Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak daleko sięga Europa

5 listopada 2007, 12:15
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Czasy realizmu nie minęły. Demonstrowanie przeciwnikowi własnej siły - uważa Lord Weidenfeld - jest najbardziej skuteczną metodą skłonienia go do kompromisu. W sytuacjach mniej konfrontacyjnych w porozumieniu mogą pomóc kontakty elit intelektualnych, takie jak spotkania Klubu Trzech lub - w kontekście transatlantyckim - inicjatywy Am-Eu-Rus.

Zastanawiając się, gdzie powinny przebiegać granice Unii, Weidenfeld przypomina, że Rosja - mimo iż wiele wskazuje, że będzie strategicznym partnerem Europy - jest o wiele za duża, by stać się państwem członkowskim. Turcja z kolei może okazać się koniem trojańskim islamskiego ekstremizmu. Błędem jest myślenie - mówi Weidenfeld - że intelektualiści z państw islamskich, z którymi przyjaźnią się europejskie elity, są reprezentatywni dla swych społeczeństw.

p

Takim doświadczeniem stało się dla mnie pełnienie funkcji doradcy prezydenta Izraela Chaima Weizmanna, przez stosunkowo krótki czas, na przełomie 1949 i 1950 roku. To była niezwykła i trochę zaskakująca przygoda. Wyrwała mnie z rutyny życia zawodowego (a byłem już wówczas początkującym wydawcą). Miała jednak ogromny wpływ na to, że całe życie poświęciłem polityce międzynarodowej, a także zachowałem szczególne przywiązanie i szacunek do Izraela. Niewiele wówczas brakowało, bym został tam na stałe.

To trochę tak, jakby odpowiadać, co sądzi się o swej córce czy synu. Jest się usatysfakcjonowanym widząc, że jakoś im się wiedzie, nie spotykają ich większe porażki, mają właściwe wsparcie, radzą sobie z problemami. Izrael ma poprawne stosunki z UE i USA, rozwija wymianę handlową z tymi krajami, może liczyć na ich wsparcie polityczne, a w przypadku USA także militarne. Jednak wiele sił na Bliskim Wschodzie nie pogodziło się z samym faktem istnienia tego państwa. Musi ono mieć się na baczności, musi być uzbrojone i przygotowane na zagrożenie militarne czy zamachy terrorystyczne. Mamy tu zresztą do czynienia z problemem o skali globalnej. Terroryzm, z którym dziś walczymy - szczególnie jego odmiana wspierana prawie oficjalnie przez Iran - jest kombinacją mrocznego, barbarzyńskiego fanatyzmu, pogardy dla ludzkiego życia z najnowocześniejszą technologią. Nie widzę innego rozwiązania niż demonstrowanie przeciwnikowi własnej siły - wówczas możemy liczyć na to, że on zaakceptuje proponowany przez nas kompromis.

Tyle że Klub Trzech jest rzeczywiście klubem - miejscem spotkania ludzi, którzy już uprzednio uzgodnili między sobą i zaakceptowali pewne wspólne zasady. Nasza organizacja powstała, gdy stosunki między Wielką Brytanią, Francją i Niemcami - trójką państw, które powinny nadawać dynamikę procesowi integracji europejskiej - były bardzo złe. Zebraliśmy wówczas grono polityków, biznesmenów i uczonych z tych krajów, a następnie zaczęliśmy z nimi otwarcie rozmawiać, jak złagodzić zielące Europę napięcia i różnice interesów. Spotykaliśmy się na zmianę w Londynie, Paryżu i Berlinie. Pod sztandarami Klubu Trzech organizowano spotkania dotyczące bardzo konkretnych kwestii, takich jak rozszerzenie Europy, miejsce kobiet na rynku pracy, proces pokojowy na Bliskim Wschodzie, ujednolicenie systemów podatkowych w państwach UE itd... Później przyszedł 11 września i po ataku na WTC wpadłem na pomysł, by użyć symbolu Trójki w dużo szerszym, globalnym sensie. By tym razem symbolizowała Amerykę, Europę i Rosję. Przez moment stosunki między nami były bardzo dobre, ale ten miesiąc miodowy zakończył się wraz z kryzysem irackim. Jednak nawet wtedy, ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, przedstawiciele Rosji, Ameryki i Europy uznali, że teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebują takiego forum. Pod patronatem Klubu Trzech organizujemy też inne formy debaty, na przykład coś, co nazywamy pogawędkami przy kominku - prowadzone są w swobodnej atmosferze i można wtedy usłyszeć coś więcej niż tylko oficjalne deklaracje. Tak spotkaliśmy się dwukrotnie ze Schröderem, a także z Tonym Blairem, z José Manuelem Barroso, a w przyszłym miesiącu planujemy rozmowę z Wolfgangiem Schüsslem.

Klub Trzech organizuje w Warszawie pierwszą z konferencji, których temat stanowi rozszerzenie Unii na Wschód i przyszły kształt jej wschodniej granicy. Podczas pierwszej konferencji zajmiemy się szczególnie regionem nadbałtyckim, Białorusią, Mołdawią... Polska będzie doskonałym miejscem do takiej dyskusji, a dodatkowym impulsem powinny być opinie polskich dyplomatów i ekspertów świetnie zorientowanych w tematyce wschodniej. Drugie spotkanie odbędzie się w Wiedniu, gdzie porozmawiamy o Bałkanach, a trzecia konferencja, której przygotowanie może się okazać najtrudniejsze, poświęcimy sytuacji regionów Azji Środkowej, w kulturowym sensie najbliższych Europie - takich jak Gruzja czy Armenia.

Podtrzymujemy starą europejską tradycję kongresów i salonów politycznych. Oczywiście zupełnie inaczej sprawdzało się to w epoce, gdy istniała nieliczna elita polityczna wywodząca się z tych samych warstw społecznych, znająca się dobrze. Dziś ludzi uczestniczących w polityce jest znacznie więcej, ale jednocześnie łatwiej jest się komunikować, odwiedzać różne miejsca. Można zdobywać opinie z pierwszej ręki, zapoznawać się z projektami intelektualnymi i politycznymi powstającymi w poszczególnych środowiskach czy krajach. Taka nieustająca wymiana oświadczeń jest nam potrzebna tym bardziej, że obserwujemy niepokojący brak umiejętności myślenia historycznego wśród naszych politycznych przywódców. A bez historycznego przygotowania, zrozumienia genealogii dzisiejszych konfliktów, nie sposób nawet pojąć obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie, w Europie Wschodniej, obecnego stanu stosunków między Rosją a Europą... nie mówiąc już o prowadzeniu właściwej polityki. Rok temu, w Poczdamie, pod egidą Klubu Trzech udało się zorganizować ważną dyskusję "Sens historii". Gościliśmy wielu znakomitych historyków, np. Paula Kennedy'ego. Sądzę, że polityk, który nie ma pewnej wiedzy historycznej, nie jest wystarczająco przygotowany do uprawiania zawodu.

Znajomość historii także tutaj okaże się pomocna. Zanim pomyślimy o zbliżeniu między Rosją a UE, trzeba zrozumieć psychikę Rosjan, a ona została w ogromnym stopniu ukształtowana przez tragiczną historię tego narodu. Jest dla nas oczywiste, że wielu Rosjan czuje się dziś bezbronnymi: stracili imperium, mają kiepską sytuację gospodarczą, armia nie jest w stanie płacić żołnierzom. Nie mają też zbyt wielu doświadczeń z demokracją. Jedynie w początkach XX wieku i przez kilka miesięcy między rewolucją lutową a rewolucją bolszewicką 1917 roku istniały tam zaczątki parlamentaryzmu.

Absolutnie nie. Pomoc Europy w procesie demokratyzacji Rosji jest konieczna. Powinniśmy czuwać nad przestrzeganiem w tym kraju praw człowieka, ale pamiętajmy jednocześnie, że niczego nie można na Rosji wymuszać. Dajmy sobie trochę czasu. Mimo wszystko uważam, że Rosjanie mają więcej wspólnego z Zachodem niż ze Wschodem. Jestem pewien, że bardziej obawiają się Chin niż Ameryki, tak samo jak nie boją się Polski, Rumunii i Ukrainy. Chciałbym zobaczyć jeszcze za swego życia coś na kształt Kongresu Wiedeńskiego, gdzie nakreślono by ramy współpracy Europy, Ameryki i Rosji. Gdzie zaproponowano by jakąś formę partnerstwa, która rozwieje obawy Rosjan wobec NATO. Podczas takiego nowego Kongresu Wiedeńskiego wiarygodni rosyjscy politycy mogliby wyjaśnić nieporozumienia z Polską, a także raz na zawsze dogadać się z Ukrainą.

Myślę, że Rosja jest po prostu za duża jak na państwo członkowskie UE. Unia musiałaby być niezwykle dobrze zorganizowanym i sprawnie funkcjonującym organizmem, by wchłonąć 150 mln ludzi. Mogę sobie za to wyobrazić Rosję, która wspólnie z NATO bierze udział w rozwiązywaniu najpoważniejszych globalnych zagrożeń: zwalcza terroryzm, zniechęca Chiny do ekspansji na terenie Azji, przeciwdziała rozprzestrzenianiu broni atomowej, bierze udział we wspólnych misjach pokojowych i humanitarnych na terenie Afryki. Można sobie wyobrazić sytuację, w której wszystkie kwestie sporne między Zachodem a Rosją zostaną rozwiązane - jeśli jednak chodzi o faktyczną integrację i instytucjonalne włączenie Rosji do europejskich struktur politycznych, ekonomicznych czy obronnych, jesteśmy od tego jeszcze bardzo daleko. Sytuacja zmieniłaby się, gdyby Rosja umiała lepiej wykorzystać pieniądze pochodzące ze sprzedaży ropy i gazu; rozbudować nowe gałęzie przemysłu, przekształcać społeczeństwo w bardziej pluralistycznym i demokratycznym kierunku... Jednak wydaje mi się, że to państwo jeszcze długo pozostanie częściowo autokratyczne. Z drugiej strony okazje do zademonstrowania prawdziwej jedności zdarzają się zwykle w czasach ekstremalnego zagrożenia. Jeśli doszłoby do poważniejszego globalnego konfliktu, mogę sobie wyobrazić ścisły sojusz Rosji i UE. Wcześniej także Europa Zachodnia zjednoczyła się wyłącznie z powodu zimnej wojny.

Jeszcze 3-4 lata temu byłem wielkim zwolennikiem przystąpienia Turcji do UE. Teraz czuję pewien niepokój, bo Turcja stała się częściowo nieprzewidywalna. Z jednej strony można mieć nadzieję, że ten kraj będzie orędownikiem sekularyzacji na Bliskim Wschodzie, ale równie prawdopodobny jest inny scenariusz: Turcja stanie się koniem trojańskim islamskiego ekstremizmu w Europie. Będzie wówczas czynnikiem destabilizującym nasz kontynent nie tylko politycznie, ale także kulturowo. Unieważni całą ideę kultury czy tożsamości europejskiej. Czasami trzeba być na tyle szczerym, by otwarcie przyznać, że na pewne pytania nie zna się odpowiedzi. Dla mnie takim pytaniem jest Turcja. Jeśli chodzi o Izrael - najlepszym rozwiązaniem byłoby to, które realizował Ariel Szaron: jednocześnie budował mur i czynił ustępstwa na rzecz Palestyńczyków. Chciał się prawie kompletnie wycofać z Zachodniego Brzegu, dając Palestyńczykom dodatkowe terytoria jako rekompensatę za pozostawienie osiedli, których nie da się zlikwidować. Można się zastanawiać, czy żydowscy osadnicy powinni byli się tam znaleźć, ale prawda jest taka, że oni tam są i nie można się ich tak po prostu pozbyć. Myślę więc, że Izrael powinien być chroniony przed sąsiadami, powinien mieć gwarancje bezpieczeństwa od Amerykanów.

Pod koniec kwietnia wybieram się wraz z innymi reprezentantami Klubu Trzech do Marrakeszu, na rozmowy z politykami i intelektualistami z krajów Maghrebu. Mam jednak mieszane uczucia wobec idei bliskiej współpracy Unii z tymi krajami. Z jednej strony wierzę, że tamtejsze elity władzy - podobnie jak np. w Jordanii - są prozachodnie i skłonne do ustępstw. Jednak zwykli ludzie są często nastawieni fanatycznie antyzachodnio. Nie przypadkiem wielu członków czy zwolenników al-Kaidy wywodzi się z Maroka. Któregoś dnia może się tam wydarzyć to samo, co obserwujemy w Arabii Saudyjskiej - wykrystalizowanie radykalnej opozycji islamskiej, dążącej do przejęcia władzy. Popełniamy błąd, myśląc, że tamtejsi intelektualiści, z którymi się przyjaźnimy, są reprezentatywni dla całego społeczeństwa. Weźmy wybory w Iranie. Nawet jeśli założymy, że mieliśmy do czynienia z fałszerstwami, a wiele osób nie poszło głosować - większość wybrała jednak tradycjonalistów. Choć więc uznaliśmy, że w wielu krajach tego regionu wykształciła się już prozachodnia klasa średnia - menedżerowie, intelektualiści walczący o wolność, kobiety, które nie chcą nosić czadoru - masy, jeśli już pozwala im się przemówić, okazują się inne.

p

- urodzony w Wiedniu, emigrował do Wielkiej Brytanii w roku 1938. Założyciel słynnego europejskiego wydawnictwa Weidenfeld & Nicolson, a także Klubu Trzech i inicjatywy Am-Eu-Rus. W latach 1949-50 doradca pierwszego prezydenta Izraela, Chaima Weizmanna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj