Najnowszą książkę Jadwigi Staniszkis "O władzy i bezsilności" analizował niedawno na łamach "Europy" Rafał Matyja (nr 28 z 12 lipca br.). W "Dzienniku" pisał o niej z kolei Marcin Król. Dziś głos w tej dyskusji zabiera Andrzej Nowak. Dostrzega on w książce Staniszkis osobliwą niekonsekwencję: z jednej strony autorka bardzo surowo ocenia polskie elity, oskarża je o hołdowanie anachronicznej koncepcji władzy i zapowiada rychły zmierzch tejże, jak również "upadek polityczności", z drugiej strony zaś wyraźnie czuje się związana z polską wspólnotą i nawołuje do sensownego wykorzystania jej kulturowego dziedzictwa. Tym między innymi Staniszkis odróżnia się - zauważa Nowak - od różnej maści "europeizatorów", którzy w czambuł potępiają całą polską tradycję: "W odrębnej tożsamości polskiego doświadczenia dostrzega istotną wartość, a nie tylko fatalne obciążenie, którego należy się koniecznie pozbyć w skutecznej grze o przetrwanie na rynku globalnej konkurencji".
p
Jadwiga Staniszkis od lat prorokuje - i z pasją ostrzega. Wpisuje się swoimi tekstami - tak naukowymi, jak i publicystycznymi - w długą i niewdzięczną tradycję, której pierwszą patronką jest Kasandra. Na powierzchni jej nowej książki jest wszakże inny wątek, zapowiadany już przez tytuł: "O władzy i bezsilności". Można tę książkę traktować jako swoisty traktat o władzy - i narastającej bezsilności rzeczników jej tradycyjnej, politycznej formy w dobie globalizacji. Można tę książkę czytać także jako krytykę bezsilności tych, którym tylko wydaje się, że po władzę w Polsce sięgnęli, ale jej w istocie nie pojmują i nie potrafią sprawować. I tak też zapewne na swym najbardziej powierzchownym poziomie najnowsza książka Jadwigi Staniszkis będzie przyjmowana w mediach: jako "młot" na PiS. Efektowne porównanie rządu tej partii do Big Brothera z TVN czy nowe, wprowadzone przez Staniszkis słowo określające istotę obecnej koalicji - "ludowatość" - mają szansę stać się obiegową "mądrością" polskich mediów.
Szkoda byłoby jednak zatrzymywać się na tym tylko poziomie. Koniecznie docenić trzeba to, co dźwiga najnowszą książkę Jadwigi Staniszkis wysoko ponad polityczną doraźność. Warto najpierw zobaczyć w niej syntezę przemyśleń o naturze władzy, jakie autorka "Ontologii socjalizmu" prowadzi od blisko 30 lat.
Autorka już we wstępie ujawnia swą osobistą fascynację problematyką władzy: "Moje obsesyjne zainteresowanie władzą ograniczającą innych ludzi - oraz wewnętrznymi ograniczeniami samej władzy - miało niejako w dwójnasób przywrócić mi kontrolę nad własnym losem. I nie chodziło tu o żadną >>wolność wewnętrzną<<, ale o elementarne poczucie bezpieczeństwa". Uporczywa, stale ponawiana próba rozumienia, porządkowania, opanowywania chaosu, w jakim rozpływa się współczesna rzeczywistość polityczna, jest dla Jadwigi Staniszkis jakby przedłużeniem egzystencjalnego zmagania o rozumienie samej siebie, o nadawanie sensu swojemu istnieniu w pewnej wspólnocie. Staniszkis nie opisuje rzeczywistości politycznej z zewnątrz, ustawiając się poza wspólnotą, ponad polis. Choć sama tropi u siebie "defekt inteligencji emocjonalnej", to jednak z wielką, emocjonalną siłą utożsamia się zarazem z polską wspólnotą - nie po to, by ją biernie przyjąć we wszystkich jej uwarunkowaniach, ale by z pasją walczyć o to samo, o co walczy dla siebie: o odzyskanie kontroli nad własnym losem. Kiedyś środkiem tej walki była - jak to sama określa - "prywatna wojna z komunizmem", potem - wysiłek odsłaniania głębokich źródeł patologii III RP i pionierski opis zjawiska postkomunizmu (co w opinii ślepych długo na tę patologię elit III RP przydawało pisarstwu politycznemu Staniszkis piętno autorki "nawiedzonej"...). Zbiór esejów "O władzy i bezsilności" podsumowuje kolejny etap tej specyficznej, intelektualnej walki.
Pierwsze trzy części zbioru składają się na najbardziej przejrzysty (z dotychczas podjętych przez autorkę) wykład oryginalnej propozycji rozpoznania współczesnego fenomenu władzy. W części pierwszej zatytułowanej "Władza: przeciw myśleniu potocznemu" przedstawiona jest systematyka pojęć, za pomocą których Staniszkis prowadzi analizę "ukrytego spektaklu panowania". To pojęcia władzy, czyli "zdolności stania się przyczyną", sterowności, czyli "władzy systemu nad samym sobą", zarządzania, czyli "egzekwowania zachowań zgodnych z przyjętymi regułami gry", a także rządzenia, to znaczy "ustalania reguł, egzekwowanych później w toku zarządzania, oraz formułowanie celów, którym reguły owe mają służyć". Te cztery jasno określone pojęcia zostają przez Staniszkis odniesione do sytuacji postkomunistycznej Polski w dobie globalizacji. Opis tej sytuacji zdominowany jest przez dwa "wyzwania". Pierwsze z nich to po prostu zderzenie różnych, kulturowo uwarunkowanych sposobów rozumienia władzy. Staje się ono zasadniczym problemem dopiero w połączeniu z drugim wyzwaniem, jakie stanowi narzucenie przez procesy globalizacji instytucji i procedur wywodzących się z jednego, najbardziej skutecznego sposobu rozumienia władzy (charakterystycznego dla "postindustrialnej fazy kapitalizmu") - wszystkim pozostałym.
Tu jest miejsce dla jeszcze jednego spopularyzowanego u nas przez autorkę "Ontologii socjalizmu" pojęcia: "przemocy strukturalnej". To "forma władzy przeorientowująca zasoby i rynek jednego systemu na rzecz pracy dla innego systemu". Ta właśnie władza związana z globalną logiką, jak pisze Jadwiga Staniszkis, "narzuca >>rządzeniu<< w skali poszczególnych krajów standardy, procedury i instytucje, które utrudniają realizowanie celów, za jakie owo >>rządzenie<< odpowiada. >>Rządzenie<< staje się wtedy zasłoną dymną dla realnej władzy (wewnętrznej lub zewnętrznej), a >>zarządzanie<< - egzekutorem tej ostatniej. Towarzyszy temu nieuchronna, bo strukturalna, niesterowność".
Pozwoliłem sobie przytoczyć ten fragment, ponieważ streszcza się w nim logika diagnozy, jaką autorka "O władzy i bezsilności" stawia krajom postkomunistycznych peryferii, a Polsce w szczególności. Diagnoza ta jest spójna i jednoznaczna: Polska po 1989 roku pozostaje systemem "niesterownym". Istotne jest wynikające z tej diagnozy pytanie: jak przywrócić sterowność? Czy wystarczy złapać mocno za ster? Czy raczej trzeba rozpoznać najpierw żywioł globalnej rzeczywistości współczesnego świata, w którym tradycyjny ster (polityczna władza) może okazać się zgoła anachronicznym narzędziem? Jadwiga Staniszkis całkiem otwarcie rysuje taką właśnie alternatywę: "Czy władza jest oparta na sile czy na wiedzy?". I zdecydowanie ją rozstrzyga: "W zglobalizowanym społeczeństwie odpowiedź jest oczywista: na wiedzy. I to ogromnej". Tradycyjna polityka zostaje w tej alternatywie utożsamiona z widzeniem rzeczywistości w kategoriach siły właśnie. Demokracja realna - ze ślepym populizmem, zaś próby utrzymania czy odbudowania wpływu czynnika politycznego na rzeczywistość - z elementarnym brakiem wiedzy o niej.
Ten ciąg alternatyw i skojarzeń układa się nie tylko w mocny akt oskarżenia pod adresem obecnych elit politycznych w Polsce, ale także w kształt szerszej wizji przyszłości polityki, a raczej przyszłości bez polityki. Autorka głosi ją na różne sposoby w kolejnych fragmentach swej książki. Zapowiada "zmierzch polityczności", nieuchronny marsz rzeczywistości "ku postpolityce". Tłumaczy, że "polityka jest coraz bardziej bezradna. Nie tylko dlatego, że dyskurs polityczny, nastawiony na krótki, wyborczy horyzont czasowy i mobilizację elektoratu, nie nadaje się do poważnego dyskutowania instytucjonalnych problemów i barier rozwoju. Także dlatego, że mechanizmy decydujące o funkcjonowaniu systemu znajdują się poza zasięgiem instrumentów politycznych".
Z pozoru ta wymowa książki Jadwigi Staniszkis wydaje się w pełni zbieżna z silną zwłaszcza obecnie na lewicy pokusą antypolityczną, która obiecuje ostateczne wyzwolenie spod wpływu (skompromitowanej) polityki nie tylko ekonomii, ale i praw, a nawet wyemancypowanie moralności ze społecznych ram. Jest jednak istotna różnica, która oddziela stanowisko autorki "O władzy i bezsilności" od propagatorów antypolitycznej utopii: dla niej wizja zmierzchu polityki nie jest wpisana w żaden projekt "wyzwalania", ale jest wynikiem nieuchronności procesów globalizacji, których Jadwiga Staniszkis nie traktuje jako błogosławieństwa, ale jako wyzwanie, niebezpieczne wyzwanie, któremu trzeba próbować sprostać. Sprostać dzięki zrozumieniu - i "przechytrzyć" dzięki sile rozumu.
W ten sposób rola tego, który rozpoznaje, jest ugruntowana i wyniesiona ponad tych, którzy zajmują się już tylko wdrażaniem wyników owego rozpoznania, czyli polityków. To odwieczne marzenie oświeconych doradców Księcia, zawsze przynoszące im ostatecznie rozczarowanie. Paradoksalnie jednak prorocy świata bez polityki głoszą teraz, iż Księcia już nie ma, jest tylko jego - jak to ujmuje Jadwiga Staniszkis - "pastisz". Zastępuje go sieć zależności i połączeń globalnych - sieć, której nikt nie tka, ale w której wygrywa ten, kto umie ją zobaczyć i poruszać się po niej. A jednak owa bezsilna władza polityczna, Książę, jest wciąż adresatem postulatów, stanowczych rad i pretensji ze strony doradcy. Jest wciąż jeszcze dość silna, by funkcjonować co najmniej jako "psuj" owego modelu "racjonalnej rzeczywistości", jaką widzi przenikliwy doradca. W ten sposób utrzymane zostaje mimo wszystko napięcie między Mędrcem i Księciem, to napięcie, które wpływało na rady, a potem pretensje "matki chrzestnej AWS" (jak nazywano w 1997 roku Jadwigę Staniszkis) wobec rządu stworzonego przez tę formację, a teraz stanowi osnowę jej rad wobec niedokonanej koalicji PiS z PO i pretensji wobec powstałej w rzeczywistości koalicji PiS z Samoobroną i LPR.
Tu właśnie dostrzec można swoistą niekonsekwencję tej pozycji, jaką zajmuje autorka "O władzy i bezsilności": między rolą "metakrytyka" polityki i naukowego proroka jej końca a, z drugiej strony, tradycyjną rolą doradcy-współobywatela. Niekonsekwencja ta ma swoje konsekwencje. Pierwsza z wymienionych ról skłania do zakwestionowania nie tylko polityki in abstracto, ale także - całkiem logicznie - demokracji jako systemu, który z wyzwaniami epoki globalizacji sobie nie poradzi. Powołując się m.in. na rozważania Fareeda Zakarii, Jadwiga Staniszkis skłonna jest się zgodzić z tezą, iż "demokracja zaczyna być dysfunkcjonalna [...] ze względu na horyzont czasowy i konieczność korespondowania z tym, jak ludzie myślą. Tymczasem jakość publicznego dyskursu i myślenia staje się coraz niższa. W tej sytuacji coraz trudniejsze jest choćby artykułowanie i podejmowanie złożonych problemów globalizacji, które trzeba rozwiązać przy narastającym współzawodnictwie globalnym". Wyjściem może być zatem jedynie oddanie pełni decyzji w ręce nie wybranych demokratycznie obywateli, ale fachowców - i to działających na poziomie ponadpaństwowym. Fachowców, którzy nie muszą już "korespondować z tym, jak ludzie myślą", tylko z tym, jakie są realia globalnej gry (a w istocie z tym, jak oni, fachowcy, je widzą).
Z drugiej jednak strony w kilku miejscach swej książki Jadwiga Staniszkis odżegnuje się od tak radykalnych wniosków i wzywa do tego, by "przywrócić zaufanie Polaków do demokracji": na przykład poprzez wprowadzenie ordynacji większościowej. Autorka "O władzy i bezsilności" nie chce wypisywać świadectwa zgonu państwa i demokracji, najwidoczniej nie czerpie z takiej roli żadnej satysfakcji. Pragnie bowiem zarazem bronić ich przed śmiertelnym kryzysem, który ocenia jako niebezpieczny i zły w skutkach: oznaczający bowiem ostateczne "odobywatelnienie" i "odspołecznienie".
To samo napięcie między rolą proroka końca i bezkompromisowego krytyka wad systemu, który skazany jest na zagładę, a rolą obrońcy owego systemu, który nie przestaje być własnym, dostrzec można w analizie, jakiej Jadwiga Staniszkis poddaje w tej książce dziedzictwo polityczno-kulturowe Polski na tle innych, odmiennie uformowanych historycznie "ontologii władzy". Temu zagadnieniu poświęcony jest w książce obszerny tekst "Dwie rewolucje intelektualne w Europie: miejsce Polski". To "miejsce Polski" wyznacza tradycja tomistycznego realizmu, utrudniająca - najkrócej mówiąc - drogę do nowoczesności. Przeciwstawiona temu zostaje tradycja zachodnia, utożsamiona z nominalizmem Ockhama, otwarta na autonomię państwa, którego celem jest "niekończący się proces racjonalizacji". Już jednak w szkicu "Moralność i polityka: ćwierć wieku po Sierpniu'80", rozpoczynającym drugą, mniej teoretyczną, a częściej odwołującą się do aktualnych polskich doświadczeń część książki, Jadwiga Staniszkis pisze o "tomistycznym kapitale" Polski, wykorzystanym w moralnym oporze przeciw komunizmowi, w ruchu Solidarności. W tak rozumianej odrębnej tożsamości polskiego doświadczenia dostrzega istotną wartość, a nie tylko fatalne obciążenie, którego należy się koniecznie pozbyć w skutecznej grze o przetrwanie na rynku globalnej konkurencji.
Czy zatem elity współczesnej Polski powinny się zajmować "wymuszaniem europeizacji" nad Wisłą (jak domaga się tego Jadwiga Staniszkis), wymianą tradycyjnej tożsamości na nową, bardziej dopasowaną do współczesności? Czy też powinny kultywować te specyficzne elementy jej tomistycznej schedy, które traktować można raczej jako znak sprzeciwu wobec dzisiejszego rozumienia "europeizacji"?
Staniszkis nie rozstrzyga tych wątpliwości - prawdopodobnie nie ujęłaby ich nawet jako sprzeczności. Być może potrafiłaby nawet obronić w teorii takie stanowisko. Czy jednak jest ono do utrzymania w praktyce? Stawiam to pytanie w przekonaniu, że jest kilka istotnych elementów współczesnego doświadczenia, których Jadwiga Staniszkis nie chce przyjąć do wiadomości, a przynajmniej stara się jak najbardziej umniejszyć ich znaczenie.
Jednym z nich jest efekt "zderzenia cywilizacji" albo - jak kto woli - "wojen kulturowych", które toczą się także w obrębie cywilizacji Zachodu (pisał o tym niedawno na łamach "Europy" George Weigel). Problem odrębnych tożsamości kulturowo-historycznych staje się w nim istotnym przedmiotem sporu. To jest także zasadniczy spór o Europę: czy będzie ona wspólnotą postpolityczną, która przezwycięży problem odrębnych tożsamości kulturowych, czy też będzie musiała odnaleźć na nowo swoją odrębną tożsamość - w konfrontacji z falą niepodatnych na "europeizację" imigrantów albo otwartą agresją świata islamu? Co w takim kontekście znaczyłoby "wymuszanie europeizacji" nad Wisłą?
