"Przez niego straciłem około 6 milionów złotych i znalazłem się na skraju bankructwa" – tłumaczy Jan Woźny, właściciel poszkodowanej przez Rutkowskiego firmy. Akcja miała miejsce w październiku 2003 roku na międzynarodowych targach we Wrocławiu. Rutkowski z kilkunastoma swoimi pracownikami ubranymi w czarne mundury i kominiarki z krzykiem wkroczył do hali wystawowej. Otoczyli stoisko Nowopolu. Rutkowski podniesionym głosem poinformował wszystkich, że firma Woźnego podrabiała automaty do gry, co jest przestępstwem. To samo powtarzał potem dziennikarzom.
"Nie rozumiałem, co się dzieje" – tłumaczy Jan Woźny. Detektyw był bezkarny. Chronił go poselski immunitet. Jak tylko go stracił, Woźny wniósł sprawę o zniesławienie. We wtorek zapadł wyrok. "Rutkowski oprócz 100 tysięcy na rzecz Caritasu musi zapłacić 15 600 za koszty procesu oraz zamieścić w specjalistycznej prasie ogłoszenie, w którym przeprosi firmę Nowopol za bezpodstawne najście na targach we Wrocławiu" – mówi Grażyna Jeżewska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Łodzi.
To już koniec zadufanego w sobie detektywa. Oskarżony o współpracę z mafią paliwową siedzi od 27 lipca w areszcie w Bytomiu. Prokuratura zajmuje jego majątek, a teraz, zgodnie z wtorkowym wyrokiem, będzie musiał pozbyć się kolejnej jego części. Wygląda na to, że następne wyroki już wkrótce posypią się lawinowo.