Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy wolność jest dana tylko Zachodowi?

5 listopada 2007, 12:16
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Amartya Sen to jeden z najgłośniejszych filozofujących ekonomistów. Poprzez swój humanistyczny eklektyzm jest zresztą ciekawszy od typowych współczesnych ekonomistów niefilozofujących, niezdolnych do poddania refleksji własnych założeń. Czyni to z nich "racjonalnych idiotów" - jak w swoim pamfletowym języku nazywa Sen współczesnych neoliberałów, usiłujących redukować człowieka do jego egoizmu, tak jak wcześniej niektórzy teologowie usiłowali - wbrew wszelkiej empirycznej wiedzy o naszym gatunku - definiować człowieka jako istotę nieustannie poszukującą dobra wspólnego.

Dla Sena człowiek jest istotą złożoną, co - aby uniknąć wrażenia banału - należy rozwinąć następująco: partycypującą w wielu tożsamościach, należącą do wielu typów wspólnot, a co więcej, dążącą do tego, aby owe wspólnotowe więzi rozluźniać czy wręcz porozrywać, aby własną tożsamość nieustannie komplikować. Innymi słowy, aby swój los uczynić przedmiotem wyboru.

Wydawałoby się, że Sen powtarza po prostu klasyczną definicję zachodniego liberalizmu, że ostatecznie przyjął jedną z tożsamości, stanął po jednej ze stron globalnego zderzenia cywilizacji. Dlaczego zatem przywołane tu Huntingtonowskie pojęcie jest hinduskiemu myślicielowi, od lat żyjącemu w samym sercu zachodniej akademii, tak bardzo niemiłe?

Otóż uważa on, że tak rozumiany refleksyjny indywidualizm, jeden z fundamentów współczesnej liberalnej kultury wcale nie jest wynalazkiem Zachodu. Sen szydzi ze słynnej formuły Carlyle'a, że współczesna cywilizacja to "proch, wynalazek druku i religia protestancka". Zauważa, że przynajmniej dwa z owych trzech składników zachodniej tożsamości, czyli proch i druk to zdobycze cywilizacji azjatyckiej.

Wydaje się, że podkreślanie przez Sena naukowego czy technologicznego pierwszeństwa Chińczyków, Hindusów czy Persów nie rozstrzyga problemu, nie rozwiązuje tajemnicy specyficznego, zachodniego powiązania technologii z podmiotowością.

Wysokorozwinięta cywilizacja naukowotechniczna może iść w parze z kulturą nieznającą racjonalnej, odczarowanej i wyemancypowanej jednostki, ale - cokolwiek powiedzieliby na ten temat Martin Heidegger czy Jadwiga Staniszkis - ostatecznie to liberalny Zachód, z całą swoją nieznośną refleksyjnością, okazuje się najmniej niebezpiecznym spośród wszystkich dysponentów rozwiniętej technologii. Bo przecież zdołaliśmy poznać już także paru innych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj