To początek długiej drogi do zniesienia wiz, ale tym razem ta droga pojawiła się w rzeczywistości. Bo dotąd tylko mówiono o bezwizowym ruchu, albo od czasu do czasu jakiś propolski kongresmen wnosił projekt zmian, który upadał już podczas pierwszego czytania w komisjach.
Tym razem to będą projekty rządowe, czyli mające duże szanse na wprowadzenie w życie. O tym, że administracja USA wniesie do Kongresu pakiet takich zmian, poinformował minister
bezpieczeństwa krajowego Michael Chertoff. Ogłosił to na spotkaniu z delegacją Parlamentu Europejskiego, której członkami byli także reprezentanci Polski.
"Program, o którym Michael Chertoff mówił na spotkaniu z delegacją Parlamentu Europejskiego, trafi do Kongresu za miesiąc. Dopiero wtedy będzie można mówić o jego
szczegółach" - mówi dziennikowi.pl ambasador USA w Polsce Victor Ashe.
Według amerykanisty, profesora Edwarda Haliżaka, dyrektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, proces przyjmowania ustaw może potrwać kilka miesięcy. Sprawa
dotyczy bowiem bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych i muszą się wypowiedzieć w tej sprawie wszystkie agencje rządowe, odpowiedzialne za ochronę kraju.
Jest więc szansa, że przyszłoroczne wakacje będziemy mogli spędzić na Florydzie bez poniżających rozmów w amerykańskiej ambasadzie, starając się o prawo wjazdu do tego kraju.
Prezydent Bush zapowiedział złagodzenie reżimu wizowego już w zeszłym tygodniu w Tallinie w Estonii. Pojawiły się jednak obawy, że ceną za zniesienie wiz dla Polaków będzie przekazanie
Amerykanom zbyt szczegółowych informacji o naszych obywatelach. "Naprawdę nie ma się czego bać, to standardowa umowa. Polacy mogą żądać dokładnie tych samych informacji o
Amerykanach podróżujących do Polski" - tłumaczy dziennikowi.pl ambasador Ashe.