Wizytator ma zadbać o to, aby nauczyciele byli odpowiednio przygotowani do pracy z czterema gimnazjalistami, którzy molestowali dziewczynkę. "Chodzi o to, żeby nie doszło do sytuacji, w której ci chłopcy wrócą do szkoły w atmosferze triumfu. To byłaby kolejna porażka pedagogiczna" - mówi wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski.
Z ustaleń komisji MEN, która badała sprawę wydarzeń w gdańskim gimnazjum, wynika bowiem, że do tragedii doszło przez rażące naruszenia, jakich dopuściła się kadra pedagogiczna. Zawiódł też nadzór gdańskiego kuratora. "Do molestowania Ani, ale również jej koleżanek, dochodziło od początku roku szkolnego" - tłumaczy w rozmowie z DZIENNIKIEM wicepremier Roman Giertych. Jeden z nauczycieli był nawet świadkiem napastowania Ani w trakcie ogniska, które zorganizowała szkoła. Inni słyszeli o podobnych przypadkach. Ich reakcją było zorganizowanie dla uczniów pogadanki o godności człowieka. Nie został powiadomiony żaden z rodziców.
Tymczasem z zeznań chłopców i świadków zdarzenia z dnia poprzedzającego samobójczą śmierć czternastolatki wynika, że jeden z napastników "szurał ją kolanem po
pośladkach", a drugi chwycił za kark i pociągnął głowę w okolice krocza. Trzeci z nich wszystko nagrywał telefonem komórkowym. Dziewczynka była prześladowana przez kilka tygodni.
Chłopcy klepali ją po pośladkach, łapali za biust i zwracali się do niej w wulgarny sposób.
Grażyna Ignaczak-Bandych, była wicekurator Warszawy, choć przyznaje, że w gimnazjum zawiedli pedagodzy oraz gdański kurator, to jest zdania, że wizytacje z MEN nic nie przyniosą.
"Cóż może zmienić specjalista, który raz w tygodniu pojawia się na kilka godzin w szkole?" - pyta Ignaczak-Bandych. W jej ocenie w szkole bezwzględnie powinien pojawić się
dodatkowy etat dla psychologa bądź pedagoga, który zajmowałby się tymi chłopcami bez przerwy w trakcie ich pobytu w szkole. "Resort edukacji powinien raczej się skupić na tym, co
dalej. Dyrektor szkoły bądź kurator powinni opracować strategię na przyszłość. Uzgodnić, czy chłopców obejmuje się indywidualnym tokiem nauczania, czy być może rozdziela, przenosząc
każdego do innej placówki" - przekonuje była wicekurator.
Odmiennego zdania jest Zbigniew Girzyński, poseł PiS, wiceprzewodniczący sejmowej komisji edukacji, który uważa, że pod opieką powinni zostać nie tylko uczniowie, ale również nauczyciele.
"Należy pamiętać, że atmosfera w tej szkole cały czas jest napięta i dlatego nadzór pedagogiczny jest tam szczególnie potrzebny. Pomoc ze strony specjalisty z resortu edukacji na
pewno pomoże gronu pedagogicznemu wyjść z cienia tragedii i wrócić do normalnej pracy, a to jest w tej chwili najważniejsze" - uważa Girzyński.