Już niemal miesiąc minął, od kiedy Trybunał Konstytucyjny pozwolił, by komornicy zajmowali wszystkie pieniądze zadłużonych szpitali. A Ministerstwo Zdrowia nie przygotowało jeszcze
przepisów, które ustrzegą szpitale przed bankructwem - pisze "Fakt".
Szpitale przygotowują się do wypisywania chorych do domów. Taki los czeka jako pierwszych pacjentów dwóch największych szpitali we Wrocławiu - Akademickiego Szpitala Klinicznego oraz Szpitala
Klinicznego nr 1. Rozmowy ostatniej szansy dyrekcje mają już za sobą. Nie ma przełomu. Dług obu szpitali to aż 280 mln zł.
"Bez dializ umrę, a tego nie da się zrobić w zwykłej przychodni, potrzebny jest specjalistyczny sprzęt" - mówi Magda Tryba, pacjentka Akademickiego Szpitala Klinicznego we
Wrocławiu. Do szpitala musi przyjeżdżać dwa razy w tygodniu. Ma niewydolne nerki. Zabieg trwa kilka godzin, w czasie których specjalne urządzenie oczyszcza jej organizm z toksyn. "Dla
mnie zamknięcie szpitala to wyrok" - dodaje Magda.
O swoich pacjentów boi się Wojciech Martula, dyrektor najbardziej zadłużonego w kraju Wojewódzkiego Szpitala w Gorzowie Wielkopolskim. Rocznie leczy 100 tysięcy pacjentów. Ale zadłużony jest
na 300 mln zł. "Boję się najgorszego. Jeszcze chwila, a będę musiał odmówić pomocy milionowi pacjentów. Tylu bowiem mieszkańcom opiekę zapewnia mój szpital" - mówi
dyrektor Martula.
"Gdzie pójdę, kiedy zamkną szpital?" - pyta Mieczysław Filipiak, pacjent oddziału wewnętrznego w Samodzielnym Publicznym ZOZ-ie w Pabianicach. Cierpi na rozedmę i astmę.
Szpital, w którym się leczy, ma 30 milionów długu. To mniej niż dług szpitala w Gorzowie Wielkopolskim czy we Wrocławiu. Ale i tak dyrekcja nie jest w stanie tego spłacić. A na normalne
funkcjonowanie trzeba zaciągać kolejne pożyczki.
"Do połowy lutego mamy gwarancje komornika, że nie zabierze nam więcej niż 25 procent kontraktu miesięcznie. Co będzie później, aż boję się myśleć" - mówi dyrektor
Wojciech Matusewicz.
Poniżej tabela, w której DZIENNIK prezentuje długi polskich szpitali: