Prezydent kurortu chce zakazać sprzedaży po godz. 23 wszystkich napojów alkoholowych. Kontrowersyjny przepis zapewne okaże się martwy. Podobnie jak obowiązujący już zakaz picia alkoholu nocą na plaży - pisze DZIENNIK.
Niebawem w Sopocie zacznie obowiązywać prohibicja. Nie całkowita wprawdzie, ale i tak uciążliwa. Prezydent miasta chce, aby po zmierzchu alkohol można było kupować
tylko w restauracjach i barach. Zakaz sprzedaży w sklepach obowiązywać ma od godz. 23 do 6.
Bezpieczeństwo mieszkańców oraz ochrona dobrej opinii miasta wśród turystów - tak prezydent Jacek Karnowski tłumaczy swój zaskakujący pomysł.
"Nie sądzę, bym mógł liczyć na jednomyślność radnych, ale mam nadzieję, że uchwałę przyjmą" - mówi. Chce zniechęcić w ten sposób młodzież do kupowania alkoholu w sklepach i picia w bramach czy na podwórkach. Zakaz co prawda obowiązywałby "tylko” w centrum miasta. Problem w tym, że właśnie tam koncentruje się nocne życie.
Pomysł podoba się chyba tylko samemu pomysłodawcy i radnym z klubu Platformy Obywatelskiej. Właściciele sklepów nocnych, a także mieszkańcy i turyści, o których troszczy się włodarz, są zdumieni.
"To dla nas jak wyrok" - mówi Magdalena Bielecka, kierowniczka sklepu całodobowego Non-Stop przy deptaku.
"Nawet jeśli my nie będziemy sprzedawać alkoholu, i tak pijana młodzież wałęsająca się po ulicach nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Największe awantury są w okolicach barów i pubów - denerwuje się Bielecka.
Mieszkańcy podchodzą do pomysłu prezydenta bardzo sceptycznie. Tak jak Krzysztof Kosakowski, który w Sopocie mieszka od urodzenia. Pomysł prezydenta uważa za absurdalny.
"Jestem dorosły, dlaczego mam chodzić po butelkę piwa wieczorem gdzieś daleko poza centrum? Albo przepłacać w knajpie?" - oburza się Kosakowski. Wie, co mówi: półlitrowa butelka piwa w sklepie to wydatek niespełna 3 zł, w restauracji za kufel napoju tej samej marki - nawet 7 zł.
Bezpieczeństwo mieszkańców oraz ochrona dobrej opinii miasta wśród turystów - tak prezydent Jacek Karnowski tłumaczy swój zaskakujący pomysł.
"Nie sądzę, bym mógł liczyć na jednomyślność radnych, ale mam nadzieję, że uchwałę przyjmą" - mówi. Chce zniechęcić w ten sposób młodzież do kupowania alkoholu w sklepach i picia w bramach czy na podwórkach. Zakaz co prawda obowiązywałby "tylko” w centrum miasta. Problem w tym, że właśnie tam koncentruje się nocne życie.
Pomysł podoba się chyba tylko samemu pomysłodawcy i radnym z klubu Platformy Obywatelskiej. Właściciele sklepów nocnych, a także mieszkańcy i turyści, o których troszczy się włodarz, są zdumieni.
"To dla nas jak wyrok" - mówi Magdalena Bielecka, kierowniczka sklepu całodobowego Non-Stop przy deptaku.
"Nawet jeśli my nie będziemy sprzedawać alkoholu, i tak pijana młodzież wałęsająca się po ulicach nie zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Największe awantury są w okolicach barów i pubów - denerwuje się Bielecka.
Mieszkańcy podchodzą do pomysłu prezydenta bardzo sceptycznie. Tak jak Krzysztof Kosakowski, który w Sopocie mieszka od urodzenia. Pomysł prezydenta uważa za absurdalny.
"Jestem dorosły, dlaczego mam chodzić po butelkę piwa wieczorem gdzieś daleko poza centrum? Albo przepłacać w knajpie?" - oburza się Kosakowski. Wie, co mówi: półlitrowa butelka piwa w sklepie to wydatek niespełna 3 zł, w restauracji za kufel napoju tej samej marki - nawet 7 zł.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl