Potrafi zespawać dwie cienkie rurki, tak, że nie wypali w żadnej z nich dziur. Ma uprawnienia pozwalające jej spawać okręty. Ale choć szczeciński pośredniak poszukuje 200 spawaczy, Anna Strupiechowska nie moźe znaleźć pracy. Nikt nie chce dać jej pracy, bo jest kobietą.
Anna Strupiechowska ze Szczecina kilka miesięcy temu straciła pracę w sklepie. Zaczęła przeglądać oferty pracy i popytała znajomych. Okazało się, że w
Szczecinie, mieście, w którym działa kilka stoczni, brakuje spawaczy.
"Upewniłam się jeszcze. Poszłam nawet do urzędu pracy i porozmawiałam z pracownikami" - mówi pani Anna. Tam dowiedziała się, że właśnie urząd organizuje dla bezrobotnych kurs spawacza. Kurs podstawowy pani Ania ukończyła celująco. Nauczyła się spawać migomatem - to elektryczne urządzenie do spawania w osłonie z gazów szlachetnych.Skończyła jeszcze kurs dla zaawansowanych i otrzymała uprawnienia PRS - to przepustka do pracy w stoczniach budujących statki na eksport czy okręty wojenne. Pani Ania już kilka dni po otrzymaniu certyfikatów ruszyła na poszukiwanie pracy.
Okazało się, że poza jednym pracodawcą, który chciał dać jej pracę na czarno, bez umowy i ubezpieczenia, nikt pracy spawacza dla kobiety nie miał." Gdy pytałam, czy szukają spawaczy, odpowiadali, że tak. Że z miejsca przyjmą" - opowiada Strupiechowska. "Ale gdy wyjmowałam swoje dokumenty, to jakoś tak na mnie dziwnie spoglądali"
Pierwszym zakładem, który odmówił, była Stocznia Szczecińska Nowa. "Pani, która ze mną rozmawiała, zmierzyła mnie od dołu do góry i powiedział wprost: praca spawacza nie jest dla kobiet! Jest wolne stanowisko ekonomisty, kobiety pracują na suwnicach, ale kobiety spawacza nie chcę" - relacjonuje pani Anna.
W kolejnych zakładach było podobnie. W stoczni Gryfia usłyszała, że nie mają odpowiednich warunków socjalnych. W Biurze Techniczno-Handlowym Hold kobiet nie przyjmowano, bo spawacz to praca tylko dla mężczyzny.
"Kadrowiec mi powiedział, że dodatkowej szatni dla jednej baby robić nie będzie" – mówi pani Anna.
"Upewniłam się jeszcze. Poszłam nawet do urzędu pracy i porozmawiałam z pracownikami" - mówi pani Anna. Tam dowiedziała się, że właśnie urząd organizuje dla bezrobotnych kurs spawacza. Kurs podstawowy pani Ania ukończyła celująco. Nauczyła się spawać migomatem - to elektryczne urządzenie do spawania w osłonie z gazów szlachetnych.Skończyła jeszcze kurs dla zaawansowanych i otrzymała uprawnienia PRS - to przepustka do pracy w stoczniach budujących statki na eksport czy okręty wojenne. Pani Ania już kilka dni po otrzymaniu certyfikatów ruszyła na poszukiwanie pracy.
Okazało się, że poza jednym pracodawcą, który chciał dać jej pracę na czarno, bez umowy i ubezpieczenia, nikt pracy spawacza dla kobiety nie miał." Gdy pytałam, czy szukają spawaczy, odpowiadali, że tak. Że z miejsca przyjmą" - opowiada Strupiechowska. "Ale gdy wyjmowałam swoje dokumenty, to jakoś tak na mnie dziwnie spoglądali"
Pierwszym zakładem, który odmówił, była Stocznia Szczecińska Nowa. "Pani, która ze mną rozmawiała, zmierzyła mnie od dołu do góry i powiedział wprost: praca spawacza nie jest dla kobiet! Jest wolne stanowisko ekonomisty, kobiety pracują na suwnicach, ale kobiety spawacza nie chcę" - relacjonuje pani Anna.
W kolejnych zakładach było podobnie. W stoczni Gryfia usłyszała, że nie mają odpowiednich warunków socjalnych. W Biurze Techniczno-Handlowym Hold kobiet nie przyjmowano, bo spawacz to praca tylko dla mężczyzny.
"Kadrowiec mi powiedział, że dodatkowej szatni dla jednej baby robić nie będzie" – mówi pani Anna.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl