Roman Kuźniar przedstawia kilka najważniejszych kwestii, z którymi będzie musiała zmierzyć się w najbliższej przyszłości Unia Europejska. Rozpamiętywanie klęski traktatu konstytucyjnego nie może trwać w nieskończoność; zamiast tego Unia musi rozstrzygnąć, czym chce być i w jakim kierunku ma się rozwijać. Zjednoczona Europa to przede wszystkim wspólnota pewnej cywilizacyjnej tożsamości - z tego wynika, że jej członkiem nie powinna być Turcja mająca odmienną tożsamość. Wiąże się z tym również konieczność utrzymywania imigracji na "rozsądnym poziomie" oraz zacieśnianie więzów z USA jako drugim biegunem cywilizacji Zachodu. By rozwiązać swoje problemy, Unia potrzebuje "europejskiego patriotyzmu", czyli "ducha republikańskiego, ducha wspólnoty, ducha troski o dobro wspólne". Jego wyrazem jest uświadomienie sobie (także przez Polskę) własnych obowiązków względem Europy i ich lojalne wypełnianie.
p
Pod wpływem wydarzeń z ostatnich kilku lat (m.in. kryzys iracki, rozszerzenie, porażka traktatu konstytucyjnego) Unia Europejska znalazła się w stanie, który dobrze określa francuskie słowo - "debusolizacja". Ową debusolizację Europy widać bardzo dobrze w kontekście zarządzonej przez Radę Europejską "przerwy na refleksję". Otóż w jej ramach rozwinęła się żywa debata dotycząca losów traktatu, która jest debatą zastępczą w stosunku do tej, która naprawdę powinna się odbyć w dzisiejszej sytuacji i dotyczyć dalszych losów UE, czy szerzej: losów Europy. Wydaje się nawet, że tym chętniej dyskutujemy o tym, co zrobić z traktatem, im bardziej brakuje nam odwagi do zmierzenia się ze sprawami dla Europy podstawowymi. Tymczasem fiasko traktatu i "przerwa na refleksję" dają znakomitą okazję do uporządkowania naszego myślenia o tym, czym Unia Europejska jest obecnie i czym powinna być (a czym nie) w przyszłości. Widzę kilka podstawowych spraw, które domagają się wyjaśnienia. Gdyby się to udało, problemy traktatowo-instytucjonalne stałyby się znacznie łatwiejsze do rozwiązania. Tak czy inaczej, jasność wokół tych spraw usunęłaby dzisiejszą konfuzję, a w naszym myśleniu o Europie (Unii Europejskiej) odzyskalibyśmy świadomość podstawowych kierunków, a zwłaszcza kierunku wskazywanego przez igłę busoli - nawet jeśli stale towarzyszą jej drgania.
Po pierwsze, Unia w jej obecnym kształcie jest wytworem cywilizacji europejskiej i powinna być tej cywilizacji protektorem oraz promotorem. Unia Europejska jest odzwierciedleniem obu warstw cywilizacyjnej tożsamości Europy: duchowej i ustrojowej. Tę pierwszą stanowi judeochrześcijański fundament cywilizacji europejskiej, czyli pewna koncepcja człowieka wraz z jej transcendentnym wymiarem - człowieka wolnego, bo wyposażonego w wolną wolę i rozum, a zatem dążącego do poznania prawdy - a także system wartości, czyli przede wszystkim koncepcja moralności. Znajdują się w tej warstwie duchowej jeszcze inne składniki, w tym wywodzące się ze starożytnej Grecji poczucie piękna czy pewna filozofia prawa i jego miejsca w procesie regulowania porządku społecznego.
Z tego fundamentu duchowego wyrasta warstwa ustrojowa cywilizacji europejskiej, której UE stanowi emanację. Chodzi o ustrój polityczny, którym jest liberalna demokracja zakładająca suwerenność narodu (wola narodu jako podstawa prawowitości władzy politycznej) oraz respektowanie praw człowieka i podstawowych wolności; ustrój ekonomiczny, czyli otwartą gospodarkę rynkową; oraz model społeczny, do którego centralnych składników należą zasady sprawiedliwości, tolerancji i otwartości. W płaszczyźnie międzynarodowej daje to efekt w postaci pokojowych stosunków pomiędzy narodami tworzącymi Unię Europejską. Trzeba podkreślić w tym miejscu, iż na żadnym innym fundamencie cywilizacyjnym nie mógłby się pojawić (i faktycznie nie pojawił się) twór podobny do Unii Europejskiej.
Po drugie, konsekwencją powyższego jest wytworzenie się czegoś, co można określić jako europejski styl czy sposób życia ("European way of life"). Niekiedy bywa on określany jako europejski model społeczny, co budzi jednak pewne kontrowersje, zwłaszcza gdy próbuje się go porównywać bądź przeciwstawiać amerykańskiemu modelowi społecznemu. Jego sednem jest zasada solidarności, która służy utrzymaniu spoistości społecznej wewnątrz państw europejskich. Oznacza to przeciwstawianie się polaryzacji społecznej według kryterium ekonomicznego, nadmiernemu rozwarstwieniu prowadzącemu do marginalizacji dużych grup społecznych, a w rezultacie do zjawisk patologicznych, dla których jedynym remedium jest policja i więziennictwo. Ciągłym wyzwaniem w tej sferze pozostaje łączenie konkurencyjności, wydajności i konieczności stałej modernizacji ekonomicznej z pewnym standardem solidaryzmu społecznego i w miarę powszechnej wysokiej jakości życia.
Zasada solidarności ma także swój wymiar międzynarodowy w ramach UE. Odbywa się tu proces wyrównywania poziomów rozwoju i dobrobytu pomiędzy poszczególnymi krajami i regionami, a dzieje się to na koszt i za zgodą narodów bogatszych, które dzielą się swoim bogactwem z krajami słabiej rozwiniętymi. W uproszczeniu, UE jest najpotężniejszą w świecie pompą ssąco-tłoczącą, tłoczącą fundusze i inne środki rozwojowe w kierunku narodów historycznie mniej uprzywilejowanych. W tym wyraża się wspólnotowy charakter Unii Europejskiej. W ramach wspólnoty-rodziny nie można tolerować zbyt dużych różnic rozwojowych. Pod tym względem wszyscy mieszkańcy UE powinni czuć się jak u siebie, niezależnie od tego, czy znaleźli się chwilowo w Lizbonie, Sztokholmie czy Budapeszcie.
Po trzecie, Unia Europejska ma swoje granice. Są to granice pewnej tożsamości. Zatem wzrost ilościowy Unii może się odbywać według kryterium cywilizacyjnego zawierającego oba wyżej wymienione wymiary: duchowy i ustrojowy, a także w sposób umożliwiający utrzymanie jej wspólnotowego charakteru. Oznacza to na przykład, że w Unii Europejskiej jest miejsce dla Izraela, do czego powinniśmy gorąco zachęcać izraelskich polityków. Nie ma natomiast miejsca dla Turcji (czy Tunezji), choć powinniśmy jako UE robić wszystko dla utrzymania bardzo bliskich i kompleksowych związków z tym krajem. Podobne podejście należy stosować wobec innych państw z naszego bezpośredniego otoczenia. Perspektywa członkostwa w Unii nie może być nagrodą za to, że ktoś właśnie zakończył wojnę domową lub środkiem do stabilizacji innych krajów czy prewencyjnym działaniem zapobiegającym ich stoczeniu się w taki czy inny rodzaj fundamentalizmu. Pokój wewnętrzny i rozwój gospodarczy czy cywilizacyjny jest obowiązkiem każdego kraju z osobna i Unia nie może nikogo w tym wyręczać ani stanowić remedium na czyjeś bolączki lub pragnienia. Może pomagać, ale nie za cenę wewnętrznej dezintegracji czy wykolejenia modelu, według którego się rozwija. Krajom, które są zdolne utożsamić się cywilizacyjnie z Unią Europejską, powinna być stworzona perspektywa członkostwa, bez sztucznego przyspieszania, zaś z krajami naszego nieeuropejskiego otoczenia należy rozwijać możliwie najlepsze stosunki we wszystkich dziedzinach, wspierać ich rozwój i wewnętrzną stabilizację. Unia musi mieć odwagę mówić "nie" oraz wyczucie, kiedy powiedzieć "tak" dla członkostwa. Nie może dać się zakrzykiwać demagogicznym poglądom głoszącym, iż jeśli kogoś nie przyjmiemy, to oznacza, że jesteśmy klubem egoistów lub - o zgrozo! - narodów chrześcijańskich. Jałowe chciejstwo przynosi w tym względzie więcej szkody niż pożytku.
Łączy się z tym sprawa imigracji do Europy - wielkość owej imigracji musi być utrzymywana na rozsądnym poziomie. Każdy naród i społeczeństwo ma swoje granice absorpcji ludzi należących do odmiennej cywilizacji. Po przekroczeniu tego progu zaczynają się różnorakie problemy, których już jesteśmy świadkami. To zagadnienie porusza w swojej znanej adhortacji poświęconej Europie Jan Paweł II (czerwiec 2003). Jest tam mowa o "roztropnym przyjmowaniu i gościnności", z uwzględnieniem aspektów prawnych i cywilizacyjnych tego zjawiska. Nie możemy traktować imigracji jedynie w kategoriach ekonomicznych, jako środka rozwiązywania naszych obecnych i przyszłych problemów. Potrzebna jest także perspektywa uwzględniająca zachowanie spoistości cywilizacyjnej. Jak pokazuje doświadczenie, nie każdy, kto mieszka czy urodził się w Europie, jest Europejczykiem w sensie cywilizacyjnym. O "Europejczyków jutra" (Jan Paweł II) muszą zadbać dzisiejsi Europejczycy. Unia i jej kraje powinny podjąć poważną refleksję nad tą sprawą i działania, które muszą zapobiec "samobójstwu demograficznemu Europy" (o którym pisał na łamach "Europy" George Weigel).
Po czwarte, Europa jest częścią Zachodu, czyli zachodniej cywilizacji, jedną z dwóch odmian tej cywilizacji. Zachód jako całość pełni ważną rolę w ramach uniwersalnego porządku międzynarodowego. Będzie mógł ją pełnić również w przyszłości dla dobra swoich narodów, ale także z pożytkiem dla reszty świata. Nakłada to na Unię Europejską obowiązek utrzymywania strategicznych więzi nie tylko z Ameryką Północną, ale także z Australią czy Nową Zelandią. Pierwszorzędne znaczenie mają tu naturalnie stosunki z USA oraz zapewnianie witalności i wiarygodności Sojuszu Atlantyckiego. Wprawdzie kraje UE są dzisiaj bezpieczne, ale NATO odgrywa niezastąpioną rolę, gdy chodzi o globalną pozycję Zachodu. Strategiczne rozejście się USA z Europą byłoby ze szkodą dla obu stron oraz zagrażałoby stabilności systemu międzynarodowego.
Zarazem Unia Europejska nie musi już występować jako "młodszy partner" Stanów Zjednoczonych. Jak tego dowiodła administracja George'a W. Busha, siła militarna nie jest równoznaczna z rozsądkiem i skutecznością na scenie międzynarodowej. Sojusz z USA musi zakładać partnerstwo (do którego obie strony powinny być gotowe), a nie protektorat, dla którego nie ma w tej chwili żadnego uzasadnienia. UE nie może być antyamerykańska. Zresztą wbrew różnym oskarżeniom nigdy taką do tej pory nie była. Z drugiej strony musi ona zachować prawo do autonomii osądu i decyzji oraz prawo do odróżniania się od USA, zwłaszcza wtedy, gdy działają one na szkodę całego Zachodu (casus Iraku).
Po piąte, Unia posiada także własną, odrębną tożsamość międzynarodową, która wyraża zarówno jej treść cywilizacyjną, jak i jej (oraz jej państw członkowskich) międzynarodowe interesy, a także znajduje ucieleśnienie w jej kształcie instytucjonalnym (prawnomiędzynarodowym i politycznym). Unia Europejska musi być aktywnym podmiotem życia międzynarodowego, niezależnie od tego, jak dalece zasadne są wyobrażenia o niej jako globalnym graczu czy globalnym mocarstwie na podobieństwo USA czy Chin. Jej quasi-mocarstwowy status i polityka są jednak warunkiem jej przetrwania w kontekście procesów globalizacji oraz globalnych, geopolitycznych ruchów tektonicznych, których będziemy świadkami w nadchodzących dziesięcioleciach.
Tożsamość i aktywność międzynarodowa UE musi się wyrażać w jej solidarności z innymi, słabiej rozwiniętymi regionami świata (pomoc rozwojowa, pomoc humanitarna) oraz w kształtowaniu odpowiadającego jej wartościom i interesom porządku międzynarodowego (normy prawne, reguły handlu, bezpieczeństwo). Wynika z tego konieczność wyposażenia Unii w odpowiednie instrumenty, od środków pomocowych, przez środki promocji praw człowieka i demokracji, skuteczną dyplomację nie tylko na forum Światowej Organizacji Handlu, aż po siły zbrojne, które będą używane w ramach Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (ESDP).
Po szóste, dopiero biorąc pod uwagę powyższe względy, czyli składniki obecnej i przyszłej UE, należy rozważać jej kształt instytucjonalny. Oczywiście, instytucjonalnie Unia Europejska jest aż nadto bogata. Nie w tym więc rzecz, aby "zaczynać wszystko od nowa". Jednak dyskusja nad traktatem konstytucyjnym czy - bardziej precyzyjnie - nad tym traktatem, który powstanie na jego bazie, nie może abstrahować od tego, co dla Unii i jej narodów ma znaczenie fundamentalne. Unia jest konstrukcją dynamiczną, lecz zamiast dyskutować nad tym, co było zupełnym niewypałem, czyli odgórnym określeniem jej celów, do czego wzywał między innymi Joschka Fischer (chodziło o jej ostateczny kształt instytucjonalny), trzeba pracować nad zachowaniem tożsamości cywilizacyjnej Europy, jej witalności i skuteczności w zmieniających się warunkach wewnętrznych i międzynarodowych.
Temu również powinien służyć ogólny, spójny i sprawny porządek prawno-instytucjonalny. W jego ramach jest nam potrzebna silna Komisja, strzegąca zasady solidarności i mająca uprawnienia do skutecznego zajmowania się sprawami bieżącymi. Autorytet Rady Europejskiej musi polegać na zajmowaniu się strategią długofalowego rozwoju Unii, przeciwdziałaniu wewnętrznym i zewnętrznym zagrożeniom, określaniu traktatowych podstaw UE, decydowaniu o rozszerzeniu czy użyciu siły. Konieczne wydaje się też powstrzymanie rosnącej roli Parlamentu Europejskiego, który z jednej strony nie jest receptą na tak zwany demokratyczny deficyt w Unii, a z drugiej uzurpuje sobie ostatnio prawo do wymuszania homogenizacji kulturowo-obyczajowej Europy, wbrew zasadzie tolerancji dla historycznie ukształtowanych odmienności w tym zakresie. Nad tym, aby wspólne instytucje nie przekraczały swoich uprawnień ponad potrzeby złożonej całości, jaką stanowi UE (dynamicznej relacji jedności w różnorodności), musi czuwać traktatowa zasada subsydiarności.
Po siódme, Unia Europejska rozumiana jako protektor i promotor cywilizacji europejskiej jest nie tyle "Europą ojczyzn", ile "ojczyzną ojczyzn". Jest unikatowym w skali światowej oraz niezwykle użytecznym instrumentem wspierającym wysiłki na rzecz ich wspólnego bezpieczeństwa, wzrostu gospodarczego, postępu cywilizacyjnego. Unia Europejska, niezależnie od obyczajowych uzurpacji PE, przyczynia się do ochrony, a wręcz twórczego umacniania tożsamości narodów ją tworzących, ich kultury, języka. Z pewnością UE respektuje pluralizm narodowo-kulturowo-wyznaniowy Europy, którego ochronie powinna służyć również zasada subsydiarności.
W takiej Europie mamy nie tylko prawa, ale i obowiązki - obowiązki wobec Europy. Wszystkie państwa członkowskie, w tym Polska, mają obowiązek dbania o jej spójność, siłę polityczną, żywotność ekonomiczną i cywilizacyjną. Od Europy nie tylko nam "się należy", nie tylko mamy prawo się od niej domagać. Musimy także wykazywać w stosunku do niej to, czego tak bardzo nam brakuje w naszym polskim życiu publicznym, czyli ducha republikańskiego, ducha wspólnoty, ducha troski o dobro wspólne. Unia Europejska jest związkiem wolnych narodów, a nieodłącznym towarzyszem wolności musi być odpowiedzialność. Potrzebny jest zatem europejski patriotyzm, do którego nawoływał przed swoją śmiercią Jan Nowak-Jeziorański. Europy, Unii Europejskiej, nie trzeba się lękać. Trzeba ją wspólnie z innymi budować i umacniać, ponieważ chodzi o nasz wspólny dom. W czas niepogody lepszego nie znajdziemy...
p
, ur. 1953, politolog, specjalista w zakresie stosunków międzynarodowych, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W latach 1994-1998 pełnił funkcję chargé d'affaires w Stałym Przedstawicielstwie RP przy Biurze ONZ w Genewie. Do 2002 roku był dyrektorem Departamentu Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej MSZ. Autor wielu publikacji z zakresu prawa międzynarodowego i polityki zagranicznej RP, m.in.: "O prawach człowieka. Idee, instytucje, praktyka" (1992) oraz "Strategia państwowa" (2004). W "Europie" nr 19 z 11 sierpnia 2004 roku opublikowaliśmy jego tekst "O kryzysie, który nie musi być szansą".