W 80 placówkach pracownicy weszli już w spory zbiorowe z dyrektorami - to pierwszy krok do strajku. W części szpitali konflikty ciągną się od zeszłego roku, w innych związkowcy dopiero teraz przedstawili postulaty.
A chodzi o pieniądze. Medycy chcą, żeby lekarz bez specjalizacji zarabiał pięć tysięcy złotych brutto. Lekarze ze specjalizacją mają dostać po 2,5 tysiąca złotych podwyżki. Żeby spełnić te żądania, trzeba byłoby znaleźć w kasie Narodowego Funduszu Zdrowia ponad dziewięć miliardów złotych.
Ale to nie wszystko. Wśród postulatów jest także wprowadzenie dwutygodniowego urlopu szkoleniowego. Lekarze tłumaczą, że prawo i kodeks etyczny nakłada na nich obowiązek ciągłego douczania się. A na razie, żeby pojechać na kurs czy szkolenie, muszą wykorzystywać urlop wypoczynkowy.
To za wysokie żądania - stwierdził premier Jarosław Kaczyński. Szef rządu tłumaczy, że NFZ nie ma pieniędzy na podwyżki. Zanosi się więc na to, że wiosną chorzy na Śląsku będą w niewesołej sytuacji.