczycy, którzy zaangażowali się w kapitalizm i inne aspekty nowoczesnego świata, stali się tak bardzo merkuriańscy, że nie potrzebowali już "usługowych nomadów". Jednak - podsumowuje Slezkine - "era uniwersalnego merkurianizmu stała się erą żydowską, gdyż zaczęła się w Europie" (s. 39).
Powyższą konkluzję Slezkine rozwija w drugim rozdziale ("Nos Swanna: Żydzi i inni nowocześni"). Nikt nie zbliżył się do merkuriańskiego archetypu tak jak Żydzi; Merkurianie nigdzie tak bardzo nie wrośli w lokalną kulturę jak Żydzi w kulturę europejską. To na tym kontynencie rozpoczęła się modernizacja. Żydzi początkowo uczestniczyli w niej w ograniczonym stopniu ze względu na bariery prawne, którym podlegali. Wkrótce jednak, w nowym świecie pogoni za bogactwem i wiedzą, szybko dołączyli do czołówki, dysponując cechami, które były teraz najbardziej pożądane.
Na poparcie swych tez Slezkine przytacza sukcesy Żydów w XIX-wiecznej Europie: wysoki odsetek Żydów wśród bankierów Berlina, Wiednia i Budapesztu, wśród najbogatszych obywateli Niemiec i Wielkiej Brytanii, wśród najbardziej wykształconych Europejczyków i noblistów, wśród intelektualistów, lekarzy, naukowcówi artystów. "W olbrzymiej części Europy Wschodniej praktycznie cała klasa średnia była żydowska" (s. 50). Marks, Rotszyldowie, Einstein i Freud stali się symbolami nowoczesnej cywilizacji. Na przełomie XIX i XX wieku rozpoczęła się ożywiona debata nad genezą związków między modernizacją a żydostwem. Slezkine omawia poglądy kilku ważnych uczestników tej debaty, takich jak Houston Stewart Chamberlain, Werner Sombart, Max Weber, Thorstein Veblen oraz Adolf Hitler i wyciąga następujące wnioski: Żydzi nie zainicjowali modernizacji i epoki nowożytnej. Dołączyli do przemian z opóźnieniem i ciężko pracowali, by nadrobić zaległości. Wychodzącz getta, przyjęli nowe języki, rytuały i ubrania. Lecz do kogo mieli się upodabniać? Do swych dawnych chłopskich sąsiadów i klientów, na których patrzyli z góry? Ci także uczestniczyli w urbanizacji, modernizacji i sekularyzacji, ale w odmienny sposóbi z odmiennymi rezultatami. "Innymi słowy, Żydzi zostali skazani na nowe wygnanie wskutek judaizacji ich apolińskich gospodarzy..." (s. 61). Żydzi nie zdążyli jeszcze stać się prawdziwymi Niemcami, gdy Niemcy stali się nowym narodem wybranym, zazdrośnie ekskluzywnym i uzbrojonym w potężną biurokrację. Żydzi szukali ucieczki w XIX-wiecznym europejskim liberalizmie, ale: "Liberalizm się do tego nie nadawał, gdyż jego [narodowo] neutralna przestrzeń nie była znów taka neutralna. Uniwersytety, <<wolne>> zawody, salony, kawiarnie, sale koncertowe i galerie sztuki Berlina, Wiednia i Budapesztu stały się tak bardzo żydowskie, że liberalizm i żydowskość stały się prawie nierozróżnialne. (...) Zwycięstwo asymilacji uczyniło ją trudniejszą do osiągnięcia, ponieważ im bardziej Żydzi modernizowali się i ulegali sekularyzacji, tym bardziej byli widoczni jako główni przedstawiciele modernizacji i sekularyzacji. A to oznaczało, że ludzie, którymnie powiodło się w dobie modernizacji i sekularyzacji, lub którzy przeciwstawiali się im z rozmaitych apolińskich (lub dionizyjskich) powodów, łatwo mogli ulec wpływowi politycznego antysemityzmu" (s. 63).
Nie pomógł fakt, że Żydzi należeli do najgorętszych wielbicieli niemieckiej, francuskiej czy rosyjskiej kultury, że stali się "administratorami kulturowej spuścizny" wielu narodów europejskich. Im żarliwiej to robili, tym bardziej byli odrzucani. Dlatego gdy zawiódł liberalizm, powstały dwie inne europejskie religie, obieo żydowskich korzeniach: marksizm i freudyzm. Obie konkurowały z nacjonalizmem, starały się wydobyć nowych Merkurian z osamotnienia i stworzyć nowe uniwersalne wartości. Przodował w tym marksizm, który z wielu powodów stał się szczególnie żydowski.
Tu Slezkine przypomina duży udział Żydóww Komunistycznej Partii Polski, a szczególnie w jej kierownictwie, w Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom, wśród lewicowych intelektualistów europejskich i wśród komunistów węgierskich. Stało się tak - uważa Slezkine - gdyż Żydzi byli lepiej przygotowani do interpretacji ideologicznych tekstów, potrafili połączyć elementy swej tradycyjnej edukacji z marksizmem i przechodzili przez własną żydowską rewolucję przeciw konserwatywnym rodzicom.
Ta rewolucja pchnęła wielu młodych Żydów ku żydowskiemu nacjonalizmowi, który stał się trzecim (obok marksizmu i freudyzmu) profetycznym ruchem żydowskim. "Syjonizm był najbardziej radykalnym i rewolucyjnym spośród nacjonalizmów. Był bardziej religijny w swoim sekularyzmie niż jakikolwiek inny ruch - poza socjalizmem, swoim głównym sojusznikiem i konkurentem" (s. 102).
W epoce I wojny światowej - konkluduje drugi rozdział Slezkine - Żydzi znaleźli się jednocześnie w centrum kryzysu nowoczesnej Europy oraz wśród ludzi podejmujących najśmielsze próby przezwyciężenia tego kryzysu. Jedną z tych prób była ucieczka.
W trzecim rozdziale ("Pierwsza miłość Babla: Żydzii rosyjska rewolucja") Slezkine porzuca ogólne rozważania nad Żydami i modernizacją, by powrócićdo carskiej Rosji. Na początku XX wieku mieszkało tam 5,2 spośród 8,7 mln Żydów europejskich. Ogromna większość rosyjskich Żydów mieszkała w Strefie Osiedlenia, zawodowo tradycyjnie pośredniczyła pomiędzy wsią a miastem, różniła się od otaczającej ją ludności chrześcijańskiej i opierała swą egzystencjęna pieniądzach i wiedzy. Żydzi nie byli jedynymi Merkurianami Rosji. Wśród kilku innych grup etnicznych należących do tej kategorii wyróżniali się Niemcy, którzy na przełomie XIX i XX wieku stanowili od 18 do 33 proc. najwyższych carskich dostojników państwowych. "W 1869 roku w Petersburgu 20 proc. wszystkich urzędników Wydziału Policji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych było zarejestrowanych jako Niemcy.
W latach 80. XIX wieku rosyjscy Niemcy (1,4 proc. populacji kraju) stanowili 62 proc. wyższych urzędników w Ministerstwie Poczty i Handlu oraz 46 proc.w Ministerstwie Wojny" (s. 112). Dalej Slezkine podaje imponująco wysoki odsetek Niemców wśród lekarzy, przedsiębiorców, nauczycieli i innych "merkuriańskich" zawodów.
Na tym tle - twierdzi Slezkine - Żydzi byli po prostu jedną z wielu grup obcych. Być może "przebieglejsi" od innych (w opinii Rosjan), nie byli jednak ani najbardziej zbuntowani, ani najbardziej zacofani, ani najbardziej fanaczni religijnie, a antysemityzm nie był bardziej rozpowszechniony niż antyislamizm, antynomadyzm czy antygermanizm. Istniały jednak powody, by uważać Żydów za grupę szczególną. Byli najliczniejszą spośród "nomadycznych" mniejszości, mniejszością najsilniej zurbanizowaną, zrusyfikowaną i wyróżniającą się najwyższym przyrostem naturalnym.
Społeczne i gospodarcze przemiany w Rosjipo zniesieniu pańszczyzny i w początkowym okresie industrializacji odebrały Żydom tradycyjną rolę, a państwo rosyjskie robiło wszystko, by nie znaleźli dla siebie nowej roli. W odpowiedzina prześladowania i restrykcje Żydzi zaczęli emigrować. W latach 1897-1915 wyjechało z Rosji, głównie do Ameryki, ok. 1 mln 288 tys. Żydów. Nie wszyscy mogli to zrobić, a straty demograficzne wywołane emigracją pokrywał imponujący przyrost naturalny. Masy Żydów z małych miasteczek szukały szans w dużych miastach, gdzie ich liczba wzrosła z 2,5 do 3,5 mln. Ogromna większość przybyszów stała się proletariuszami, ale sporo osiągnęło sukces w interesach. Slezkine podaje wysoki odsetek Żydów wśród bankierów, fabrykantów, przedsiębiorców kolejowych, "deweloperów" oraz wielkich kupców i konkluduje: "Gdyby nie nieustanne oficjalne ograniczenia (i zażarta konkurencja oraz kulturalna aktywność starowierców), wczesnodwudziestowieczna Rosja przypominałaby prawdopodobnie Węgry, gdzie elity biznesu były prawie wyłącznie żydowskie" (s. 123). To samo - twierdzi Slezkine - dotyczy wolnych zawodów, nauki i sztuki. Najlepiej było "urodzić się w Żytomierzu, studiowaćw Paryżu i zostać artystą w Moskwie" - pisał pewien krytyk literacki, dodając, iż trudno byłoby sobie wyobrazić rosyjski fin de siecle bez uciekinierów z getta. W 1910 roku już 42 proc. rosyjskich Żydów mówiłopo rosyjsku. Wielu z nich uległo fascynacji kulturą rosyjską, zasiliło szeregi rosyjskiej inteligencji i przejęło jej krytyczny stosunek do caratu oraz starszego pokolenia. Wśród żydowsko-rosyjskich inteligentów konflikt generacyjny przybrał charakter żywiołowego buntu przeciw ojcom, niezależnie od tego, czy byli oni małomiasteczkowymi ortodoksyjnymi rzemieślnikami, czy zamożnymi ludźmi interesu. Asymilującym się Żydom trudno było "uciec w nacjonalizm", gdy tymczasem, pisze Slezkine: "Wielu Żydów, którzy wstępowali do kółek samokształceniowych, rosyjskich szkół, tajnych organizacji i grup towarzyskich, starało się tam dostaci było chętnie przyjmowanych nie jako Żydzi, lecz jako wielbiciele Puszkina i rewolucji, jako Merkurianie poszukujący apolińskiej harmonii, buntownicy przeciw patriarchatowi i męczennicy humanitaryzmu" (s. 144).
I dodaje: "Postępująca industrializacja i sekularyzacja prowadziły do silniejszej rusyfikacji, a ta z kolei prawie nieodmiennie wiodła ku światowej rewolucji, nie ku nacjonalizmowi. (...) Żydzi nie rozpoczęli ruchu rewolucyjnego, nie zainaugurowali studenckiego mesjanizmu i mieli bardzo niewiele wspólnegoz koncepcją <<rosyjskiego socjalizmu>> (od Hercena do Michajłowskiego), ale kiedy zaczęli zasilać szeregi rewolucjonistów, robili to z niesłychaną intensywnością i w coraz większej liczbie. Historia rosyjskiego radykalizmu jest niezrozumiała bez historii <<otwartej rewolty przeciw rodzicom>> żydowskich dzieci" (s. 149-150).
Jak poprzednio, Slezkine popiera swe rozważania tuzinami liczb. W latach 70. XIX wieku odsetek Żydów w ruchu populistycznym nie przekraczał 8 proc. Dekadę później Żydzi stanowili przeszło 27 proc. członków "Woli Ludu". Wraz z rozpowszechnianiem się marksizmu rosła rola Żydów w ruchu rewolucyjnym. Pierwszy kongres Socjaldemokratycznej Partii Robotników Rosji zebrał się w 1898 roku z inicjatywy i pod ochroną żydowskiego Bundu. Na drugim kongresie, w 1903 roku, Żydzi stanowili 37 proc., a na trzecim, w 1907 - około1/3 delegatów. W słynnym "zaplombowanym pociągu", w którym Niemcy przewieźli Lenina i jego towarzyszyze Szwajcarii do Rosji w 1917 roku, było 99 Żydówna 159 pasażerów (62,3 proc.). Komitet Centralny Bolszewików wybrany na szóstym zjeździe w sierpniu 1917 roku składał się w 23,7 proc. z Żydów, którzy "jako grupa - pisze Slezkine - byli jedynymi prawdziwymi marksistami, bo tylko oni naprawdę wierzyli, że ich narodowość była <<chimeryczna>> i tylko oni - jak proletariusze w teoriach Marksa, a nie jak prawdziwi robotnicy - nie mieli ojczyzny" (s. 153).
W dodatku "Żydzi (wraz z Łotyszami) byli nie tylko najbardziej zrewoltowaną grupą narodową w Imperium Rosyjskim. Byli także najlepszymi rewolucjonistami"(s. 154). Stało się tak, ponieważ "nawet najbiedniejsi żydowscy rzemieślnicy, lądujący na małych wysepkach wolności [tak Slezkine nazywa organizacje rewolucyjne], mieli przewagę nad nieelitarnymi Apollińczykami, gdyż nawracali się z jednej wysoce piśmiennej kultury na drugą, przechodzili z jednego towarzystwa dyskusyjnego do innego, z jednego narodu wybranego do drugiego, z grupy Merkurian tradycyjnych do nowoczesnych. We wszystkich partiach rewolucyjnych Żydzi byli szczególnie dobrze reprezentowani na górze, wśród teoretyków, dziennikarzy i przywódców. W Rosji, jak wszędzie w Europie, Żydzi odnosili równie wielki sukcesw kwestionowaniu, co w promowaniu epoki nowoczesnej" (s. 155).
Także tę tezę Slezkine popiera statystykami na temat Żydów w kierownictwie bolszewickim i "Czeka",a także opiniami prominentnych pisarzyod Dostojewskiego i Tołstoja po Grossmana, Erenburga i Sołżenicyna. Trzeci rozdział jest jednak tylko wstępem do czwartego, który zajmuje prawie połowę książki. Nosi on tytuł "Wybór Hodl: Żydzi i trzy ziemie obiecane", ma po części charakter autobiograficznyi dotyczy głównie Żydów sowieckich, czyli dzieci i wnuków Hodl, symbolicznej córki Tewje Mleczarza, która związała się z nieżydowskim rewolucjonistą i wyjechała do Rosji. Wyjazd ów, antyteza emigracji do Ameryki lub Palestyny i jeden z głównych wątków rozdziału czwartego, powiązany był - zdaniem Slezkine'a - z najważniejszym aspektem epoki sowieckiej w historii Żydów rosyjskich: "W XX wieku nie było dwóch wielkich żydowskich migracji, lecz trzy. Większość Żydów, którzy nadal mieszkali w rewolucyjnej Rosji, nie została w domu, lecz przeniosła się do Kijowa, Charkowa, Leningradu oraz Moskwy, a kiedy już się tam znalazła, wspięła się na szczyt sowieckiej drabiny społecznej. Żydziz urodzenia, może także z wychowania, byli Rosjanami poprzez związki z kulturą, a wielu z nich było ludźmi sowieckimi za sprawą przyjętej ideologii. Komunizm nie był religią wyłącznie czy głównie żydowską, ale spośród żydowskich religii pierwszej połowy dwudziestego wieku był zdecydowanie najważniejszy: bardziej żywotny niż judaizm, zdecydowanie popularniejszy niż syjonizm i - jako wiara - nieporównanie bardziej żywotny niż liberalizm..."(s. 206).
Nowa Polityka Ekonomiczna (NEP) stworzyła dla Żydów szanse w gospodarce, a sowiecka polityka rozwoju kultur ludowych wydawała się alternatywądla syjonizmu, który zresztą dzielił z komunizmem "mesjanistyczną obietnicę natychmiastowego kolektywnego zbawienia i bardziej lub mniej cudownej zbiorowej transformacji" (s. 211). W czasach, gdy plany palestyńskie wydawały się "snem garstki idealistów", a Ameryka była tylko "kompromisem i obietnicą spełnionego merkurianizmu" (cokolwiek Slezkine przez to rozumie), sowiecka Rosja była - w jego opinii- spełnieniem żydowskich marzeń o Ziemi Obiecanej.
W 1912 roku ok. 15 tys. Żydów mieszkało w Moskwie (mniej niż 1 proc. ludności). W 1939 roku żydowska ludność stolicy Związku Sowieckiego sięgnęła ćwierci miliona (około 6 proc.). Podobnie było w Leningradzie, Kijowie i Charkowie. W przededniu II wojny światowej 86,9 proc. Żydów sowieckich mieszkało w miastach,1/3 z nich - w czterech wymienionych metropoliach. Należeli tam do najaktywniejszych "nepmenów", stanowiąc 40 proc. wszystkich rzemieślników i 33 proc. najbogatszych przedsiębiorców Moskwy. Później wyróżnili się wśród likwidatorów NEP-u i twórców stalinowskiej transformacji. W 1934 roku, kiedy powstało NKWD, Żydzi stanowili w jego kierownictwie największą grupę narodowościową. Wybijali się także wśród osób najlepiej wykształconych, zajmujących kierownicze stanowiska w administracji, wśród przedstawicieli wolnych zawodów, naukowców i nauczycieli. Uważali się za nieodłączną część sowieckiej inteligencji, dzielili jej "rewolucyjny entuzjazm, poświęcenie pracy, prawdziwe braterstwo i mesjanistyczne oczekiwania". Stali się częścią elit Moskwy oraz Leningradu i chcieli zapomnieć o swych żydowskich małomiasteczkowych przodkach. Innymi słowy: "Większość członków nowej elity sowieckiej nie była Żydami, a większość Żydównie należała do nowej sowieckiej elity. Nie ulega jednak wątpliwości, że proporcjonalny udział Żydów w elitach był wyższy niż udział jakiejkolwiek grupy etnicznej w ZSSR. W liczbach absolutnych Żydzi byli na drugim miejscu po Rosjanach, lecz gdyby ktoś podzielił elityna grupy, których członkowie przybyli z tych samych regionów, należeli do podobnego środowiska społeczno-kulturowego i rozpoznawali się nawzajem jako ludzie o wspólnej przeszłości i spokrewnionych rodzicach, wydaje się pewne, że Żydzi stanowili największy jednorodny element nowych elit sowieckich; dotyczy to zwłaszcza (lub w sposób najbardziej rzucający się w oczy) ich kulturowego kontyngentu. (...) W rezultacie rola Żydów w przedwojennym Związku Sowieckim była podobna do roli, jaką Niemcy odgrywali w imperialnej Rosji (lub roli fanariockich Greków w Imperium Ottomańskim)" (s. 236).
