Dziennik Gazeta Prawana logo

Upiory przeszłości

5 listopada 2007, 12:16
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Polska wciąż pojmuje politykę międzynarodową w kategoriach zimnowojennych - twierdzi Ivan Krastev. Prowokuje spięcia wewnątrz UE, chcąc skłonić państwa członkowskie do prowadzenia "neoreaganowskiej" polityki wobec Rosji. Jednocześnie jest przerażona obecnym kursem polityki Niemiec, którą pojmuje jak kontynuację strategii ugłaskiwania ZSRR z 1981 roku. I choć takie analogie są zwodnicze, to UE zdaniem Krasteva powinna wziąć jednak pod uwagę polskie obawy.

p

Czytając doniesienia prasowe o europejskiej inwazji Gazpromu, rosyjskiej presji na Gruzję i nowej ideologii Kremla ("suwerennej demokracji"), ma się wrażenie, że wraca zimna wojna. Podobne historie i podobna atmosfera. Wciąż nie wiadomo jednak, kto w tej wojnie uczestniczy. Czy wracamy do czasów totalnej konfrontacji między Rosją a Zachodem, czy też zachorowaliśmy na ostrą postać nostalgii zimnowojennej? I kto dzisiaj tęskni za zimną wojną - zwycięski Zachód czy pokonani Rosjanie? A może Rosja wciąż żyje w czasach zimnej wojny, natomiast Zachód już o niej zapomniał? I gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Europy Wschodniej?

Są to pytania istotne i realne, nie wydumane. Weto Warszawy dla renegocjacji umowy o partnerstwie UE z Rosją wytyczyło linię frontu w trwającej od jakiegoś czasu niemiecko-polskiej "wojnie dyplomatycznej" o kształt polityki Unii wobec Rosji. Upiory 13 grudnia 1981 roku są przynajmniej częściowo odpowiedzialne za kryzys unijnej polityki zagranicznej. Polska uważa nową niemiecką Ostpolitik, której symbolem jest rurociąg bałtycki, za kontynuację starej niemieckiej Ostpolitik - tej, która kazała Niemcom zdradzić w 1981 roku "Solidarność" w imię niepogarszania stosunków z Rosją. Berlin uważa twardy kurs Warszawy wobec Rosji za groteskowy i obłąkańczy powrót do reaganowskiej polityki wobec ZSRR w zupełnie odmiennym świecie pozimnowojennym. Usiłuje przekonać Europę Środkową i Wschodnią, że zimna wojna się skończyła. Dialog idzie jak po grudzie.

Historycy zimnej wojny są raczej zgodni, że początek końca systemu sowieckiego wyznaczył Afganistan, nie Polska. Stłumienie ruchu "Solidarności" przyczyniło się do powstania głębokich podziałów na Zachodzie w kwestii polityki wobec ZSRR. Dla administracji amerykańskiej wprowadzenie stanu wojennego w Polsce ilustrowało słabość systemu sowieckiego. Punkt widzenia Niemiec na zdławienie "Solidarności" był diametralnie odmienny. Bonn lękało się destabilizacji w Europie i wzrostu napięcia między Zachodem i blokiem sowieckim. Według Timothy'ego Gartona Asha stanowisko niemieckie było następujące: skoro Niemcy wyrzekli się jedności narodowej w imię pokoju, Polacy powinni wyrzec się wolności - także w imię pokoju, który jest wartością nadrzędną. Dzisiaj mamy do czynienia z déj`a vu. W kwestii stosunku do Rosji Putina sojusz zachodni znowu przeżywa kryzys. Kusząca jest teza, że mamy do czynienia z podobnym jak w 1981 roku wyborem - bojownicy o wolność kontra Ostpolitiker, polityka zasad kontra niemoralny realizm - ale kuszące porównania nie zawsze są trafne. Przedstawianie obecnego kryzysu Europy na tle stosunków z Rosją jako drugiej odsłony kryzysu z 1981 roku jest atrakcyjne, ale niepozbawione wad. Dzisiejsi krytycy Berlina słusznie twierdzą, że podobnie jak w czasach zimnej wojny polityka rosyjska Niemiec opiera się na przymykaniu oczu na charakter reżimu i podkreślaniu znaczenia stabilności w regionie oraz współpracy gospodarczej. Berlin z pewnością nie jest zadowolony z sytuacji politycznej w Moskwie, ale Niemcy po pierwsze nie chcą widzieć w Rosji Putina Związku Radzieckiego w wersji soft, a po drugie zmianę reżimu uważają za nierealną. Po trzecie, Niemcy i w ogóle cała Europa są coraz bardziej uzależnione od rosyjskiego gazu i ropy. Niemcom można zarzucić brak wyobraźni, lecz nie brak realizmu. Decyzja Berlina, by traktować Gazprom jak każde inne przedsiębiorstwo, jest wyrazem raczej pragmatycznego realizmu niż hipokryzji lub naiwności. Poza tym Niemcy mogą dzisiaj bardziej przekonująco niż w 1981 roku dowodzić, że współpraca jest lepszą niż konfrontacja metodą na stymulowanie wewnętrznych przemian politycznych w Rosji.

W stanowisku niemieckim uderza nie nawoływanie do współpracy, lecz niechętne dostrzeganie niebezpieczeństw, jakie dla Unii Europejskiej wynikają z obecnej polityki Rosji. Pojawia się niepokojące pytanie, czy w kontekście rosyjskim interes Niemiec jest tożsamy z interesem Europy. Społeczeństwo niemieckie było zgorszone strategią Rumsfelda, który dążył do podzielenia Europy na starą i nową - tak bardzo zgorszone, że nie zauważyło bardzo podobnej polityki Gazpromu. Jedyna różnica jest taka, że Rumsfeld faworyzował nową Europę, a Rosja faworyzuje starą Europę. Brak jedności UE i porażka projektu ścisłej integracji to prawdziwe zagrożenia, jakie wiążą się z dzisiejszą polityką Rosji.

Polska ma inny problem. Usiłując pozyskać poparcie dla neoreaganowskiej polityki zimnej wojny, Warszawa nie dostrzega, że Rosja Putina to nie Związek Radziecki. W Pradze, Warszawie czy Budapeszcie nie ma Rosjan. Podczas gdy Breżniew nie przemawiał w imieniu większości obywateli ZSRR, Putin przemawia w imieniu większości obywateli Rosji. Negowanie faktu, że Rosja ma swoje uprawnione interesy, uniemożliwi jakikolwiek konstruktywny dialog. Zagrożenie sowieckie miało zgoła inny charakter niż obecne zagrożenie ze strony Rosji. Polska próba odmalowania Rosji Putina jako zmodyfikowanej wersji Związku Radzieckiego raczej nie znajdzie uznania u europejskiej opinii publicznej. Jednym z podstawowych elementów zagrożenia sowieckiego była komunistyczna ideologia, dzisiaj nieobecna. Walcząc w 1981 roku z ZSRR, Zachód walczył z komunizmem, a w dzisiejszej Rosji nie napotyka ideologicznego wroga.

Krótko mówiąc, Europa nie powróciła do sytuacji z grudnia 1981 roku. Nie musimy wybierać między neokonserwatyzmem w stylu Reagana a Ostpolitik Helmuta Schmidta. Zmienił się kontekst. Ówczesna niemiecka polityka wschodnia była strategią zjednoczenia Niemiec, a dzisiejsza Ostpolitik jest strategią zjednoczonych Niemiec. W grudniu 1981 roku "Solidarność" była nie tyle wyrazicielką polskiego interesu narodowego, ile symbolem marszu Europy ku wolności. Dzisiaj dyplomatyczne posunięcia Polski często uważane są za nierozważne i mało konstruktywne. Obecnemu rządowi polskiemu nie ufa znaczna część społeczeństwa europejskiego, a Polska uchodzi za unijnego egoistę. Paradoksalnie głos polskiej rewolucji sprzed 25 lat był donośniejszy niż głos polskiego rządu dzisiaj. Ale Europa poniesie porażkę w swojej polityce rosyjskiej, jeśli zlekceważy polskie obawy. Polska ma coś ważnego do powiedzenia i należy jej wysłuchać. Doświadczenie 13 grudnia 1981 roku przekonało społeczeństwo polskie, że charakter ustroju politycznego ma znaczenie w stosunkach międzynarodowych. Punktem wyjścia unijnej polityki wobec Rosji powinna być nie umowa strategiczna między UE a Moskwą, lecz wypracowanie przez Europę wspólnego poglądu na charakter rosyjskiego reżimu.

Jeszcze istotniejsze niż zakorzenione w historii obawy są doświadczenia zdobyte przez państwa Europy Środkowej i Wschodniej w okresie transformacji. Dzisiejsza Rosja solidarnościowej Polsce wydaje się bardzo podobna do Polski postkomunistycznej. Komuniści przegrali zimną wojnę, by powrócić jako prawdziwi zwycięzcy transformacji. Udało im się przekształcić siatki agentów w kwitnące biznesy. Udało im się zmarginalizować kwestię sprawiedliwości historycznej w imię społecznego kompromisu. W dzisiejszej Europie Środkowej i Wschodniej nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie, kto wygrał zimną wojnę. I dlatego uzgodnienie wspólnej polityki UE wobec Rosji to piekielnie trudne, ale zarazem absolutnie konieczne zadanie.

p

, ur. 1965, politolog, analityk spraw międzynarodowych, prezes Centrum Strategii Liberalnych w Sofii - think tanku doradzającego w obszarze polityki zagranicznej i wewnętrznej. Wykłada m.in. na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Wielokrotnie gościł na łamach "Europy" - ostatnio w nrze 44 z 4 listopada br. zamieściliśmy jego tekst "Sukces i klęska" poświęcony wyborom w USA.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj