Dziennik Gazeta Prawana logo

Wierzyciele wydali wyrok na dzieci

12 października 2007, 15:24
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
8 milionów 600 tysięcy złotych zamiast do Akademickiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, trafiło wczoraj na konto wrocławskiego komornika. A to oznacza wyrok na ciężko chorych pacjentów ASK - w tym wielu dzieci - pisze DZIENNIK.
"Błagam wierzycieli i komornika, by nie odbierali pieniędzy na leczenie moje oraz moich koleżanek i kolegów. Życie jest więcej warte niż gotówka. Wierzę, że nie tylko mnie usłyszycie, ale także wysłuchacie. Błagam..." - mówi 9-letni Kacper Otulakowski, który w Klinice Hematologii i Onkologii Dziecięcej ASK jest od kilku dni, po 21 miesiącach od zakończenia leczenia ma reemisję białaczki limfoblastycznej.

Tuż obok jego szpitalnego łóżka na stojaku wiszą dwie kroplówki: w jednej jest 36-godzinna chemia, w drugiej płukanka.

"We wtorek, półtora tygodnia temu, jak grom z jasnego nieba spadła na nas informacja, że Kacperek znów jest chory. Teraz dowiedziałam się, że lada chwila zabraknie pieniędzy na jego leczenie. Kuracja mojego synka to 300 tysięcy złotych. A szpital nie dostanie ani złotówki, bo komornik położył łapę na pieniądzach z NFZ" - pani Małgorzata, mama dziewięciolatka, nie ukrywa łez.

Cały czas trzyma za rękę syna, przytula go, całuje. "Dla mnie to dramat. Jestem przerażona, bo wierzyciele wydali na moje dziecko wyrok śmierci".

W klinice leży blisko 50 ciężko chorych maluchów. Kolejnych 30, które muszą mieć codziennie aplikowaną chemioterapię, przebywa w szpitalnym hotelu. To nie koniec. Pod stałą opieką lekarzy jest ponad 1800 małych pacjentów.

"Jestem załamana. Ta decyzja to po prostu powolna eutanazja. Dzieci chore na nowotwory nie mogą mieć nawet dnia przerwy w kuracji. Każda zwłoka to wyrok, powikłania, nawrót choroby. Dla mnie to dramat. Ogromny" - drżącym głosem mówi Wioletta Wójcik. U jej 7-letniej córeczki stwierdzono w sylwestra białaczkę. Od razu rozpoczęto terapię. Krysia, drobna blondyneczka, wtula się w mamę. Ta głaszcze ją po włosach.

Dyrektor ASK Piotr Pobrotyn nie owija w bawełnę: "Sprzętu jednorazowego i leków starczy nam na góra osiem tygodni. Różnie na różnych oddziałach. W niektórych tylko na dwa. W piątek zrobimy dokładną inwentaryzację" - mówi. "Jeżeli nie będę mógł ratować ludzi, złożę do prokuratury zawiadomienie o narażeniu zdrowia i życia ludzkiego".

Tymczasem szef resortu zdrowia zapowiedział wczoraj, że Akademicki Szpital Kliniczny, jako jeden z nielicznych w Polsce, może liczyć na jego pomoc: "To jeden z tych szpitali, w który osobiście powinienem się zaangażować. Traktuję to jako swój obowiązek, żeby mu pomóc. Mówimy o ogromnych pieniądzach, które będą musiały pochodzić z budżetu państwa. Premier też musi mieć czas na zastanowienie, podobnie jak pani wicepremier Gilowska. W przyszłym tygodniu będziemy mieli propozycję rozwiązania problemu tej placówki" - powiedział Zbigniew Religa.

Minister dodał także, że nie pozwoli, by Klinika Hematologii i Onkologii Dziecięcej, będąca znaczącą częścią ASK, przestała pomagać ciężko chorym maluchom.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj