IPN chce, by prokuratura sprawdziła, czy brutalne rozpędzenie demonstracji przez milicję w Krakowie 23 maja 1987 roku nie jest zbrodnią komunistyczną. Wśród bijących milicjantów był Tomasz Warykiewicz, który jeszcze do niedawna doradzał szefowi Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Gdy DZIENNIK ujawnił zdjęcia z demonstracji, Warykiewicz wyleciał z pracy.
Jeśli krakowska prokuratura apelacyjna uzna, że trzeba podjąć śledztwo, to sprawa wróci do prokuratorów z IPN. To oni sprawdzą, kto wydał rozkaz bicia opozycjonistów, i czym zajmują się dzisiaj ówcześni milicjanci. Tak, by żaden z nich nie uszedł sprawiedliwości.
Cała afera rozpętała się po publikacji DZIENNIKA. Gazeta dotarła do zdjęć pokazujących Tomasza Warykiewicza, jak bije opozycjonistów. Mężczyzna natychmiast wyleciał z CBA, a komendant
główny policji kazał sprawdzić, czy w małopolskim garnizonie nie służą inni, byli funkcjonariusze MO, którzy także walczyli z antykomunistyczną opozycją.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl