Maltretowali chłopca niemal od chwili narodzin. Bili go pięściami, uderzali nim o ścianę i podłogę, zrzucali z wysokości. Gdy chłopczyk w końcu trafił do szpitala, miał połamane nogi, ręce i żebra, a nawet pogryziony policzek. Lekarze wykryli w jego mózgu krwiak. Od wielu wstrząsów dziecko straciło wzrok. Teraz na szczęście opiekują się nim troskliwie rodzice zastępczy. Jednak niespełna trzyletni chłopczyk potrzebuje długiej i żmudnej rehabilitacji.
Ojciec Patryka spędzi w więzieniu 10 lat, matka posiedzi o trzy lata mniej. Tak niski wyrok wydał łódzki sąd. Według prokuratury, 26-letnia Justyna S. i starszy od niej o trzy lata Robert S. katowali dziecko przez kilka tygodni w 2004 roku.
Jednak przed sądem żadne z nich nie przyznało się do winy. Kobieta wszystko zrzucała na Roberta S., który nie uznał Patryka jako swojego syna. Tłumaczył, że "z wyliczeń wychodziło mu, że to nie jego syn". W czasie śledztwa przyznał się tylko, że raz rzucił Patryka na łóżko i kilka razy wymierzył mu klapsy. Tu sąd nie miał wątpliwości - kiedy dziecko trafiło do szpitala, było poważnie poranione. A poza tym lekarze na jego ciele znaleźli wiele blizn i śladów wcześniejszego znęcania się.
Ten koszmar przerwała lekarka z rejonowej przychodni. Zaalarmowała policję, kiedy zobaczyła, jak chłopczyk wygląda, gdy matka przyszła z nim na szczepienie. Kobieta dostała skierowanie do szpitala - tam porzuciła dziecko.
Wyrodni rodzice mają jeszcze jedno dziecko - Damian ma w tej chwili sześć lat i jest pod opieką babci. Prawdopodobnie w przeszłości też przechodził katusze z rąk rodziców. Wyszło bowiem na jaw, że gdy miał trzy miesiące, trafił do szpitala z pęknięciem czaszki. Tak naprawdę nikt nie wyjaśnił, co się stało, ale świadkowie twierdzili, że to ojciec rzucił chłopcem o kaloryfer. Jednak wtedy śledztwo umorzono - z braku dowodów.