Innym zjawiskiem, które Jadwiga Staniszkis w swej analizie marginalizuje, jest współistnienie w dzisiejszym świecie obszarów, w których wizja porządku postpolitycznego zdaje się urzeczywistniać, z takimi regionami, gdzie tradycyjna polityka uprawiana jest w najlepsze (czy raczej w najgorsze). Czy logika globalizmu rzeczywiście skutecznie "sprasowała", jak to ujmuje Jadwiga Staniszkis, polityczne cele i ambicje takich mocarstw jak Chiny czy - nas bardziej interesująca - Rosja? Czy, jak to ujął znakomity krytyk utopii postpolitycznej Europy, Mark Plattner, "Europa może się nadal rządzić w ramach nie-państwa, jeżeli jej państwa członkowskie muszą się bezustannie borykać z problemami życia i śmierci, wojny i pokoju, które przenikają do nich z innych regionów"?
Trafność wielu analiz Jadwigi Staniszkis, moralna pasja podejmowanej przez nią wciąż na nowo krytyki obywatelskiej, a w końcu uderzająca w omawianej książce otwartość, z jaką odsłania ona osobiste motywy swego politycznego pisarstwa - wszystko to czyni z "O władzy i bezsilności" lekturę wyjątkową. To na pewno jedna z najważniejszych książek, jakie się w Polsce ukazały w ostatnich latach. Także dlatego, iż odsłania się w niej granica nie tylko socjologicznych czy politologicznych możliwości ujmowania rzeczywistości społecznego świata w całej jego złożoności. To granica ludzkich możliwości, które zawsze narzucają uproszczenia przy tak szeroko, ambitnie zakrojonym temacie studiów.
Widzimy te uproszczenia w diagnozach współczesności, jakie pisali prorocy "końca Historii" i "zderzenia cywilizacji". Nie sposób nie dostrzec ich także w proroctwie nieuchronnego końca polityki. I nie chodzi tu tylko o nader intelektualnie ryzykowny proceder tworzenia modeli całego rozwoju myśli europejskiej (owo przeciwstawienie tomistycznego realizmu i nominalizmu - jakże ciekawe i jakże jednak płytkie...) na podstawie kilku historii filozofii czy abstrahowania "azjatyckiej koncepcji człowieka" na bazie - powierzchownej zapewne - znajomości jednej tylko tradycji chińskiej (czy zgodzą się z nią wszyscy Chińczycy, nie mówiąc już o Hindusach, Japończykach, Persach czy Libańczykach?).
Chodzi tu też o coś więcej: o granice rozpoznania przyszłości. Nasza wiedza okazywała się tu jednak ostatecznie tyle razy bezsilna. Trzeba tę przestrogę przypomnieć, kiedy prognoza przyszłości staje się podstawą oceny teraźniejszości. Warto też tę przestrogę przywołać, by zrozumieć lepiej owo poczucie bezsilności, jakie wpisuje się nie tylko w diagnozę stanu politycznej władzy spod pióra Jadwigi Staniszkis, ale także - mam wrażenie - w ton zniecierpliwienia, jaki daje o sobie znać na kartach tej książki.
p
, ur. 1960, historyk, publicysta, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i PAN, redaktor naczelny dwumiesięcznika "Arcana". Jeden z najwybitniejszych znawców historii stosunków polsko-rosyjskich, zajmuje się także m.in. porozbiorowymi dziejami Polski oraz historią Europy Środkowo-Wschodniej. Opublikował m.in. książki "Jak rozbić rosyjskie imperium? Idee polskiej polityki wschodniej (1733-1921)" (1999) oraz "Od imperium do imperium. Spojrzenia na historię Europy Wschodniej" (2004). Niedawno ukazały się kolejne dwie jego prace: "Powrót do Polski. Szkice o patriotyzmie po >>końcu historii<<" (2005) oraz antologia tekstów "Rosja i Europa Wschodnia. Imperiologia stosowana" (2006). Wielokrotnie gościł na łamach "Europy" - ostatnio opublikowaliśmy jego tekst "O sporach, przyjaźni i odnowie polityki" (nr 22 z 31 maja br.).