Już w latach 20. XX wieku pojawiło się w Rosji Sowieckiej przekonanie, że jest ona zdominowana przez Żydów, którzy coraz częściej spotykali sięz wrogością. Żydzi zmieniali imiona i nazwiska, przywódcy partyjni zaczęli się zastanawiać, co zrobić z "nadreprezentacją" Żydów we władzach, a narodowość dziadka Lenina stała się najpilniej strzeżoną tajemnicą państwową. Zaczęto kierować Żydów do pracy na roli i rozważano możliwość utworzenia administracyjnej jednostki terytorialnej dla Żydów. W 1927 roku Stalin zainicjował kampanię walki z antysemityzmem, stawiając jednocześnie pierwsze kroki na drodze do zmniejszenia udziału Żydów we władzach. Współcześni nie dostrzegali jednak nadciągającej zmiany. Pod koniec lat 30. Żydzi nadal dominowali w NKWD (Slezkine znów przytacza mnóstwo liczb), a w Wielkiej Czystce Żydzi nie ponieśli większych strat niż inne narodowości: ofiary żydowskie były wprost proporcjonalne do udziału Żydów w elitach ("Żydzi - pisze Slezkine - którzy nie byli liczni wśród ofiar pochodzących spoza elit, byli jako grupa etniczna <<niedoreprezentowani>> wśród ofiar Wielkiego Terroru w ogóle. W latach 1937-38 około 1 proc. sowieckich Żydów aresztowano za przestępstwa polityczne, co można porównać do 16 proc. Polaków i 30 proc. Łotyszy. Na początku 1939 roku proporcjonalny udział Żydów wśród więźniów Gułagu był o około 15,7 proc. niższy niż ich udział w ogóle ludności"). I choć juzw 1932 roku wprowadzono dowody osobiste z wyraźnym określeniem narodowości właściciela, a w 1936 roku "Prawda" ogłosiła, że Rosjanie są "pierwsi wśród równych" narodów sowieckich, Żydzi stalinowskiego imperium byli nadal przekonani, że ich sytuacja jest znacznie lepsza niż sytuacja ich ziomków, którzy wyemigrowali do Ameryki lub Palestyny.
Przełom, zdaniem Slezkine'a, przyniosła II wojna światowa i hitlerowska polityka wobec Żydów na terenach okupowanych. Nawet najbardziej zasymilowanym przypomniano o ich żydowskości, albo sami zaczęli wracać do żydowskich korzeni w poczuciu solidarności z dawno zapomnianymi krewnymi, mordowanymi teraz przez Niemców. Pod koniec 1941 roku władze sowieckie utworzyły Żydowski Komitet Antyfaszystowski. Wniósł on znaczący wkład w zwycięstwo nad III Rzeszą, ale już w 1944 roku Stalin zaczął postrzegać go jako zagrożenie - zwłaszcza gdy zobaczył, jak rosyjscy Żydzi witają w Moskwie pierwszego ambasadora Izraela Goldę Meir i gdy Izrael nie chciał odgrywać roli sowieckiego przyczółka na Bliskim Wschodzie. Pod koniec 1948 roku rozpoczęła się antyżydowska kampania w Związku Sowieckim i gdyby nie śmierć Stalina pięć lat później, mogłaby się zakończyć kolejną żydowską katastrofą.
"Wielki sojusz między żydowską rewolucją a komunizmem dobiegał końca wskutek nowej krucjaty przeciw żydowskim komunistom. Czego Hitler nie zdołał osiągnąć, osiągnął Stalin, a wraz z nim jego przedstawiciele w innych krajach. Jesienią 1952 roku zainscenizowano w Czechosłowacji wielki proces pokazowy. Jedenastu spośród oskarżonych, w tym sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Czechosłowacji Rudolfa Slanskiego, zidentyfikowano jako etnicznych Żydów i oskarżono o działalność agenturalną na rzecz międzynarodowego syjonizmu i amerykańskiego imperializmu. Inne sowieckie półkolonie musiały pójść tym śladem, czy tego chciały, czy nie" (s. 313-314).
Po śmierci Stalina Żydów nie było już wśród sowieckich elit władzy, choć powrócili na szczyt hierarchii zawodowej, by jako profesjonaliści przeżywać kolejne etapy powolnego upadku sowieckiego komunizmu. "Żydzi występowali licznie wśród sowieckich wynalazców, naukowców, inżynierów i artystów, szczególnie na szczycie, wśród dziedzicznych członków kulturalnej elity, najczęściej sfrustrowanej partyjnym monopolem podejmowania decyzji i partyjnym oficjalnym społecznym i kulturalnym prowincjonalizmem" (s. 335). Byli sfrustrowani podwójnie: jako inteligenci i jako obcy etnicznie, pozbawieni swej własnej republiki lub okręgu autonomicznego (Birobidżan postrzegany był już jako kompletne fiasko lub okrutny dowcip Stalina). Trzecia spośród trzech żydowskich opcji początku XX wieku - liberalizmu, syjonizmu i komunizmu - przestała istnieć. "Komunizm przegrał zarówno z liberalizmem, jak i nacjonalizmem i umarł z wycieńczenia" (s. 359). W Rosji po wielkiej emigracji lat 80. i 90. pozostało około 230 tys. Żydów. Skończył się rosyjski rozdział historii Żydów i żydowski rozdział dziejów Rosji, choć Żydzi nadal skupiają się wokół zawodowych, naukowych i biznesowych elit (spośród siedmiu największych "oligarchów" sześciu jest pochodzenia żydowskiego).
Tak w skrócie przedstawia się teza Slezkine'a. Spisana błyskotliwym stylem, z ogromną dozą ironii i humoru, pełna nawiązań literackich i erudycyjnych dygresji, wywołała zachwyt jednych, oburzenie drugich i wielką ostrożność trzecich. Rozległy się głosy, że Slezkine podsuwa argumenty antysemitom, że choć ma rację, nie powinien tego pisać. Wielu specjalistów od historii Żydów reagowało irytacją i złością na samo wspomnienie książki, która jednak otrzymała w USA dwie prestiżowe nagrody. Slezkine zapraszany jest na kongresy i gościnne wykłady. Profesorowie historii posługują się "Żydowskim wiekiem" podczas zajęć ze studentami. Wiele osób uważa, że jest to najciekawsza książka poświęcona tematyce żydowsko-wschodnioeuropejskiej od czasu "Sąsiadów" Jana Tomasza Grossa.
Wśród komentarzy krytycznych najczęściej spotyka się ten, że Slezkine zbyt mechanicznie i zbyt głęboko podzielił ludzkość na Merkurian i Apollińczyków oraz na Żydów i nie-Żydów. Niektórzy Apollińczycy nie byli wcale bierni i ograniczeni, a niektórzy Żydzi, szczególnie z małych miasteczek Strefy Osiedlenia, Słowacji, Galicji czy Rumunii, mieli bardzo poważny problem z modernizacją i nigdy aż do Holocaustu nie zdołali zmienić tradycyjnego sposobu życia. W dodatku niektóre grupy etniczne, sklasyfikowane przez Slezkine'a jako Merkurianie (na przykład Cyganie), słabo pasują do tego archetypu. Orlando Figes, profesor Uniwersytetu Londyńskiego, wybitny znawca historii Rosji i autor wnikliwej recenzji omawianej książki, twierdzi wręcz, że kategorie Slezkine'a nie wytrzymują próby dokładniejszej analizy.Slezkine nie określa wyraźnie, kto - w jego opinii- jest Żydem. Z tekstu wynika jednak, że posługuje się bardzo pojemną definicją żydowskości, obejmującą niemal wszystkich (niezależnie od ich religii, światopoglądu i tożsamości), którzy mieli Żydóww rodzinie, i niebezpiecznie zbliżającą się do teorii rasistowskich. "Według tych kryteriów - pisze w swej recenzji Figes - ja z pewnością jestem Żydem(choć nigdy nie uczestniczyłem w nabożeństwie w synagodze i nie uważam się za Żyda); obie moje córki są Żydówkami (mimo że zostały ochrzczone i wychowane w ateistycznym domu); niemal wszyscy moi przyjaciele są Żydami i prawdopodobnie większość moich czytelników także".
Wielu recenzentów słusznie twierdzi, że Slezkinenie docenia roli Bundu wśród Żydów rosyjskich na początku XX wieku, niemal ignoruje problem Żydów ortodoksyjnych, którzy byli przecież najliczniejsii przecenia stopień asymilacji sowieckich Żydów, zakładając, że sowieckość zupełnie wyparła u nich żydowskość. Inni komentatorzy zgadzają się, że wiek XX można nazwać wiekiem żydowskim, ale tylkoze względu na Holocaust, o którym Slezkine nawet w pierwszych dwóch przeglądowych rozdziałach nie pisze zbyt wiele. Jeszcze inni dochodzą do wniosku, że Slezkine jest zbyt "żydocentryczny" i widzi Żydów wszędzie. Trudno też nie zgodzić się z zarzutem, że tekst rozpada się na dwie części: ogólną, dotyczącą Merkurian i Apollińczyków (rozdziały 1 i 2), oraz szczegółową, poświęconą historii Żydów rosyjskich od lat 70.XIX wieku do dziś.
