To może znacznie przyspieszyć śledztwo. Co prawda, nie wiadomo, ile ewentualnie ciał trzeba by przebadać, ale z pewnością całe dochodzenie przeciągnęłoby się o wiele miesięcy.
Lubelska prokuratura nie chce ujawniać, ile osób mogło umrzeć z powodu podmienionego corhydronu. Największy problem to właśnie to, że oba leki błyskawicznie rozkładają się w organizmie i nie zostawiają żadnych śladów. Dlatego śledczy dokładnie analizują karty choroby każdego z pacjentów. A przede wszystkim sprawdzają, jakie pacjenci mieli objawy po podaniu im leku.
O aferze z zamianą corhydronu na początku listopada napisał DZIENNIK. Gazeta ujawniła, że w jeleniogórskiej Jelfie lub już poza zakładem ktoś zamienił ampułki z lekami i do paczek zamiast corhydronu, podawanego astmatykom i alergikom, trafił specyfik zawierający zwiotczającą mięśnie scolinę, stosowaną jako znieczulenie w czasie operacji.