p

Ivan Krastev*

Bracia Kaczyńscy sami skazują się na klęskę

Historię postkomunistycznego populizmu w Europie Środkowej być może podsumujemy kiedyś kilkoma zdaniami. Na przykład takimi: "Na początku stulecia w kilku krajach postkomunistycznych zwycięstwo odniosły rozmaite partie populistyczne. Skutecznie wykorzystywały lęki starzejących się i ubogich społeczeństw, które z obawą patrzyły na wzrost przestępczości, zwiększanie się nierówności społecznych, pluralizację obyczajów i osłabienie tradycyjnych autorytetów. Rządy populistyczne szybko jednak utraciły władzę i uległy samozagładzie na skutek swoich spiskowych urojeń".

Wśród życzliwych słuchaczy wykładu wygłoszonego kilka tygodni temu przez premiera Jarosława Kaczyńskiego w waszyngtońskiej Heritage Foundation znajdowało się co najmniej kilku neokonserwatystów, którzy powinni byli wyczuć, że w ojczyźnie "Solidarności" nadciąga burza. Neokonserwatyści są eksliberałami, a liberałowie z wypiekami na twarzy czytali słynny esej Richarda Hofstadtera "Paranoiczny styl amerykańskiej polityki". Paranoidalny styl uprawiania polityki legł u podstaw obecnego kryzysu politycznego w Polsce. Właśnie styl, a nie treść uprawianej polityki może położyć kres dominacji Prawa i Sprawiedliwości w polskim życiu politycznym.

U Hofstadtera paranoiczny styl wiąże się przede wszystkim ze sposobem widzenia świata i wyrażania poglądów. "Styl dotyczy sposobu wyznawania i głoszenia idei, a nie ich prawdziwości bądź fałszywości". Rdzeniem paranoicznego stylu jest wizja wszechogarniającego diabelskiego spisku, gigantycznej, lecz subtelnej machiny wpływów uruchomionej w celu przejęcia kontroli nad wszystkimi sferami życia. Styl paranoiczny odróżnia od innych stylów nie brak konkretnych faktów, lecz raczej osobliwy przeskok logiczny dokonywany w kulminacyjnym momencie fabuły. Ten przeskok charakteryzuje wszystkie populistyczne narracje z ostatniej dekady i nadał zabarwienie wykładowi premiera.

Tylko bardzo nieliczni spośród osób, które mieszkały w ciągu ostatnich 10 lat w Europie Środkowej, nie zgodzą się ze stwierdzeniem, że ten wyjątkowo udany okres integracji europejskiej i reform rynkowych był zarazem "dekadą łajdactw i oszustw", cynicznie wykorzystaną przez komunistyczną klasę polityczną do przekucia władzy politycznej na władzę ekonomiczną. Tylko nieliczni nie podpiszą się pod tezą, że demokracja była ograniczana, natomiast rynek działał w sposób nieskrępowany bądź patologiczny. Tylko nieliczni zaprzeczą, że członkowie represyjnego komunistycznego aparatu władzy zagnieździli się w nowych instytucjach demokratycznych lub na ich obrzeżach i stanowili istotny czynnik życia politycznego okresu transformacji. Zjawiska te, które polski premier przedstawił życzliwym słuchaczom w Waszyngtonie, faktycznie istnieją i faktycznie większość obywateli państw postkomunistycznych wyznaje taki obraz rzeczywistości. Ale... I tutaj następuje ten osobliwy przeskok logiczny tak genialnie zdiagnozowany przez Hofstadtera: populistyczna wyobraźnia widzi w tych wszystkich zjawiskach elementy skoordynowanego planu, potężnego spisku. Trafne spostrzeżenie, że służby specjalne ingerowały w życie polityczne, urasta do tezy, że odgrywały one rolę kluczową czy wręcz decydującą. Wszyscy krytycy rządu zostali zdemaskowani jako zjednoczony front realizujący elementy wielkiego planu. Nie było miejsca na przypadek. Tam, gdzie zagraniczni analitycy ekonomiczni dostrzegali działanie niewidzialnej ręki rynku, ludzkiej pazerności lub nadmiernych ambicji, populistyczny umysł zauważał działanie nie całkiem niewidzialnej ręki Układu. Wiara w istnienie Układu moim zdaniem w największym stopniu tłumaczy kryzys rządów bliźniaków.

Reklama

W obliczu wszelkiej krytyki czy nieprzyjaznych wypowiedzi populistyczny polityk zadaje pytania: "Kto za tym stoi? Dlaczego on to teraz mówi? Jaki będzie następny ruch Układu?". Tkwiący w sidłach spiskowego obrazu społeczeństwa polityk dzień po dniu szykuje sobie własną zagładę: poszukiwanie przez rząd spisków samo zaczyna przypominać spisek. Pogląd na rzeczywistość jako doskonały plan Układu alienuje populistycznych przywódców od ich zwolenników. Wielu wyborców popierało cele, jakie przyświecają Kaczyńskim w ich walce, ale zmęczyła ich wysoka temperatura tej walki. Ludzie lubią bowiem wierzyć w teorie spiskowe, ale nie lubią być rządzeni przez teoretyków spiskowych.

Jednym z najmniej zbadanych składników komunistycznej spuścizny, które mają wpływ na postkomunistyczne życie polityczne, jest mentalność odziedziczona po dawnym systemie. Mój znajomy, szanowany bułgarski ekonomista, opublikował ostatnio prowokacyjny artykuł zatytułowany "Gdzie się podział marksizm". Zasugerował w nim, że marksistowski język zniknął, nikt nie powołuje się już na Marksa, ale marksizm wciąż żyje w publicznej podświadomości - za pomocą zaczerpniętych z niego kategorii interpretuje się polityczną i ekonomiczną rzeczywistość transformacji. A prawda jest taka, że marksizm bez historycznej roli proletariatu oraz idei rewolucji socjalistycznej jest niczym więcej jak teorią spiskową. To przypuszczalnie tłumaczy, dlaczego postkomunistyczny populizm jest tak trudny do zanalizowania. Nie da się uciec od niewygodnej prawdy, że populizm Kaczyńskiego jest nie tylko antykomunistyczny, ale również antykapitalistyczny. Bliźniacy nie lubią kapitalizmu ze względu na "te wszystkie brednie" o niewidzialnej ręce. Oni w nią nie wierzą. Oni nie mogą w nią uwierzyć. Wszędzie widzą bowiem rękę Układu.

Ivan Krastev

przeł. Tomasz Bieroń

p

*Ivan Krastev, ur. 1965, politolog, analityk spraw międzynarodowych, prezes Centrum Strategii Liberalnych w Sofii - think tanku doradzającego w obszarze polityki zagranicznej i wewnętrznej. Wykłada na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie i w Instytucie Remarque'a na New York University. Zajmuje się przede wszystkim zagadnieniami związanymi z sytuacją społeczeństw postkomunistycznych. Autor m.in. książki "The Anti-Corruption Trap" (2004). Wielokrotnie gościł na łamach "Europy" - w nrze 41 z 14 października br. zamieściliśmy jego tekst "Przyszłość NATO".