Podczas krwawej studniówki w Warszawie zawiodła ochrona. Nie było jej tam, gdzie być powinna - ogłosiła dyrektorka Zespołu Szkół Licealnych i Ekonomicznych nr 1. To właśnie na piątkowej imprezie tamtejszych maturzystów polała się krew. W bójce rannych zostało pięć osób.
Dyrektorka szkoły tłumaczyła, że impreza była przygotowana dobrze. Na wysokości zadania nie stanęła jedynie ochrona, której nie było na jednym z korytarzy Hotelu "Europejski", w którym odbywał się bal. To właśnie tam - wedle relacji dyrektorki - przez jednego z bandytów zaatakowana została uczennica. Jej koledzy zaczęli jej bronić. Wtedy pojawił się nóż i polała się krew.
Jednak i to było za mało, by ochroniarze zaczęli interweniować. Odesłali uczniów do nauczycieli i nawet nie próbowali gonić napastników. Nie pomogli też rannym.
Sprawą zajmuje się teraz policja. Trzej złapani przez nią podejrzani są już w areszcie. Teraz funkcjonariusze będą sprawdzać, czy wina leży tylko po stronie ochrony, czy może winni są także organizatorzy zabawy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|