Czy 2007 rok upłynie pod znakiem wojny Zachodu ze światem islamskim? Konfliktów na tej linii z pewnością nie zabraknie - twierdzi André Glucksmann - ale należy pozbyć się mylnego wrażenia, że ich uczestnikami są dwa jednolite polityczne bloki, niczym w czasach zimnej wojny. W rzeczywistości jest to raczej starcie dwóch postaw: aktywnego, terrorystycznego nihilizmu z nihilizmem pasywnym, który przyzwala na okrucieństwo.
p
André Glucksmann*
Nihilizm nie składa broni
Eksplozja terroryzmu bez granic to pożywka dla rojeń o "powrocie religijności". Wywołuje ona także nieoczekiwaną, choć zarazem logiczną reakcję - odrzucenie. Według sondażu przeprowadzonego przed Bożym Narodzeniem 82 proc. Brytyjczyków uważa, że religia czyni więcej złego niż dobrego! We Francji, tej "najstarszej córze Kościoła", która dziś przoduje gdy chodzi o niewiarę, w ciągu 15 lat liczba katolików przyznających się do wiary spadła o 25 proc. Regularnie praktykuje mniej niż 5 proc. wierzących. Europejczycy żyją tak, "jakby Bóg nie istniał" - stwierdził kiedyś Jan Paweł II. Ów schyłek religijności nie wynika jednak z pogańskich lektur ani z tyranii konsumeryzmu - Stany Zjednoczone uniknęły wszak podobnej dechrystianizacji. Wśród broczących krwią newsów Europejczyk czuje się jak w domu: przez całe stulecie doświadczał niszczycielskiej przemocy silniejszej od samego Boga. Teraz to islam uległ popędowi śmierci, który ogarnął już całą ziemię. Benedykt XVI poruszył tę kwestię urbi et orbi w Ratyzbonie i teraz prześladuje ona wszystkie umysły.
Czy nowa wojna światowa rozpala cichaczem swe pierwsze ognie? Czy można jej jeszcze zapobiec? W jaki sposób? Czy owo sławetne "zderzenie cywilizacji" między islamem a Zachodem, zderzenie, które tak niepokoi Huntingtona, a napełnia entuzjazmem bin Ladena i Ahmadineżada, zdominuje rozpoczynający się rok? Czy rozpali całą nadchodzącą dekadę? Czy przyczyni się do ruiny XXI stulecia? Czy walka z ponad miliardem adeptów Koranu wywoła w nas nostalgię za zimną wojną i jej dwoma blokami, które przez całe półwiecze skutecznie powstrzymywały się nawzajem przed osiągnięciem kolejnych stopni apokalipsy nuklearnego zastraszenia?
Nic podobnego. Nasze niepokoje są spóźnione o jedną wojnę. Nie istnieją dwa bloki - islam i Zachód. Kiedyś rzeczywiście był wolny świat i świat totalitarny. Dziś tak zwany świat muzułmański nie jest wcale jednolity. "Arabska ulica" to fantasmagoria. Ludzkie bomby eksplodujące w imię Allaha zabijają przede wszystkim braci w wierze. Kto kogo zabija w Iraku? Eksplozje samochodów-pułapek i samobójcze zamachy od trzech lat, miesiąc w miesiąc odsyłają ad patres więcej irackich przechodniów niż amerykańskich żołnierzy czy innych "okupantów". W Bagdadzie terrorystyczne milicje "muzułmańskie" co miesiąc mordują tyle samo muzułmańskich cywilów, ilu ludzi zabił Mohammed Atta i jego banda 11 września na Manhattanie. Popatrzcie na Darfur: gwałciciele i gwałceni, głodzący i głodzeni, kaci i ofiary na równi czczą proroka. Kiedy religijni fanatycy biorą się do dzieła na Bali, w Casablance, w Kabulu czy Algierze, to zawsze torturują, kamienują i wysyłają do piekieł prostych muzułmanów. Gdzie ten blok fanatyków Mahometa? Przypomnijcie sobie, jak zeszłego lata Egipt, Arabia Saudyjska i Jordania potępiły agresję libańskiego Hezbollahu popchniętego przez Syrię i Iran do ataku na Izrael. Naturalnie, kiedy rozpętują się konflikty, kiedy rzucane są wyzwania, istnieje ryzyko, że coś pójdzie nie tak i nagle otworzy się otchłań - lecz w tych konfliktach nie stają już naprzeciw siebie blok spod znaku półksiężyca i blok spod znaku krzyża, Tory czy laickości.
Sztuka wzajemnego podrzynania sobie gardeł w imię tego samego Boga jest znana Europejczykom. Nie ma potrzeby cofać się aż do wojen religijnych. W trakcie I wojny światowej chrześcijanie walczyli z chrześcijanami, a wielu spośród nich - jak sami twierdzili - znajdowało pocieszenie w religii - ona dawała im energię, by przez cztery lata znosić rzezie i samemu ich dokonywać. Nie ma się co dziwić, że muzułmańskie autorytety moralne udzielają dziwnego przyzwolenia na okrucieństwa dżihadystów. Czyż naziści nie korzystali z zaślepienia, przyzwolenia, inercji, a nawet wspólnictwa wielu europejskich chrześcijan, od samych dołów po szczyty? Czy prawosławni hierarchowie nie zamknęli oczu, uszu i ust, kiedy w Gułagu wykańczano miliony "ludzi sowieckich"? Czy nie błogosławili ostatnio czołgów, które jechały unicestwiać Czeczenię? Dziś muzułmańską wiarę zawłaszczyli ludzie, którzy programują ludzkie bomby - podobni do faszystowskich morderców i samobójców przysięgających "Viva la muerte!" pod znakiem Chrystusa Króla. Mordercze ideologie XX wieku złożyły publiczną ofertę kupna na nadprzyrodzone wierzenia przeciętnego Europejczyka. XXI wiek tę ofertę podtrzymuje. Teraz promotorzy zbrodni dokonują instrumentalizacji islamu. Po esesmanach i czekistach demony w kominiarkach - ludzie religii, rasiści i nacjonaliści kontynuują danse macabre.
W bitwach przyszłości islam nie będzie walczył z chrześcijaństwem, Zachód ze Wschodem, Północ z Południem, bogaci z biednymi. Wrogami miłośników śmierci są prości śmiertelnicy, których gnębi ten sam niepokój. Adepci różnych religii i zdeklarowani agnostycy, konserwatyści i postępowcy, marzyciele i realiści - na naszej łatwopalnej planecie wszyscy muszą uzbroić się w jakąś nową czujność. Pozbawione skrupułów mniejszości podżegaczy - aktywni nihiliści - rywalizują ze sobą poziomem okrucieństwa pod przyzwalającym spojrzeniem śpiących większości, czyli nihilistów pasywnych. Jeśli będziemy umieli rozpoznać podpalaczy, nigdy nie będzie za późno na walkę z płomieniami.
André Glucksmann
przeł. Wojciech Nowicki
p
*André Glucksmann, ur. 1937, jeden z najważniejszych współczesnych filozofów europejskich. Uczeń Sartre'a i Arona. Początkowo bliski radykalnej lewicy, od której stopniowo zaczął się dystansować. W roku 1975 opublikował "La cuisinie`re et le mangeur d'hommes", książkę, która odegrała ogromną rolę w zerwaniu francuskich intelektualistów z marksizmem. Oprócz tego wydał m.in. "Les matres penseurs" (1977), "Cynisme et passion" (1981) oraz "La Troisie`me Mort de Dieu" (2000). W ostatnich latach głośne stały się jego książki analizujące stan ducha ludzi Zachodu w XXI wieku: "Dostojewski na Manhattanie" (wyd. polskie 2003) oraz "Ouest contre Ouest" (2003). Niedawno we Francji ukazała się autobiografia intelektualna Glucksmanna: "Une rage d'enfant". W "Europie" nr 51 z 23 grudnia ub.r. zamieściliśmy jego tekst o Annie Politkowskiej "Zleceniodawca jest na Kremlu".