Kiedy jakieś wydarzenie, choćby i w swoim czasie najważniejsze dla przeżywającej je wspólnoty, przechodzi do historii? To pytanie rodzi się, kiedy obserwujemy obchody 25. rocznicy stanu wojennego, gdy sami je współtworzymy, zamieszczając w "Dzienniku" i "Europie" teksty uczestników i badaczy tamtych wydarzeń, organizując rocznicowe debaty.
I wychodzi na to, że stan wojenny ciągle nie jest historią, co pokazują choćby sondaże oceniające jego wprowadzenie i towarzyszące im emocje. Wokół powstania listopadowego takich podziałów i takich emocji nie dałoby się już sprowokować. Nikomu nawet nie wpadłoby do głowy pytanie Polaków, czy za większego patriotę uważają gen. Skrzyneckiego, Maurycego Mochnackiego czy może Wielkiego Księcia Konstantego.
Czy tak dramatyczne wydarzenie może przejść do historii dopiero, kiedy zostanie osądzone? My w "Dzienniku" uważamy, że musi być spełniony jeszcze jeden warunek. Aby jakieś wydarzenie stało się historią, musi zostać nad nim wykonana ciężka intelektualna praca. Musi zostać zrozumiane, opisane w dziełach historyków i socjologów, w literaturze. Dlatego tak samo ważna jak zamieszczone w dzisiejszej "Europie" świadectwa wybitnych intelektualistów, ludzi światowej prawicy i lewicy, mówiących, że doświadczenie stanu wojennego w dalekiej, peryferyjnej Polsce coś w nich nieodwołalnie zmieniło, jest nasza debata o polskiej literaturze. Wynika z niej, że stan wojenny i lata osiemdziesiąte pozostały traumą, nie stały się jeszcze dojrzałym literackim tematem. Uczestniczący w dyskusji Tomasz Burek przywołuje doświadczenie powstania styczniowego, traumy i klęski, która zakończyła - w polityce i w literaturze - polski romantyzm. I przypomina, że pierwsze ważne dzieła literackie o tym powstaniu zostały napisane dopiero pół wieku po nim, przez ludzi, którzy powstania nawet nie widzieli, ale rozumieli jego konsekwencje, rozglądając się wokół siebie. Jednak uzasadniona jest wątpliwość wyrażona przez Cezarego Michalskiego. Czy ta analogia jest trafna? Czy duchowe konsekwencje stanu wojennego przetrwały rok 1989 i czy długo jeszcze będziemy pozostawać społeczeństwem ukształtowanym przez tamtą klęskę?