Krytyczną serię recenzji "Żydowskiego wieku"wraz z odpowiedzią Slezkine'a opublikowało "Ab Imperio", angielsko-rosyjski periodyk wydawanyw Kazaniu, reprezentujący tu opinie tych rosyjskich historyków, którzy nie wyjechali z Rosji. Marina Mogilner, historyk z Uniwersytetu Kazańskiego i członek redakcji pisma, ostro krytykuje książkę Slezkine'a, zarzucając jej brak konkluzji i wyraźnych ram czasowych, nasycenie emocjami i niejawnie autobiograficzny charakter, przeładowanie anegdotami i metaforami literackimi, które nie wiążą się z tezą, używanie anachronicznych kategorii do analizy współczesności. Kilka stron dalej Aleksandr Etkind, wykładowca historii literatury i kultury rosyjskiej na uniwersytetach w Petersburgu i w Cambridge, sugeruje wręcz, że Slezkine nie rozumie własnej tezy. Etkind pyta, czy bolszewicy i ich reżim byli rzeczywiście tak bardzo nowocześni. To dobre pytanie zadawało już wielu badaczy. Jak kiedyś dowcipnie napisał Ken Jowitt: "Po siedemdziesięciu latach morderczej pracy Związek Sowiecki stworzył w latach 80. XX wieku przemyslna miarę Niemiec z lat 80. XIX wieku".
Równocześnie jednak rozległo się wiele głosów entuzjastycznych. Profesor Daniel Boyarin, piastujący katedrę Kultury Talmudycznej w Berkeley, nazwał "Żydowski wiek" "błyskotliwym wkładem do studiów żydowskich". Wielu recenzentów pisze, że Slezkine przełamał pełne hipokryzji stereotypy, stworzył inspirujące dzieło, opracował poważną syntezę dziejów żydowskich, napisał książkę odważną, fascynującą i niezwykłą, pełną zaskakujących anegdot i o wielkiej wartości literackiej. Niewątpliwą zaletą książki jest to,iż pokazuje wędrówkę Żydów z byłej Strefy Osiedlenia do właściwej Rosji jako jedną z wielkich migracji żydowskich XX wieku. Za zasługę Slezkine'a można też uznać przełamanie tabu wokół ogromnego wkładu Żydów w rozwój komunizmu w Związku Sowieckim i na całym świecie. "Żydowski wiek" jest wreszcie osobistym rozrachunkiem żydowsko-rosyjskiego inteligenta z sowiecką przeszłością, a także gorzką konstatacją, że spośród córek Tewje Mleczarza rację miały jednak te, które wyjechały do Palestyny i Ameryki. Z drugiej strony - polski czytelnik może reagować alergicznie na nutkę sentymentu pobrzmiewającą w opisach straszliwych czasów "późnego Lenina" i "wczesnego Stalina", gdy to sowieckim żydowskim komunistom wydawało się, że znaleźli się w Ziemi Obiecanej. Książka Slezkine'a drażni, bawi, prowokujei - co jest największym komplementem - zmusza do myślenia.
Piotr Wróbel
p
*Piotr Wróbel (ur. 1953), studiował historięna Uniwersytecie Warszawskim (doktorat w 1984 roku), gdzie pracował do roku 1988. Następnie wykładał na trzech uniwersytetach w USA, a od 1994 roku jest profesorem na University of Toronto w Kanadzie, gdzie piastuje katedrę historii Polski. Współautor "Najnowszych dziejów Żydów w Polsce" (wyd. Jerzy Tomaszewski, PWN 1993), autor "Historical Dictionary of Poland, 1945-1996" (Greenwood Press, 1998), współredaktor "Nation and History. Polish Historians from the Enlightenment to the Second World War" (University of Toronto Press, 2006).